ROZDZIAŁ V - Fałszywa nadzieja
ROZDZIAŁ 5
FAŁSZYWA NADZIEJA
Dzień wydawał się taki jak
każdy inny, za oknem świeciło słońce, które aż zachęcało do udania się na
błonia. Hermiona siedziała przy swoim biurku odrabiając eseje, które powinna
oddać w nadchodzącym tygodniu. Jej włosy zwinięte były w ciasny kok, aby żaden
kosmyk jej nie rozpraszał. Oddała się w objęcia nauki, odrywało ją to od
myślenia, od problemów. Dzisiejszy wieczór miał zmienić wszystko. Miały pojawić
się nowe obowiązki i wyzwania. Została członkiem Zakonu Feniksa. Przerażało ją
to, ale też czuła wewnętrzną motywację i gotowość do działania. Chciała
zakończyć tą wojnę.
Dwa następne lata w Hogwarcie stały się na niej znakiem zapytania, w ciągu kilku dni – straciła przyjaciół, straciła szacunek, straciła nadzieję, że jest dość silna. Nie poszła dziś na śniadanie, na obiad również nie planowała – miała dość nieprzychylnych, wrogich spojrzeń i szeptania gdy tylko znalazła się w zasięgu czyjegoś wzroku. Jej myśli dość często błądziły w stronę głosu, który dawał jej pocieszenie, miała wrażenie, że go zna, jednak był dla niej nieuchwytny. Od kilku minut jej ręka zawiesiła się z piórem nad pergaminem, a ona wpatrywała się w niebieskie niebo. Potrząsnęła głową, musi się uspokoić, zabrała się za czytanie „Eliksiry dla zaawansowanych”. Nauka była priorytetem.
-Stworek? – nieśmiało zawołała.
-Stworek jest. Czym Stworek może służyć? Stworek zrobi co Panienka sobie zażyczy? – Jak zwykle w pełnym ukłonie skrzat wygłosił swoją mowę.
-Czy mogę cię prosić o obiad i ciepłą herbatę? – siedziała od rana bez jedzenia i głód zaczął mocno ją dekoncentrować.
-Oczywiście Panienko, Stworek już leci.
Skrzat przyniósł Hermionie mnóstwo smakołyków. Czuła wyrzuty sumienia, jednak głód i brak chęci na wyjście z pokoju wygrało. Mogła w spokoju dalej czytać i czekać na godzinę zero. Jak wiadomo, kiedy nie chce się żeby czas szybko leciał, leci nieubłaganie. Wybiła 19:30 i Hermiona zaczęła szykować się do wyjścia.
Uchyliła delikatnie drzwi do dormitorium, na korytarz, aby nie musieć iśc przez pokój wspólny. Z uśmiechem zauważyła, że czeka na nią Harry.
-Hermiona! Martwiłem się, dobijam się do ciebie cały dzień! Nie było cię na śniadaniu obiedzie! Nigdzie nie mogłem cię znaleźć!
-Oj… Przepraszam Harry, wyciszyłam dormitorium, uczyła się. Poprosiła Stworka aby przyniósł mi coś do zjedzenia, bardzo cię przepraszam, nie pomyślałam… - miną winowajcy, wiedziała, że wygra. Harry się do niej uśmiechnął.
-Nie rób tego więcej, chodźmy, bo się spóźnimy.
-Ron z tobą nie przyszedł? – Hermiona musiała w końcu zapytać.
-Nie, pokłóciliśmy się. Nie wiem jak mogłem być tak ślepy. Ginny, ona we wszystko mu uwierzyła. Stwierdził, że zdradzasz go ze mną. Myślę, że pewien etap się kończy, a inny zaczyna. Nie mogę słuchać tych bzdur, miałaś rację, jest egoistą. Z tego co wiem wybiera się dziś na spotkanie, podobno ma być więcej nowych osób, ale nie wiem kto dokładnie.
-Bardzo mi przykro, to moja wina… Gdybym jakoś inaczej to rozegrała… Ale Harry ja go nie kocham i nigdy nie pokocham, zbyt wiele nas dzieli, wiesz o tym. Dla mnie ważna jest nauka, dla niego on sam i bycie obrońcą w drużynie. – W oczach dziewczyny pojawiły, się łzy, które szybko starła wierzchem dłoni. Było jej przykro? Nie. To tylko łzy na pokaz? Żeby nie stracić kolejnej osoby? Ostatnia deska ratunku – zrozumienia.
-Miona, spójrz na mnie. – W oczach chłopaka pojawiło się zrozumienie. Osiągnęłą swój cel. – Nikt od ciebie niczego nie wymaga, jeżeli, ktoś nie rozumie słowa „nie” – to znaczy, że nie dorósł do miana przyjaciela. Nie martw się nigdy się od ciebie nie odwrócę.
Nie chciała na to odpowiadać, dalszą drogę do chimery – wejście do gabinetu dyrektora przeszli w milczeniu. Okrągłe schody zaczęły pojawiać się bez podania hasła. Oboje wzięli głębszy oddech i stanęli na pierwszym stopniu. U szczytu usłyszeli podniesione głosy.
-Ależ Albusie! To jeszcze dzieci! – od razu rozpoznali piskliwy głos Pani Weasley.
-Jestem tego samego zdania Albusie! Nie możemy przyjmować tak młodych członków, widziałeś, co ostatnio się stało, oni sobie nie dadzą rady! – Głos należał do Tonks, jednej z czołowych aurorów Ministerstwa.
Nie dane im było usłyszeć odpowiedzi. Schody na nowo zaczęły się ruszać a u ich szczytu stał Neville wraz z Luną.
-Cześć Miona, Harry. – Luna swoim przysypiającym głosem przywitała przyjaciół uściskiem.
-Cześć, trochę się stresuję, wy też? – zapytał Neville. – Moja babcia jak usłyszała, że dostałem zaproszenie do Zakonu Feniksa skakałą z radości wręcz do sufitu.
-Też, ale takie czasy… - Harry odpowiadając, zbliżył się do drzwi i zapukał trzy razy.
Drzwi otworzyły się, czwórka uczniów oniemiała. Zawsze zagracony gabinet dyrektora był ogromny niczym Wielka Sala. Na środku ustawiony został okrągły stół, Wolnych miejsc było niewiele. -Witam was moi drodzy, dołączcie proszę, zajmijcie miejsca. –przywitał ich opanowanym, dobrotliwym tonem dyrektor. – Czekamy na resztę i będziemy zaczynać.
Hermiona
wykorzystała ten czas na rozejrzenie się po pomieszczeniu. Ze ścian zniknęły
wszystkie obrazy – połączyła fakty, no tak, obrazy mogły się przemieszczać,
któryś z byłych dyrektorów mógłby donosić o tym co usłyszy – sprytne. Zniknęły
wszystkie półki z książkami, ukryta szafka, która tak ją interesowała. Molly Weasley patrzyła w jeden punkt, tak samo Tonks.
-Witam, was wszystkich, dla nowych osób – jesteśmy aktualnie w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. – Spotkanie rozpoczął Dumbledore, dziewczyna nie zorientowała się, że wszystkie osoby dołączyły. – Wejście tu możliwe jest tylko dla osób, które są członkami. – w ręce pokazał zwitek pergaminu, na którym zawarte były wszystkie nazwiska. – Dziwić was może obecność Profesora Snapa, jednak od razu pragnę was poinformować, że jest on naszym szpiegiem w szeregach Voldemorta. Mam nadzieję, że wszyscy zachowamy się dojrzale. – Surowym wzrokiem spojrzał na Rona, następnie Harrego, którzy już otwierali usta, aby złożyć protest.
-Aby ułatwić nam komunikację przed wami umieściłem kartki z nazwiskami poszczególnych osób i ich rolą dla Zakonu, tylko wtedy gdy wy weźmiecie tą kartkę do ręki będziecie mogli poznać jej zawartość, dla innych będzie to pusta kartka. Nałożone jest na nią również zaklęcie Prometeusza. Gdy ktoś będzie chciał zdradzić jej zawartość, jego umysł zostanie zablokowany, będzie czuł ból jaby płomień wypalał jego wspomnienia. – kontynuował, nikt nie śmiał Mu przerwać, głos dyrektora był pewny, nie znoszący sprzeciwu i twardy. – Wam również będę chciał przydzielić zadania, ale poproszę abyście zostali do końca spotkania.
Hermiona szybko przeczytała kartkę, była przerażona. To zaklęcie było bardzo silne. Za kogo do cholery on się uważał, Boga?
ALBUS DUMBLEDOR – przewodniczący zakonu Feniksa – zgłaszać sprawy niecierpiące zwłoki oraz planowane ataki
NIMFADORA TONKS – kontakt z Aurorami, wtyka w Ministerstwie Magii
REMUS LUPIN – kontakt z wilkołakami
MOLLY WEASLEY, ARTUR WEASLEY – Zaklęcia obronne domów bezpiecznych Zakonu Feniksa
ALASTOR MOODY – Śmiertelny Nokturn – obserwacja
FRED I GEOGRE WEASLEY – zaopatrywanie zakonu w gadżety obronne oraz do ataku
RUBEUS HAGRID – kontakt z olbrzymami – pomoc Madame Maxim
MINERWA MCGONAGALL – obserwacja uczniów, ochrona
FILIUS FLITWICK – zaklęcia ochronne Hogwartu
POMONA SPROUT, HORACY SLUGHORN – dostarczanie preparatów do eliksirów
KINGSLEY SHACKLEBOLT – ochrona Ministra Magii, wtyka w Ministerstwie Magii
BILL WEASLEY – łamacz klątw
CHARLIE WEASLEY – opieka nad smokami
FLEUR WEASLEY – kontakt z czarodziejami w Francji
OLIWER WOOD – komunikacja w Zakonie – przekazywanie informacji
Lista się kończyła, być może
zostaną naniesione zmiany, któż wie. Cała rodzina Wesleyów miała od dziś
należeć do Zakonu, Hermiona nie dziwiła się Pani Weasley, że ta przeżywa
dramat, wszyscy mogli zginąć. Tak jak kilka dni temu zginął Syriusz, zniknął na
zawsze z ich życia i miał już nie wrócić. Patrzyła po twarzach nowych członków,
na ich twarzach pojawiało się przerażanie, zaczęło do nich docierać, że są
bliżej wojny niż kiedykolwiek wcześniej. Wśród nowych członków byli: ona,
Herry, Ron, Neville, Luna, Cho Chand, Hanna Abbott, Dean Thomas, Parvati Patil,
Angelina Johnson, Katie Bell, Terry Boot, Anthony Goldstein, Padma Patil, Susan
Bones, Zachariasz Smith. Hermiona ze zdziwieniem spojrzała ponownie na matkę Ginny, nic, cały czas jeden punkt - przeciwna ściana.
-Nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu nowych członków, dziękuję, wam za waszą dojrzałą decyzję. Nie musze wspominać, że wszystko co usłyszycie na spotkaniach jest ściśle tajne. – Kontynuował swoje przemówienie Dumbledore. – Severus, przejdźmy do raportu.
-Czarny Pan, nie ma żadnych planów, nie rekrutuje, nie planuje ataków, przynajmniej nie mówi o tym otwarcie na zebraniach. – Opanowany, wyprostowany, miotający swoim spojrzeniem godnym bazyliszka.
-Nie kłam! Kryjesz go, ty zwykły Śmierciożerco! Może to ty pomogłeś w zabiciu Syriusza? – Hermiona przewróciła oczyma i spojrzała z politowaniem na Ronalda Weasleya, który jak zwykle błysnął swoją ignorancją, zapominając o ostrzeżeniu. Jego rodzice i rodzeństwo zrobili się czerwoni na twarzy. Splamił ich honor.
-Panie Weasley, jak wspomniałem na początku, nie tolerujemy takiego zachowania. Proszę opuścić Kwaterę Główną, kiedy zauważę, że Pan zmądrzeje, znajdę Pana. – powiedział dyrektor znad swoich okularów połówek i wymierzył w Rona swoją różdżką. – Obliviate. – Ron miał zapomnieć całe spotkanie i wszystko co się z nim wiązało. Wstał od stołu i wyszedł jak zwykle z głupkowatą miną. Jego krzesło zniknęło od razu po jego wyjściu. – Severusie, masz coś do dodania?
-Nie, to wszystko. Nie potrzebowałem obrony, potrafię sobie radzić w uczniami. – Powiedział Snape z kpiącym uśmieszkiem i usiadł na swoje miejsce.
-Wiem o niedalekim ataku na wioskę Charity Burbadge, atak ma nastąpić w najbliższą niedzielę. Dostaniecie powiadomienie. Moody, chciałbym abyś zajął się szkoleniem nowych członków zakonu wraz z Remusem. Macie ćwiczyć dwa razy w tygodniu, dni ustalicie sami. Jedynie chciałbym aby zwolniona z tych zajęć została Panna Granger, wszyscy wiemy jakie zdolności posiada i nie potrzebuje ćwiczeń. Czy ktoś ma coś do dodania?
Kiedy nikt się nie zgłosił, a wszyscy kręcili głowami, dyrektor kontynuował.
-W takim razie jesteście wolni, proszę, żeby uczniowie, którzy dziś dołączyli zostali, z wami chciałbym porozmawiać osobno.
Hermiona, siedziała na swoim miejscu, a Dumbledore rozmawiał z kolejnymi osobami, tak Parvati miała mieć na oku Rona, Ginny z Deanem chętnych Gryfonów, którzy przejawiają Chęć wzięcia udziału w wojnie, to samo Susan z Zachariaszem u Puchonów i Cho Chang z Terrym u Krukonów. Neville miał pomóc Pani Sprout. Luna i Padma miały przekonywac magiczne stworzenia do pomocy Zakonowi. Anthony Goldstein z racji dobrych ocen z eliksirów miał pomóc Profesorowi Horacemu z miksturami leczniczymi i nie tylko. Katie i Angelina miały w miarę możliwości obserwować slizgonów, miały do dyspozycji sprzęt, o który mogły prosić swoich chłopaków – Freda i Georga. W miarę rozdawania kolejnych zadań Sala pustoszała i robiła się coraz mniejsza. Została tylko Hermiona z Harrym.
-Harry, chciałbym, abyś nadal ćwiczył oklumencję, jednak tym razem ze mną, na lekcjach tych też pomogę ci poznać prawdę o Voldemorcie i poćwiczymy pojedynki.
-Jasne Profesorze. – Harry zdawał się zapomnieć o poprzednich wątpliwościach, cóż czuł się w końcu doceniony. – Kiedy mam się u Pana pojawiać?
-Pierwsze spotkanie odbędziemy jutro o 20. Zapraszam cię do mojego gabinetu, hasło to „Lukrecjowa Pałka”. Nie spóźnij się chłopcze i przyjdź pod peleryną.
Harry mógł opuścić pomieszczenie. Hermiona wyginała sobie palce pod stołem z nerwów, jednak nie dała nic po sobie poznać. Patrzyła prosto w oczy dyrektora. Nikt się nie odezwał, czuła obecność w swoim umyśle, jednak po opisie przez Harrego lekcji potrafiła wznieść blokadę. Wiedziała też jak wejść do umysłu, czego pierwszy raz spróbowała na Albusie Dumbledorze.
Dyrektor był w trakcie przeglądania jej wspomnień, które wypuszczała – wspomnienia z domu rodzinnego, lekcje, przygody z Harrym i Ronem – przeplatała je z wspomnieniami ze szkoły mugolskiej, zakupy na pokątnej.
Miała nadzieję, że w jego wspomnieniach nie odnajdzie nic co potwierdziłoby jej przypuszczenia.
Widziała wcześniejsze spotkania Zakonu, prowadzenie lekcji, rozmowy z uczniami, posiłki na Wielkiej Sali – nie tego szukała. Jednak nagle jej uwagę zwróciło wspomnienie schowane za pierwszą linią oporu umysłu. Pokonała ją. Wioska. Ludzie uciekający ze swoich domów każdy w inną stronę. Zielone światło rozświetlające ciemności nocy. Podążyła za światłem. Dumbledore miotał zaklęciem uśmiercającym we wszystkie strony, ciała padały jak lalki, domy się paliły, nie chciała dalej na to patrzeć. Wykorzystała nieuwagę dyrektora, nie zauważył jej obecności, zbyt zajęty był szukaniem w jej umyśle oznak nieufności – on nic nie znalazł, ona aż nadto.
-Panno Granger, dla Pani będę miał również zadanie. Severus choć się do tego nie przyzna, potrzebuje pomocy. – Połączenie umysłowe zostało przerwane. – Nie chciałbym aby Pani uczestniczyła w dalszych spotkaniach Zakonu. Często odbywam rozmowę z Tiarą przydziału. Twierdzi, że powinna Pani zostać przydzielona do Slytherinu. Niestety nie podaje swoich motywacji, do teraz uważa, że źle Panią przydzieliła. Chciałbym aby Pani na nowo przystąpiła do przydziału Domu w poniedziałek. Porozmawiam z Harrym i przekażę mu informacje o Pani zadaniu, jednak nikt inny nie będzie o tym wiedzieć, wykluczając Profesora Snapa, on już wie. Będziemy posiadać aktualne informacje ze środowiska śliz gonów. Wielu z nich ma za rodziców Śmierciożerców, Pani miałaby być ich szpiegiem. – jego głos nadal był spokojny i opanowany.
-Panie dyrektorze, z całym szacunkiem, jak może Pan myśleć, że ja, mugolaczka, wyciągnę jakiekolwiek informacje od ślizgonów. – Patrzyła na niego z niedowierzaniem.
-Otóż, dlatego, że Severus zabierze Panią do Voldemorta aby została Pani jego fałszywym poplecznikiem. Nie ma Pani żadnych istotnych informacji poza tekstem przepowiedni – dlatego chciałbym aby to wspomnienie zostawiła Pani w myślodsiewni, którą Pani dam.
-Co mam zrobić? Do Sam-Wie-Pan-Kogo? Poplecznikiem? Śmierciożerczynią?
-Tak, tego od Pani wymagam, chciała Pani zostać członkiem Zakonu, takie mam dla Pani zadanie. Jest Pani jedyną osobą, której zaufam – dobrotliwie się uśmiechnął, no tak podsyłała mu bezpieczne wspomnienia – i którą Tiara zgodzi się zrobić ponowny przydział.
Hermiony myśli biegły, bardzo szybko. Wzrok miała spuszczony na swoje słonie, aby nie mógł ponownie wejść do jej umysłu, po tym co zobaczyła mogłaby nie dać rady dobrze posłużyć się oklumencją. Och, jak chciałaby cofnąć czas. Może tak miało być - dzięki temu może będzie miała okazję dowiedzieć się całej prawdy. Nie będzie potrzebowała fiolek z jego wspomnieniami, dostała inną możliwość. Poza tym, w końcu będzie w Domu, w którym powinna być od początku. Mogłaby być sobą, bez udawania, bez chowania, bez hamulców. Jak odmówi? Tu nie można było odmówić, tego się wymagało – odmowa mogłaby być tragiczna w skutkach – dla niej. Już wiedziała do czego jest zdolny.
-Dobrze, zrobię to.
-Mądra decyzja Panno Granger. Cieszę się, że rozważnie ją Pani podjęła i nie muszę podejmować bardziej radykalnych kroków. – Zauważyła dziwny, złowrogi błysk w oku Profesora.
Szybko opuściła Kwaterę Główną i rzuciła na siebie zaklęcie Kameleona, było późno. Weszła do swojego pokoju i ze zmęczeniem rzuciła się na łóżko. Jej życie miało się zmienić diametralnie. Miała się stać szkolnym wyrzutkiem w oczach nauczycieli, uczniów, no i przekąską dla ślizgonów, którzy na pewno nie przywitają jej z otwartymi ramionami. Przerażało ją spotkanie z Tym-Którego-Imienia-Nie-Można-Wymawiać. Teraz się bała, strach przed imieniem wzmacnia strach przed osobą, która je nosi. Cóż. Ona się bała i czuła, że miała czego. To samo tyczyło się Pani Weasley i Tonks - całe spotkanie patrzyły w jeden punkt - śmiały się sprzeciwić, to musiała być również sprawka dyrektora, aby inni nie nabrali podejrzeń. Nadzieja, że podejrzenia były błędne, zniknęła, teraz to była fałszywa nadzieja.
Opowiadanie pochłania niesamowicie. Super piszesz. Będę czekać na kolejne rozdziały😘😎
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję, na prawdę motywuje do działania, oczywiście zapraszam do powrotu 😘
Usuń