ROZDZIAŁ I - Nie musisz nic, możesz wszystko

 

ROZDZIAŁ 1

NIE MUSISZ NIC, MOŻESZ WSZYSTKO

                Każdy w pewnym momencie życia, zaczyna zastanawiać się na swoimi dokonaniami i nad tym jak chce aby dalej wyglądało w przyszłości życie. Niektórych życie się kończy, innych zaczyna. Codziennie na świecie umierają ludzie. Do nas należy decyzja jak żyć. Choć niekiedy decyzje są trudne, należy je podjąć.

                W skrzydle szpitalnym Pani Pomfrey jak zwykle krzątała się przy chorych. Miała pełne ręce roboty po wczorajszej bitwie, jednak najbardziej martwiła się o dziewczynę leżącą na łóżku, która nie odniosła żadnych obrażeń, a od 12 godzin się nie obudziła. Jej brązowe włosy ułożyły się w niesforne loki, które odznaczały się na białej poduszce. Jej twarz była blada. Kolejne godziny leczyła złamania, skutki klątwy tnącej oraz mniejsze urazy. Sala opustoszała. Nagle do uszu pielęgniarki dotarł cichy jęk Panny Granger. Podbiegła szybko do jej łóżka.

    -Panno Granger, słyszy mnie Pani?

    Hermiona otworzyła oczy, miała wrażenie, że w gardle zalega jej wielki głaz uniemożliwiający mówienie. Zamknęła oczy, a obrazy bitwy zaczęły do niej wracać. Łzy potoczyły się po policzku. Znów poczuła pustkę, za mało czasu minęło aby ta rana się zagoiła a serce posklejało. Czuła jednak, że musi się wziąć w garść aby pomóc Harremu, on jej potrzebuje, a ona potrzebuje przyjaciela. Ponownie otworzyła oczy.

    -Dzień dobry. Długo spałam? – Zapytała po cichu

    -Tak, 15 godzin, wszyscy zdążyli opuścić skrzydło. Proszę otworzyć usta, muszę podać Ci eliksir witalny.

    Po zażyciu eliksiru, Panna Granger poczuła wracające siły - po badaniu okazało się, że mogła opuścić skrzydło szpitalne.  Zgarnęła swoje ciuchy z szafki  i poszła do toalety aby się wykąpać, zmyć pot, łzy i ból. Pustka, którą czuła w sercu, kazała jej się poddać, paść na kolana i zanosić się płaczem. Jednak Hermiona wiedziała, że nie jest sama, zdawała sobie sprawę, że ktoś jej potrzebuje - zawsze przekładała swoje potrzeby nad innych. Wychodząc poprosiła Panią Pomfrey o buteleczkę z eliksirem Słodkiego Snu i schowała ją w kieszeni spodni.

Szła pustymi korytarzami Hogwartu, miała czas aby ułożyć sobie słowa, które powinna powiedzieć Harry'emu aby go pocieszyć. W głowie znów usłyszała słowa Voldemorta „ Czy naprawdę tak ma wyglądać nasz świat? Skończmy to”. O co chodziło? Zatraciła się w myślach, podejrzeniach, zanotowała się w myślach, że musi na ten temat porozmawiać z Ronem i Harry'm. Dotarła do Pokoju Wspólnego. Był pusty, było późno więc uczniowie dawno byli w swoich dormitoriach. Zauważyła Harry'ego skulonego naprzeciwko kominka, ich ulubione miejsce. Był sam. Podeszła do niego, ich spojrzenia się spotkały. Jego oczy były…. Puste, oczy szaleńca. Jego poliki były zaczerwienione, zaschnięte łzy zakrywane były przez nowe. Jej serce ponownie się rozdarło, był sam. Przed nim na stoliku leżał Prorok Codzienny, nagłówek głosił:


MORDERCA, UCIEKINIER Z AZKABANU SYRIUSZ BLACK NIE ŻYJE

Syriusz Black ur. 3.11.1959, wczoraj 18.06.1996 został zabity z rąk Bellatriks Lestrange w Departamencie Tajemnic w Ministerstwie Magii. Po powrocie Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, doszło do użycia zaklęcia niewybaczalnego wymierzonego w Harrego Pottera, trafiło ono w Syriusza Blacka, który, również chciał ….

    Nie mogła czytać dalej, rany były za świeże. Usiadła koło Harry'ego, przytuliła go. Jej ręka gładziła jego czarne roztargane włosy. Na początku Harry zaczął szlochać, zanosić się rozdzierającym płaczem. Nie wiedziała ile tak siedzieli. Wpatrywała się w kominek, to ją uspokajało, pozwalało zatrzymać łzy. W gardle czuła wielką kluchę, połykała ślinę aby się jej pozbyć, nie mogła. Każda minuta zdawała się godziną, godzina dniem, dzień miesiącem. Ból nie mijał, Pustki nie było czym wypełnić. Jedynie myśl, że ktoś jej potrzebował trzymała ją przy siłach. Kiedy chłopak się uspokoił, delikatnie się odsunęła, spojrzała w jego zielone oczy i powiedziała:

    -Harry, chodź. - szepnęła.

    Wstała, podała mu rękę, chłopak machinalnie podał jej swoją, nie miał sił. Nie miał sił płakać, rozmawiać, kłócić się, krzyczeć. Hermiona zaprowadziła go do dormitorium chłopców. Po wejściu, zarejestrowała tylko śpiącego Rona, jej pustka została zastąpiona gniewem. Jak on mógł zostawić ich przyjaciela samego. Harry miał tylko ich. Rodzice nie żyją. Syriusz – ojciec chrzestny nie żyje. Nikt nie wróci życia umarłym. Szybko się otrząsnęła, zaprowadziła chłopaka do łóżka, zauważyła dopiero teraz, że nadal ma ciuchy z Departamentu Tajemnic. Transmutowała jego dżinsy i t-shirt w wygodną piżamę. Ich wzrok się spotkał. W jego oczach nie zauważyła nic. Harry otworzył usta, ale nie wydał żadnego dźwięku. Hermiona położyła swój wskazujący palec na jego ustach.


    -Harry, to nie czas na rozmowy – wyjęła fiolkę eliksiru ze swojej kieszeni i wlała do jego ust. – Teraz śpij. Jutro porozmawiamy.


    Przykryła go kołdrą, całe szczęcie, że dziewczyny mogły wejść do dormitoriów. Siedziała przy nim do momentu kiedy usłyszała miarowe oddychanie. Spał. Mogła iść do siebie. Jako prefekt posiadała własne dormitorium, dla takich luksusów warto mieć mnóstwo dodatkowych obowiązków. Wzięła piżamę, sama również była w ciuchach z Departamentu Tajemnic, już wiedziała, że je wyrzuci, nie mogłaby ich założyć ponownie. Nalała do wielkiej wanny, ciepłego wody oraz relaksacyjne olejki do kąpieli. Położyła się w wannie i dopiero wtedy poczuła, jak miała spięte mięśnie. Powoli zaczęła się rozluźniać. Musiała pomyśleć. Wiedziała jedno, coś jest nie tak. Do Departamentu Tajemnic polecieli wraz z Harrym, ponieważ zobaczył uwięzionego Syriusza. Tak Syriusz… Długie włosy, wesoły śmiech, żarty, opieka nad Harrym. Ich Łapa. „Hermiona nie! Zły tor myśli”. Syriusza tam nie było, on przybył ich ratować. To ich wina, narazili cały Zakon Feniksa. Oklumencja nie zadziałała. Dumbledore wiedział, że Harry jej nie umie. Dlaczego kazał uczyć Snapowi? Przecież wiedział, jakie mają do siebie nastawienie. Wiedział, że się nienawidzą. Choć ona wiedziała, że Snape jest dobrym nauczycielem i dyrektor mu ufał, to nie potrafiła zrozumieć, na co liczył? Ze się polubią? Po raz pierwszy jej zastygła w smutku twarz wykrzywiła się. Słowa Voldemorta, prośba? Niewyrażony smutek? Nic tu nie pasowało, bo przecież to nieczuły czarnoksiężnik, wokół siebie zostawiał trupy i chciał zabić jej przyjaciela. Ale przecież kiedy przybył Minister Knot, walka została przerwana, spojrzał na Harry'ego, miał okazję go zabić, nie zrobił tego, o co tu chodziło? No i najważniejsze, jak pocieszyć, jak rozmawiać z Harrym... Hermiona bała się tej rozmowy, nie wiedziała od czego zacząć, nie wiedziała co powiedzieć. „Najmądrzejsza czarownica Panna Wiem-To-Wszystko, nie wie co powiedzieć? Dramat”. Kolejny raz jej twarz okazała nową emocję, uśmiechnęła się do siebie. Może faktycznie, zaczną żyć, może faktycznie czas leczy rany. Z tą myślą wyszła z łazienki, położyła się w łóżku, czuła się zmęczona, ale wiedziała, że nie zaśnie tej nocy. Bała się koszmaru, bała się powrotu w swoich snach do Departamentu Tajemnic. Wzięła do ręki Historię Hogwartu, ze stolika nocnego i odpłynęła w swoją ulubioną lekturę. Nie wiedziała kiedy jej oczy same się zamknęły. Spała.

    Kamienny łuk, zielone światło, zaklęcie „Avada Kedavra”, śmiech, bieg, pustka, łzy, ból. Obudził ją krzyk, jej własny. Schowała swoją twarz w dłonie, głęboko oddychała. Uspokajała się. W głowie powtarzała „To tylko sen… To tylko sen… To tylko sen… ale prawdziwy, to się wydarzyło”. Z jej oczu popłynęły pierwsze łzy tego dnia. Potrząsnęła głową, jest potrzebna. Wstała, miała wrażenie, że życie steruje ją jak kukiełką. Zrobiła poranną toaletę, po wyjściu usłyszała pukanie do szyby. Szybko podeszła i otworzyła okno. Odebrała list i dała kawałek ciasteczka sowie. Drżącymi rękoma otworzyła pieczęć Hogwartu, wiedziała od kogo ten list. Dyrektor wzywał ją, Harry'ego i Rona do siebie o godzinie 15. Spojrzała na zegarek, 8, ma czas. Poszła do pokoju Wspólnego, uczniowie zbierali się na lekcje, oni nie wiedzieli co wczoraj się stało. Nie wiedzieli jaki dramat przeżywają i jak musza dusić go w sobie, ponieważ nikt nie wiedział, że… Syriusz był Ojcem Chrzestnym Harry'ego, a ich przyjacielem. Na odległej kanapie zauważyła Nevilla i Ginny, podeszła do nich.

    -Neville, Ginny, wszystko dobrze, nic Wam nie jest? – zapytała z lekkim, uspokajającym uśmiechem.

    -Tak Hermi, martwiliśmy się, czekaliśmy na Ciebie, ale się nie pojawiłaś – pierwsza odpowiedziała Ginewra, szybko przytulając Pannę Granger. – Harry, wszystkich nas wyrzucił, nawet Rona, wyobrazisz sobie, że Ron go posłuchał i poszedł? Był tu sam, bez przyjaciela. Jego oczy były takie puste, jakby nie miał chęci życia.

    -Hermiona a jak Ty się czujesz? Nic Ci nie jest? – Odezwał się Neville. – Luna oberwała klątwą tnącą, ale Pani Pomfrey postawiła ja szybko na nogi. Luna mówiła, że nie odzyskałaś przytomności, baliśmy się o Ciebie.

    -Nic mi nie jest, wróciłam około północy, siedziałam z Harrym, położyłam go i napoiłam eliksirem Słodkiego Snu, powinien niedługo się obudzić, chociaż był wolny od koszmarów. Poczekam tu na Niego, Wy idźcie na śniadanie, musimy sprawiać pozory normalności – uśmiechnęła się smutno – nie możemy pokazać po sobie, że coś jest nie tak, w razie czego powiedz, że ja z Ronem i Harrym nie zejdziemy, bo chłopaki zapomnieli o zadaniu domowym, poza tym idziemy do dyrektora więc raczej zrobimy sobie dziś wagary.

    Ginny i Neville wstali, przytulili ją i ruszyli z innymi Gryfonami do Wielkiej Sali. Hermiona usiadła na ich ulubionej kanapie naprzeciwko kominka, znów wpatrywała się w płomienie. Siedziała tak pół godziny, usłyszała kroki, obejrzała się, po schodach szedł Ron, prowadzący ze sobą Harrego. Spojrzała najpierw na Rona. Gdyby wzrok mógł zabijać…. Następnie ze smutkiem spojrzała na Harrego, nadal miał takie puste oczy, takie niewyraźne, takie bez żadnych emocji, nawet nie szło wyczytać smutku. Podeszła do nich i przytuliła obojga, byli razem, święte Trio Hogwartu.

    -Harry – spojrzał na nią, bez wyrazu – Harry, to nie Twoja wina. Wiesz, że jesteśmy z Tobą. Zawsze będziemy, nie jesteś sam.

    W końcu powiedziała te słowa, które ułożyła już w Skrzydle Szpitalnym.

    -Hermiona wszystko jest dobrze, nic mi nie jest. To kolejna ofiara Voldemorta. Nienawidzę swojego życia. – jego dłonie zaczęły ciągnąć za kruczoczarne włosy. – Nic już nie będzie takie samo, wiesz, że miałem rodzinę! Rodzinę! W końcu! Nie byłem sam! Teraz jestem! Nie mów, że nie!

    Hermiona zdążyła przed krzykami rzucić zaklęcie wyciszające i rozpraszające, nikt do nich nie podejdzie. Czas szybko leciał i uczniowie wrócili po torby na zajęcia.

    -Harry – brak reakcji – Harry spójrz na mnie – machinalnie się cofnęła, to co zobaczyła w oczach, przestraszyło ją, rezygnacja? Brak chęci życia? Nie potrafiła opisać tego uczucia.

    -Stary, będzie dobrze, czas leczy rany – po pierwszych słowach Rona, Hermiona spojrzała na niego z politowaniem, a Harry ze złością.

    -Liczysz, że zapomnę?! Liczysz, że śmierć… - przerwa na oddech – Syriusza pójdzie w niepamięć? To się nie zagoi, moje serce roztrzaskało się na kawałki i rozpadło. Nic nie będzie w stanie tego zmienić. Nie chcę żyć. Odebrano mi już wszystko.

    -Ron, zamilcz – Hermiona rozkazującym tonem zwróciła się do Rona i pokazała mu palcem fotel na którym ma usiąść. – Harry, masz nas, nigdy Cię nie zostawimy. Przejdziemy przez to razem. Zawsze byliśmy rodziną i nadal jesteśmy. Tego nic nie zmieni. - Harry spojrzał na nią pustym wzrokiem i kiwnął głową. – Na godzinę 15 mamy być u Dyrektora w gabinecie.

    -U Dumbledore'a? Teraz się zainteresował! Wszystko przed nami, przede mną ukrywał! Gdyby wtajemniczył nas w swoje plany, informacje, SYRIUSZ BY ŻYŁ! Niech idzie do diabła! – ostatnie słowa powiedział szeptem i opadł bezsilnie na kanapę.

    -Harry, uspokój się, może wszystkiego się dowiemy? Pójdziemy i zobaczymy co ma do powiedzenia spokojnie. Nic nie musisz, pamiętaj, ale możesz wszystko, z nami.

    Hermiona usiadła obok Harry'ego, objęła go ramieniem i tak jak wczoraj, zaczęła gładzić go po głowie. Szeptała mu do ucha słowa pocieszenia. Ron patrzył na nich nieobecnym wzrokiem. Jego świat również legł w gruzach, ale nie z tego samego powodu co ich. On czuł zazdrość. W takiej chwili jak ta - widząc swoich przyjaciół, w jego głowie tkwiła tylko jedna myśl, że jego ukochana, przytula innego. Kiedy zegar wskazywał 14:30 razem ruszyli w stronę gabinetu Dyrektora. Ona harda, chcąca się dowiedzieć wszystkiego bez względu na wszystko. Ron czerwony ze złości widząc Hermionę trzymającą za rękę Harry'ego. Chłopiec Który Przeżył, bez emocji, przygarbiony, zgaszony.

Komentarze