ROZDZIAŁ VII - DZIEŃ ZMIAN OSTATECZNYCH

ROZDZIAŁ 7

DZIEŃ ZMIAN OSTATECZNYCH

                Nadszedł dzień, w którym całe życie Hermiony miało się zmienić, wrogowie mieli zostać „przyjaciółmi”, przyjaciele – „wrogami”, Gryffindor – Slytherinem, światło – ciemnością, ciemność – światłem. Głowa jej pękała - nieprzespana noc, w sercu gościł strach. Strach przed tym co było nieuniknione, decyzja została podjęta – choć przymusowo, już nie było odwrotu. Dlaczego to wszystko się stało, tyle sekretów, zagadek, tajemnic… Nic już nie miało być tak jak było. Miała stać niepożądanym numerem jeden i nie wiedziała jak skończą się dla niej najbliższe godziny, dni. Przed nią stało mnóstwo wyzwań, na które była gotowa, jednak nawet jej zawzięty, nieugięty charakter nie potrafił stłumić drżenia rąk.

                Wstanie z łóżka i zrobienie porannej toalety zajęło jej bardzo dużo czasu, chciała zmyć z siebie zmęczenie. Podczas pakowania się na dzisiejsze zajęcia usłyszała ciche pukanie do drzwi.

                -Otwarte!

                Do jej dormitorium wszedł Harry, podszedł do niej, złapał jej twarz w dłonie i złożył przyjacielski pocałunek na czole.

                -Miona, pomiętaj, że dla mnie dziś nic się nie zmieni, zawsze będziesz dla mnie jak siostra i przyjaciółka. Zawsze możesz na mnie liczyć, pamiętaj o spotkaniach w piątkowe wieczory. – W oczach Hermiony pojawiły się łzy, nie wiedziała co powiedzieć, więc starała się być otwartą księgą, a jej spojrzenie wyrażało więcej niż tysiąc słów. – Zostaniemy wrogami na korytarzach, jednak to co mamy w sercach naprawdę się liczy.

                -Harry, ja… będę tęsknić, mam nadzieję, że zachowam to dormitorium, a ty zawsze będziesz mile widziany pod peleryną niewidką, w nagłych przypadkach.

                -Chodźmy.

                Oboje powoli ruszyli w stronę Wielkiej Sali, która dziś miała zostać salą wyroku na Pannę Granger, nie wiedziała czego się spodziewać ani w jaki sposób zostanie przeprowadzona ponownie ceremonia przydziału. Jedyne jej pocieszenie to – koniec ukrywania, będzie mogła być sobą, małą wredną, przebiegłą osóbką, te miny wszystkich przyzwyczajonych do spokoju podczas śniadania. Jednak ten ranek miał być inny, nieprzewidywalny. Siadając za stołem Gryffindoru, spojrzała bezpośrednio w oczy Dumbledora, on również patrzył na nią znad okularów połówek, mina choć dobrotliwa to wzrok miał złowrogi. No tak – nie ma odwrotu – za kogo on ją ma? Decyzja została podjęta, nic nie może jej odwołać, jedynie Tiara, aczkolwiek ona na pewno już została poinstruowana co ma zrobić, aby świat czarodziejów na nowo mógł się zjednoczyć.

                -Witam Was moi drodzy – zaczął swoją codzienną przemowę Dyrektor – normalnie życzyłbym wam smacznego jednak dziś musimy zacząć dzień od ponownej Ceremonii Przydziału.

                Sala wybuchła szeptami, spojrzeniami, niedowierzaniem. Dyrektor patrzył wprost na Hermionę, McGonagall spojrzała ze zdziwieniem najpierw na dyrektora następnie na pojawiającą się przed stołem nauczycielskim znany dobrze stołek, na którym ustawiona była Tiara.

                -Zapraszam do siebie Pannę… - rosnące napięcie – Hermionę Granger.

                Wstając i na nogach w waty ruszyła z podniesioną głową przed siebie, nie pokaże słabości. Sala wrzała, już nikt się nie krył szeptem, wszyscy rozmawiali głośno, część osób dochodziła do siebie, powstawały nowe teorie spiskowe. Nikt ich nie uciszał. Kiedy podeszła do wyznaczonego miejsca, zarejestrowała szybko zdziwione spojrzenie nauczycieli jedynie Snape patrzył na nią jakby ze współczuciem? Harry kiwał głową, na znak, że będzie dobrze. Ginny i Ron uśmiechali się z nienawiścią – cóż dziś do końca dopełni się wyrzucenie jej z ich życia. Stalowe tęczówki, które bezceremonialnie się w nią wpatrywały, kiedy ich oczy się spotkały oboje wytrzymali – no tak, wszyscy na nią patrzyli, więc to nic nienaturalnego, tym bardziej, że jego bladą twarz zdobił kpiący uśmieszek.

                -Tiara chce naprawić swój błąd sprzed pięciu lat, nie daje jej to spokoju i niestety, choć Panna Granger odnalazła się oraz znalazła przyjaciół w Gryffindorze musi ponownie zostać przydzielona do domu. – Kontynuował Dumbledore. – Panno Granger, proszę.

                Usidła, odetchnęła i założyła starą czapkę na głowę.

                -Witaj Hermiono, bardzo mnie cieszy, że zdecydowałaś się pomóc mi naprawić nasz wspólny błąd. Co roku myślałam nad tym samym, pierwszy raz posłuchałam próśb, nigdy więcej nie popełniłam tego niewybaczalnego kroku.

                -Odnalazłam się w Gryffidorze, mam tam przyjaciół, cóż nie do końca był to mój wybór, jednak zrób co masz robić, nie tłumacz się.

                -Tak… Cóż, jeżeli to ma naprawić i zjednoczyć nasz magiczny świat i przechylić szalę na naszą stronę – Hermiona prychnęła, a cała sala usłyszała – SLYTHERIN!

                Witaj ciemności – moja dawna przyjaciółko. Nigdy wcześniej otworzenie powiek nie było tak ciężkie. W uszach dudniło ciszą. Głowa jeżeli to możliwe rozbolała ją jeszcze mocniej. Spojrzała w pierwszej kolejności na stół Hafflepuffu, który znajdował się przy ścianie po lewej stronie – obojętność pomieszana ze strachem. Wzrok przeniosła na Gryffidor – swoich dawnych przyjaciół – choć ją znali – nienawiść, miała nadzieję, że będzie inaczej, jedyny Harry w oczach miał smutek.. Stół domu Ravenclaw – obojętność, szok, niedowierzanie. Slytherin, jej nowy dom, jej „rodzina” – przypomniała sobie słowa McGonagall kiedy przybyli po raz pierwszy do Hogwartu: „Dom będzie pewnego rodzaju rodziną, razem będziecie mieszkać, spędzać czas i chodzić na lekcje” – większość uczniów z Domu Węża wpatrywała się w nią z niedowierzaniem.

                -Ta szlama?! Nie chcemy jej u nas! – krzyknęła jedna z najbardziej przykrych ślizgonek Pansy Parkinson, cóż, nie zaprzyjaźnią się.

                -Cisza! Panna Granger należy od teraz do Slytherinu, czy to się komuś podoba czy nie – zaczął uspokajać wszystkich dyrektor. – Pannę Granger proszę o zajęcie miejsca.

                Wstała. Za krokiem, krok. Za krokiem, krok. Jakby na nowo się uczyła chodzić, Profesor McGonagall poklepała ją po ramieniu jakby chciała dodać otuchy. Snape wpartywał się z nią nieodgadnionym wzrokiem. Hagrid jakby z zawodem. Reszta nauczycieli – przestraszonym wzrokiem, jakby zmieniła się we wściekłego hipogryfa. Zbliżała się do długiego dębowego stołu, szukając wolnego miejsca, cóż, nie znalazła, wszyscy tak się przesunęli aby każde wolne miejsce – wolnym nie zostało. Postanowiła podejść do brzegu, miała tam najbliżej, poza tym siedziały tam dzieci z pierwszego roku, nie będą śmiały się sprzeciwić Prefektowi. Kiedy usiadła na upatrzonym miejscu na skraju stołu, wszyscy uczniowie Slytherinu wstali i z obrażonymi minami opuścili Wielką Salę.

                Nie spodziewała się miłego przywitania, jednak tak ostentacyjne pokazanie, że nigdy nie zostanie częścią nowego Domu – nie poprawiła jej humoru. Aby nie myśleć, zajęła się swoim talerzem, choć kompletnie nie miała apetytu, mazanie widelcem powideł malinowych okazało się bardzo ciekawym zajęciem. Zewsząd dochodziły do niej szepty, czuła na sobie spojrzenie wszystkich – całe szczęście, że stół Ślizgonów umiejscowiony był przy ścianie, a ona siedziała odwrócona do wszystkich plecami. Jej marzeniem było wyjście z Wielkiej Sali, jednak gdzie miałaby pójść? Stare dormitorium było połączone z salonem Gryfonów, wątpiła aby tam miała powrót. Kiedy rozmyślała nad nadchodzącymi dniami – wylądowała przed nią czarna jak smoła sowa, która upuściła przed nią list. Hermiona drżącymi dłońmi otworzyła kopertę.

 

Panno Granger,

Jako Pani nowy opiekun oczekuję pani po śniadaniu w swoim gabinecie. Z racji tej sytuacji zostaje Pani zwolniona z dzisiejszych zajęć. Profesorowie są poinformowani. Liczę, że się Pani nie spóźni.

Z poważaniem

Profesor Severus Snape

 

                Najgorsze dopiero przed nią, jako, że apetyt już nie wróci i nie czuła głodu, wstała od stołu i ruszyła do gabinetu Snapa, nie chciała się spóźnić. Musiała dostać swój nowy plan, dormitorium, ciekawe czy zachowa swoją odznakę Prefekta Naczelnego, drugim był Malfoy, wątpiła aby jedyni Prefekci Naczelni mogli być z jednego Domu. Jeżeli będzie musiała ją oddać, straci przywilej w postaci prywatnej komnaty – ta opcja była przerażająca… Mieszkanie z innymi Ślizgonkami… Nawet bujna wyobraźnia Hermiony ją zawiodła.

                Szła długim korytarzem, zawsze lubiła lochy, panował w nich półmrok oświetlany tylko zaczarowanymi pochodniami, które gasły równo z rozpoczęciem ciszy nocnej. Nie czuła tego chłodu jaki tu panował, zawsze była dość blada, nie lubiła opalania – wolała cień i zdecydowanie pogodę jesienną oraz zimową. Kierowała się w stronę klasy eliksirów, a obok niej znajdował się gabinet Mistrza Eliksirów, nigdy nie miała okazji aby tam być, tylko w gabinecie przy klasie, z którego w drugiej klasie ukradła ingrediencje do Eliksiru Wielosokowego. Żywiła wtedy dużą nadzieję, że będzie miała okazję spotkać się z młodym Malfoy'em i przyjaźnie z nim porozmawiać – gdyby tylko włos Bulstrode nie okazał się sierścią kota, udałoby się i nie spędziłaby tygodnia w Skrzydle Szpitalnym. Lochy podobały jej się też, ponieważ na kamiennych ścianach nie było zawieszonych wiecznie gadających i ciekawskich obrazów – nie lubiła ich, wszystko rozpowiadały i tworzyły plotki. Po kolejnych kilku krokach i głębokim oddychaniu, stanęła przed pojedynczymi drzwiami. Zapukała, a drzwi same się przed nią otworzyły.

                Weszła do gabinetu swojego nowego opiekuna, będzie na pewno tęsknić za McGonagall – ona zawsze jej pomagała i była bezstronna, potrafiła swoim srogim spojrzeniem często powstrzymać jej dawnych przyjaciół przed robieniem głupot. To ona pomogła jej na trzecim roku rozwinąć swoje skrzydła ze wszystkich przedmiotów oraz uratować Syriusza, kiedy wysyłała mnóstwo pism do dyrektora oraz Ministerstwa Magii o pozwolenia na posiadanie przez uczennicę Zmieniacza Czasu. To dzięki jej wytrwałości i zawziętości mogli uratować Syriusza… Ukradli mu dodatkowe 2 lata życia, zawsze to coś…

                Komnata była dość mała, na wszystkich ścianach umieszczone były regały, na których umieszczona była mała biblioteka – zapewne prywatne zbiory Profesora oraz liczne ingrediencje do eliksirów. Na środku umieszczony był duży kociołek ze złota – tylko raz miała okazję taki zobaczyć kiedy robiła zakupy w aptece na ulicy Pokątnej, nie chciała wiedzieć jak drogi musiał być. Naprzeciw miejsca do przygotowywania mikstur stało duże biurko, tak jak jej własne pełne pergaminów, książek i rulonów wypracowań od uczniów. Za biurkiem siedział wysoki, dość chudy, haczykowatym nosem Profesor Snape, jego czarne włosy były przetłuszczone i oklapnięte, kontrastowały z jego bladą skórą. Zapewne miało na to niewątpliwie wpływ półmrok oraz wilgotność powietrza, a Snape opuszczał swoje lochy tylko na posiłki oraz patrole.

                -Panno Granger, naprawdę, rozumiem Pani procesy myślowe w obecnej sytuacji, ale chciałbym zacząć rozmowę, za dwie godziny zaczynam lekcje, poza tym mam lepsze rzeczy do roboty niż zajmowanie się Panną-Wiem-To-Wszystko – choć dziś nie wiem czy straci Pani ten przydomek, bo zapewne pojawią się pytania.

                Zaczerwieniona ze wstydu usiadła na fotelu, które wskazał Hermionie Profesor.

                -Witam, w Slytherinie, choć początki są trudne, co zapewne zauważyła Pani na śniadaniu, rozmawiałem już z innymi mieszkańcami mojego Domu, myślę, że w sposób dosadny wyraziłem się co sądzę o takim zachowaniu – nie powinno się to powtórzyć.

                -Profesorze – nieśmiało zaczęła Hermiona – czy Profesor Dumbledore wyjaśnił Panu obecną sytuację?

                -Oh… Panno Granger, to mój osobisty pomysł. Jednak, nie mam takich zamiarów jak Dyrektor, mam inne powódki, natomiast myślę, że o tym porozmawia z Panią inna osoba.

                Kolejne tajemnice, dziewczyna starała się zapamiętać każde słowo, które opuściły wąskie usta nauczyciela.

                -Mam dla Pani nowy plan, oczekuję, że jutro będzie Pani na zajęciach. Zastaje Pani również Prefektem Naczelnym razem z Panem Malfoy'em, razem z Państwem będzie jeszcze dwóch Naczelnych, których ogłosi dyrektor – kiedy ich wybierze. Zatrzymuje Pani także przywilej prywatnej Komnaty. Pytania?

                -Tak. Na pewno wie Pan, że mam się spotkać z… Sam-Profesor-Wie-Ki… - nie zdążyła dokończyć, kiedy jej przerwano.

                -Oczywiście, w najbliższy weekend pójdzie Pani ze mną. Proszę skończyć z tym „Sam-Wiesz-Kim”, Voldemort. Zastanawia mnie, wiedząc do jakiego Domu Pani trafi, wiedząc jakie spotkanie Panią czeka, zgodziłaś się na plan?

                Hermiona prowadziła w głowie zażartą walkę, kłamać czy powiedzieć prawdę, Snape mógł mieć przydatne informacje, ale był po stronie Dumbledore'a. Mówiąc co ją niepokoi miała możliwość zdobycia wiedzy jaka była jej potrzebna, ale mogła też stracić wszystko. Wpadła na ryzykowny pomysł, spojrzała prosto w oczy Snapa. Zobaczyła tylko jedno przed wyrzuceniem jej z umysłu, Dumbledore – torturujący kobietę i mężczyznę. Była przerażona. Krzyki dudniły w jej mózgu. Kim były te osoby…

                -JAK ŚMIESZ GŁUPIA DZIEWCZYNO! – Snape wstał ze swojego fotela i opierał się rękoma o biurko, był wściekły.

                -Ja przepraszam… Ja… - dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć.

                -RADZIŁBYM CI WYTŁUMACZYĆ CO TO MIAŁO BYĆ! SKĄD ZNASZ LEGILIMENCJĘ! – teraz to już nie była prośba, ton był ostry i nie znoszący sprzeciwu. – SŁUCHAM!

                -Ja… nauczyłam się, wiedziałam to co opisał mi Harry z lekcji z Panem oraz przeczytałam mnóstwo książek na ten temat. – Wiedziała, że Snape nie był przygotowany na żaden atak więc nie  miał wzniesionych barier, miała jedną szansę i ją wykorzystała. Miała kolejne wspomnienie, które było dowodem tego, że starszy dobrotliwy człowiek – wcale taki nie był.

                Hermiona dziwiła się, Snape rozmawiał z nią normalnie do momentu kiedy zaczął wrzeszczeć tak, że uszy pękały. No tak, należała do Ślizgonów, może będzie miała okazję zaprezentować w końcu swoje umiejętności na każdej lekcji. Jednak przestała rozmyślać, bo Snape znów zaczął mówić.

                -Wiesz, że jestem Mistrzem Oklumencji, więc, co to miało być?

                -Ech… to dość skomplikowane, chciałam wiedzieć czy mogę Panu ufać, to był jedyny sposób. Jeszcze raz przepraszam, to się więcej nie powtórzy.

                -Owszem, nie powtórzy się, a teraz znieś swoje bariery, liczę na rewanż, bez walki. Muszę coś sprawdzić.

                Spojrzała w ciemne oczy z przerażeniem – zaraz będzie koniec, jeżeli ma rację i Dumbledore dowie się od Snapa co wie – przyjdzie i ją zabije, jak nie zniesie blokad zabije ją Snape. Zajebiście. Otworzyła swój umysł pod naciskiem, który czuła w głowie. Snape odkrywał jej tajemnice, jednak, co ją zdziwiło, skupił się tylko na tych, które dotyczyły dyrektora. Kiedy po chwili zakończył, zszokowany usiadł.

                -No, to powinno nieco ułatwić…

                -Co powinno ułatwić?

                -Prawdę, która na ciebie czeka. – Snape powoli dobierał słowa, zastanawiał się zanim je wypowiedział.

                -Rozumiem, że pan mi nie przedstawi teraz prawdy?

                -Cóż, powiedzmy, że wiem czego szukałaś. Tak… Gabinet Dyrektora skrywa wiele tajemnic i mamy podobne poglądy. Posłuchaj mnie teraz uważnie, wszystko to co masz w głowie musisz mieć cały czas zablokowane, na lekcjach, na posiłkach, nawet przed spaniem. Na razie Dumbledore cię nie podejrzewa i tak ma zostać, a mnie czeka znów udręka uczenia Pottera oklumencji. Za jakie grzechy. – Ostatnie zdanie wypowiedział łapiąc dwoma palcami swój haczykowaty nos, jakby chciał podtrzymać swoją głowę przed upadkiem.

                -Dobrze. Kiedy poznam całą prawdę?

                -Na najbliższej herbatce z Czarnym Panem, on długo czekał na tą chwilę. Do tego czasu nic nie rób, nic nie mów Potterowi dopóki łazęga nie nauczy się oklumencji. W szkole nie tylko ja i Dumbledore znamy legilimencję, choć dyrektor nie jest dość dobry w blokowaniu gdy sam przeszukuje czyjś umysł, nie ma podzielności uwagi. Potter będzie miał styczność z nauczycielami i członkami Zakonu Feniksa, część z nich umie i ją wykorzystuje, więc bądź uważna. Liczę, że nie bez przekory mówi się o tobie jako o najzdolniejszej czarownicy od czasów Reweny Raveclaw.

                -Będę czekała. Czy jeszcze coś Profesorze? Chciałabym iśc się spakować i przeprowadzić do nowego pokoju. – Ton Hermiony był obrażony, nie lubiła gdy nie wiedziała.

                Mistrz Eliksirów patrzył na nią jakby się nad czymś zastanawiał. Następnie wysłał patronusa, który okazał się piękną łanią i pobiegł w tylko sobie znanym kierunku. Gestem zaprosił Hermionę do drzwi. Szli wgłąb lochów w milczeniu, do czasu.

                -Panno Granger, zasady ulegają lekkiej zmianie, cóż jako opiekun Ślizgonów zawsze mówię pierwszoroczniakom, co chciałbym również powtórzyć Pani. Ślizgoni zawsze wiedzą, że mają we mnie oparcie w każdej sytuacji. W przypadku problemów każdej natury, zapraszam.

                Hermiona nie odpowiedziała, nie wiedziała co. Na jej policzkach wystąpił delikatny rumieniec, tak często wyrażała się o nim źle, a on jednak dbał o swoich podopiecznych. Nigdy nie usłyszała podobnych słów od opiekunki jej byłego domu. Miała wrażenie, że krąży mnóstwem korytarzy, co chwilę pojawiły się zakręty, nie była pewna czy wszystko dobrze zapamięta. W końcu stanęli przy metalowych wrotach na których umieszczony był wąż – herb Slytherinu.

                -Spojrzenie bazyliszka. – Od niechcenia powiedział Snape.

Drzwi otworzyły się, a przy nich stał… Draco Malfoy. Dziewczyna z przerażeniem spojrzała na nauczyciela, ale on tylko powiedział.

                -Poinstruowałem pana Malfoya aby oprowadził panią po lochach oraz Pokoju Wspólnym, przez najbliższy tydzień będzie pani przewodnikiem i nie chciałbym aby do moich uszu dotarła informacja, że nie potraficie się dogadać. To wszystko. Żegnam.

                Oboje uczniów patrzyło na odchodzącego Profesora i jego powiewające szaty – naprawdę wyglądał jak wyrośnięty nietoperz. Hermiona na tą myśl uśmiechnęła się złośliwie.

                -Proszę, proszę, kogo my tu mamy, szlama zaszczyciła Slytherin. Tego się nie spodziewałem. – Malfoy powiedział jadowitym tonem.

                -Proszę, proszę, arystokrata będzie służył szlamie jako przewodnik. – Hermiona w końcu poczuła się dobrze, mogła bez mrugnięcia okiem odpowiedzieć to co chciała. Uczucie to było dla niej nowe w Hogwarcie, ale jakie wspaniałe. – W takim razie prowadź.

                Blondwłosy spojrzał na nią ze zdziwieniem, zawsze była cichą myszką, która wszystkich uspokajała, a wręcz płakała i miała łzy w oczach gdy ktoś ją wyzywał. Teraz miała wysoko uniesioną głowę i wytrzymywała jego spojrzenie. Był od niej dużo wyższy, jej głowa sięgała mu zaledwie do ramienia. Czekoladowe oczy zawsze go magnetyzowały i bardzo często żałował patrząc na nią w Wielkiej Sali, że gdy ich spojrzenia się krzyżowały, ona zawsze od razu odwracała wzrok. Jej burza loków okalała jej bladą i lekko zaokrągloną twarz, usta były pełne.  Choć nigdy by tego nie przyznał, nowa Ślizgonka należała do jednych z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych osób w Hogwarcie. Nigdy nie słyszał aby o sobie opowiadała komukolwiek, prowadził własne dochodzenie, próbując się czegoś o niej dowiedzieć, bez skutku. Poza informacją, że pochodzi z mugolskiego świata i jest wszechwiedząca nic nie widział – było to dla niego irytujące, nie lubił nie wiedzieć. Od pierwszego spotkania przed Ceremonią Przydziału na pierwszym roku zaprzątała mu głowę. Kiedy wylądowała w Gryffidorze został skazany na Blaise'a, Crabba, Goyla i ku jego nieszczęściu Pansy i jej przyjaciółek. Z  Blaisem Zabinim tworzyli zgrany duet, byli przyjaciółmi od dziecka, dlatego on jako jedyny wiedział o jego dziwnej słabości do dziewczyny, kiedy chciał go zdenerwować zawsze powtarzał, że obraża Granger tylko dlatego aby ją sobie obrzydzić – o nie, on Draco Malfoy nigdy nie spojrzy w ten sposób na szlamę.

                Patrzyli na siebie, a żadne z nich nie patrzyło na upływający czas. Spojrzenie blondwłosego było palące dla dziewczyny, pierwszy raz, bez skrępowania wpatrywała się w jego stalowe tęczówki. Włosy miał lekko rozmierzwione – widocznie zrezygnował z zawsze obecnego żelu, musiała przyznać, że było to dużo bardziej seksowne. Tak często ją wyzywał, tak się nienawidzili, tylko ze względu na różne pochodzenia i domu, które dla zasady ze sobą rywalizowały. Nie potrafiła tego zrozumieć, oboje mają czerwoną krew, oboje mówią w jednym języku, oboje tak bardzo się rozumieli podczas pierwszego spotkania. Dzieliło ich tak mało, a jednak tak wiele. Przez cztery lat stworzyli między sobą ogromny mur, oboje chcieliby go zburzyć, choć jeszcze o tym nie wiedzieli.

                -Skończyłaś już mnie podziwiać? – Hermiona odpowiedziała na słowa chłopaka prychnięciem. – Jesteśmy w Pokoju Wspólnym…

                Chłopak opisywał jej gdzie zazwyczaj siedzą, odrabiają razem lekcje, bawią. Nie interesowało jej to. Rozglądała się po ogromnym salonie (cztery razy większym od jej byłego). Cały pokój był utrzymany w kolorze zielonym i srebrnym, kolory Slytherinu. Sufit był przeszklony i dzięki temu wszędzie pojawiała się zielona poświata, zgodnie z tym co przeczytała w Historii Hogwartu – znajdowali się pod jeziorem. Trzy kominki ustawione były po prawej stronie od wejścia, biło z nich ciepło, przed każdym ustawione były sofy i fotele. Po lewej stronie poustawiane zostały boksy kanapowe – takie jakie często widziała w restauracjach. Na środku znajdowały się stoliki z krzesłami – zapewne miejsce do grania w magiczne szachy czarodziejów, lub dla pilniejszych do odrabiania lekcji.

                -Napatrzyłaś się? – Niecierpliwie zapytał Malfoy. Nie czekając na odpowiedź ruszył w stronę kamiennych schodów. – Po lewej są dormitoria chłopaków, po prawej dziewczyn, ale na interesuje pokój naszej gryfoneczki.

                -Malfoy. Umówmy się, wiem, że się nie lubimy i prawdopodobnie nigdy się nie polubimy, więc z łaski twojej się zamknij, prowadź, daj mi spokój i wytrzymajmy te ostatnie 3 lata w miarę możliwości bez wchodzenia sobie w drogę. Nie chce mi się wiecznie z tobą dyskutować i obrażać. Zachowajmy się dorośle, pokaż mi co masz pokazać i spadaj. – Słowa wyszły z Hermiony na jednym oddechu. Przez tą chwilę czuła się dobrze w towarzystwie chłopaka, ale jeżeli na każdym kroku ma być obrażana, to woli nie spędzać z nim za dużo czasu, a jeżeli chodzi o szpiegowanie Ślizgonów… Coś wymyśli, ale już nie dziś.

                -Dobra, dobra. – W geście obronnym Malfoy rozłożył ręce. – Choć.

                Ominęli półpiętro gdzie znajdowały dormitoria innych ślizgonów i ruszyli dalej schodami, u ich szczytu wisiały dwa obrazy.

                -Obraz po lewej to mój pokój, jakbyś czegoś baaaaardzo potrzebowała to pokój, ale wiedz, że szlamy nie mają wstępu, jeszcze coś ubrudzisz – złośliwy uśmieszek nr. 5, obraz przedtawiał węża a nad nim umieszczona została korona. – Obraz po prawej to Twój pokój, nie wiem dlaczego nad twoim wężem jest tiara, ale cóż, widocznie zaszła jakaś pomyłka, raczej powinna być miotła, pasowałaby do twojej szopy.

                -Podaj mi hasło. – Niecierpliwie zapytała Hermiona.

                -Oj Granger, Granger, a co ja będę z tego miał?

                -Nic Malfoy. Podaj mi hasło. Dla twojej informacji, ja mam imię.

                -Ale Granger brzmi dużo lepiej, przyzwyczaiłem się. Podam ci hasło, w zamian, ty, napiszesz ze mną jutro wieczorem wypracowanie z transmutacji.

                -Dobra, podaj mi hasło. – Cieszyła się, że spędzi z nim czas, jednak wiedziała, że do najprzyjemniejszych należeć nie będzie, każde wyzwisko z ust chłopaka wbijało jej bolesną szpilkę w serce.

                -Liczyłaś, że przyjdę do ciebie hahahah! Dobre. Hasło to czysta krew. – Zaśmiał się Malfoy, zawstydzenie dziewczyny to będzie jego ulubiony sport.

                Obraz otworzył się delikatnie a zarumieniona dziewczyna szybko się w nim schowała. Malfoy stał tak patrząc na drzwi, miał farta, że Snape go wyznaczył, cały dzień bez zajęć. Poszedł do swojego dormitorium i rozmyślał o czasie spędzonym z dziewczynom, nie wiedział dlaczego odwołał to spotkanie, naprawdę przydałaby mu się pomoc, a ona na pewno już swoje napisała. No tak. Co powiedzieliby inni Ślizgoni gdyby umówił się z dziewczynom, nawet jeżeli chodziło tylko o naukę?

Komentarze