ROZDZIAŁ VI - Błysk światła

ROZDZIAŁ 6

BŁYSK ŚWIATŁA

                Noc często przynosi koszmary, ciemność w umyśle, brak świadomości, niemoc obudzenia się z tego horroru. Próbujesz biec, uciec – nie masz dokąd. Oddech przyspiesza, oczy się zaciskają, pot pływa po twoim ciele. Czujesz wewnętrzne zimno, choć bije do ciebie ciepło. Obrazy napawają cię lękiem, lecz kolejne przewijają się zbyt szybko.

                Hermiona obudziła się z krzykiem, jej oddech przyspieszył, a dłonie zacisnęły się na kołdrze jakby w niej szukała pomocy i oparcia. Jej noc była ciężka, zasnęła dopiero nad ranem, myślała, przetwarzała i starała się zrozumieć co właściwie się stało. Miała zostać ślizgonką. Przecież to jakiś horror na żywo. Do jej uszu dotarło głośne pukanie. Szybko wstała i wzięła szlafrok z fotela, włożyłą go na ramiona. Musiała wyglądać źle, ale ktoś ewidentnie nie zamierzał odpuścić – pukanie było głośne i nieustanne.

                -Hermiona! Wracam od dyrektora! Wiesz, że nie musisz tego robić! To kompletne szaleństwo! – jak burza wpadł do jej pokoju Harry Potter, wykrzykując bez oddechu. – To wszystko to jakiś koszmar! Tu chodzi o twoje bezpieczeństwo!

                -Harry, usiądź, dopiero wstałam. Miałam ciężką noc. Pójdę się ogarnąć, daj mi 10 minut. – Hermiona pospiesznie poszła do łazienki. Bała się tej rozmowy, spodziewała się jej, ale się jej bała.

                Czarnowłosy chłopak usiadł na kanapie, schował swoją twarz w dłoniach. Nie rozumiał, choć Dumbledore wyjaśnił mu dlaczego to musi być Hermiona, nie potrafił tego przyjąć. Nie mógł również pozwolić aby jego najlepsza przyjaciółka tak ryzykowała. Voldemort? Snape? Ślizgoni? To wręcz samobójstwo dla dziewczyny z mugolskiego domu. Musiało być inne wyjście i razem je znajdą. Jak dyrektor mógł narażać życie niewinnego człowieka, uczennicy. Gdyby Zakon o tym wiedział – a się nie dowie, nigdy by się na to nie zgodzili. Każda osoba w Hogwarcie, każda osoba w Zakonie ją znienawidzi, uznają ją za zdrajcę. Wtedy nie będzie miała wrogów tylko ze strony ślizgonów ale wszystkich, całej dobrej część obywateli czarodziejskiego świata. Prychnął. Ich przyjaźń zostanie wystawiona na próbę, będę musieli udawać, że się nienawidzą – muszą coś z tym zrobić, bo oszaleje.

                Po ciepłym prysznicu Hermiona z miną cierpiętnicy wyszła z łazienki i usiadła na swoim ulubionym fotelu. Zamknęła oczy, podparła swoją głowę ręką pod brodą.

                -Harry, gdy pięc lat temu Tiara Przydziału zadecydowała że trafię do Gryffidoru, to nie była jej decyzja tylko moja, tak jak w Twoim przypadku chciała mnie przydzielić do Slytherinu. Prawdopodobnie jesteśmy jedynymi osobami o których Dumbledore wie o takiej sytuacji i jesteśmy na tyle blisko wojny aby mógł zastosować taki ruch. To jedyna możliwość, Tiara nie zgodzi się przydzielić nikogo drugi raz jeżeli wcześniej nie miała wątpliwości. To wojna, musimy podejmować ryzyko, może tak miało być… Sam widzisz jakim wyrzutkiem się stałam we własnym domu więc nic się nie zmieni, bo ślizgoni i tak mnie nienawidzą. – Mówiła uspokajającym tonem, starając się wyjaśnić postępowanie dyrektora, choć do niej samej te tłumaczenia nie docierały. Oczywiście rozumiała je, ale żyła jakby obok nich. – Musimy zyskać przewagę i w końcu nadarzyła się do tego okazja. Poza tym, zawsze będziemy przyjaciółmi, choć oficjalnie będziemy musieli być wrogami, wymyśliłam pewne rozwiązanie – spotkania w Pokoju Życzeń, widzisz, wszystko będzie dobrze. – Chciała przekonać siebie? Czy jego?

                -Hermiona, nie możesz tak ryzykować, nie mów do mnie jak do dziecka. Ja to rozumiem, ale jesteśmy tymi dobrymi, nie ryzykujemy życia jednej osoby dla dobra ogółu…

                -A Profesor Snape? Ryzykuje codziennie udając podwójnego szpiega. Myślisz, że spotkania z Czarnym Panem to spotkania przy kawce?

                -Dobrze, ale on sam dokonał najpierw złego wyboru. Ty masz wybór! Możesz się nie zgodzić! Właśnie, to nie są delikatne spotkania, to Voldemort, pamiętasz? Przez niego nie żyje Syriusz, moi rodzice… A ty chcesz wejść do gniazda węża.

                -Nie mam wyboru, decyzja została podjęta. Wesprzyj mnie Harry. Uwierz mi, Dumbledore nie dał mi wyboru. – Przypomniała sobie jego słowa i spojrzenie. – Zrobię to co muszę aby zakończyć tę wojnę, jeżeli to jest sposób, nie mam innego wyjścia.

                -Nie popieram tego. Co to znaczy, że nie dał ci wyboru?

                -Dał mi odczuć, że inna decyzja mogłaby mieć dla mnie opłakane skutki. On jest dobrym taktykiem, to trzeba mu oddać. Wiesz, że umiem oklumencję, próbował się dostać do mojego umysłu, na szczęście nie znalazł moich wątpliwości. Musisz być uważny Harry, nie będzie mnie na spotkaniach Zakonu. Powinieneś też trzymać się przyjaciół, kiedy jutro odejdę, powinieneś pogodzić się z Ronem.

                -Kurwa!!! – piękny wazon wylądował w kominku. – To nie miało być tak! Żadna osoba nie miała już cierpieć. W kilka dni wszystko się posypało. Ja… Nie wiem czy dam radę. Nie jestem dość silny.

                -Dla mnie musisz dać radę, będę tego potrzebowała, będę potrzebowała ciebie. Pamiętaj każdego dnia, że jestem przy tobie. W każdy piątek będziemy widzieć się w Pokoju Życzeń o 20. Przychodź w pelerynie niewidce. Zmieńmy temat. Jak zajęcia z Dumbledorem?

                -Myślę, że w końcu zaczynam rozumieć o co chodzi w oklumencji. Snape nauczył mnie chować te wspomnienia, których nie chcę pokazać, potrafię to na szczęście zrobić, więc nie zdradzę naszych podejrzeń.

                -Martwiłam się o to. Dobrze, ale i tak dużo ćwicz, Dumbledore jest Mistrzem. A co z historią dotyczącą Voldemorta? – Nie wiedziała, czy chce to wiedzieć, jednak ciekawość zwyciężyła, w końcu niedługo miała spotkać się z nim twarzą w twarz, dobrze byłoby cokolwiek o nim wiedzieć.

                -Usłyszałem historię o jego dzieciństwie, jego matka była czarownicą z rodu Grauntów, zakochała się mugolu. Wzięli ślub, ale rodzina się jej wyrzekła. Thomas Riddle ją zabił, po tym Voldemort chęcią zemsty zaczął zagłębiać się w czarną magię. Kiedy opuścił Hogwart, miał okazję się zemścić… Kiedy jego matka zginęła, miał 4 lata, niewiele pamiętał z tamtego okresu. Opieka społeczna umieściła go w sierocińcu. Już tam zadawał ból innym dzieciakom, rozmawiał z wężami, już nasiąkał złem. Na razie tylko tyle. Zapytałem, czy dyrektor może mi pokazać swoje wspomnienia dotyczące Voldemorta – zdenerwował się, ale trwało to tylko chwilę, potem stwierdził, że musi ze mną o tobie porozmawiać. Jak wychodziłem wspomniał tylko, że na wspomnienia przyjdzie jeszcze czas.

                -Harry, coś ty zrobił!? Teraz wie, a przynajmniej się domyśla, że o nich wiesz… A skoro wiesz ty, wiem i ja…

                -Nie pomyślałem, to było silniejsze ode mnie. Musiałem wiedzieć. Zauważyć jego reakcję.

                -Musisz pokazać zaufanie, musimy uśpić jego czujność, dopiero wtedy będziemy mogli dostać się do wspomnień, ja postaram się czegoś dowiedzieć od Snapa, dyskretnie. Proszę Harry postaraj się. Od tego zależy za dużo abyśmy teraz coś skopali. Zaufaj mi.  Jesteś błyskiem światła dla mnie w tej ciemności.

Komentarze