ROZDZIAŁ II - Ból, który teraz wszyscy czujemy

ROZDZIAŁ 2

BÓL, KTÓRY TERAZ WSZYSCY CZUJEMY

                Gabinet dyrektora wyglądał tak jak zawsze, na wszystkich ścianach umieszczone były obrazy z byłymi dyrektorami Hogwartu, wszystkie ich oczy utkwione były w trójce na pozór zwykłych dzieci, które bardzo szybko musiały dorosnąć. Wysoki, chudy chłopak z burzą rudych włosów i tępym wyrazem twarzy na której nieregularnie zostały rozmieszczone piegi. Niska, szczupła dziewczyna o pełnych kształtach, jej twarz okalały brązowe lokowane włosy. Brązowe oczy starały się zarejestrować wszystko wokół niej, choć jeżeli ktoś znał ją dobrze wiedział, że to ucieczka, ucieczka przed spojrzeniem przed siebie, bała się spojrzeć w przenikliwe oczy Albusa Dumbledore'a, który teraz patrzył bezpośrednio w oczy kruczowłosego chłopaka, któremu na imię Harry. Jego blizna w kształcie błyskawicy odznaczała się czerwienią na bladej twarzy. Zawsze był mizerny, chudy, jednak teraz cała jego postawa zdawała się mówić „poddaję się”.

-Kochani, zapraszam usiądźcie  - dyrektor zaprosił trójkę uczniów i wskazał im trzy fotele przed swoim ogromnym dębowym biurku, na którym rozstawionych było mnóstwo kartek, które starzec próbował poskładać. – Czekam. – Teraz jego ton zmienił się z dobrotliwego staruszka, na ton nieznoszący sprzeciwu.

Ron popchnął do przodu swoich przyjaciół. Całą trójką usiedli na wyznaczonych miejscach. Hermiona cały czas trzymała rękę Chłopca-Który-Przeżył, Chłopca-Którego-Świat-Się-Rozpadł. Kciukiem, aby dodać mu otuchy zakreślała koła na jego dłoni. Żadne z nich nie spojrzało na dyrektora, żadne z nich nie zabrało głosu. Czekali. Mijały kolejne sekundy, a jedyny ruch to kilkukrotne poprawienie okularów połówek na nosie przez Dumbledore'a.

-Zaprosiłem was dziś do siebie, ponieważ chciałbym porozmawiać o wczorajszej sytuacji, to co się wydarzyło… Ból który wszyscy czujemy…

-BÓL?! Co pan wie o bólu?! Nie znalem swoich rodziców, dwa lata temu poznałem Ojca Chrzestnego jedyną prawdziwą rodzinę, która mi została. Zginął! Nic nie wróci mu życia! – Harry wpadł w szał, wstał ze swojego fotela, z jego oczu ciskały błyskawice, złapał rękoma biurko, jakby chciał się uchronić przed upadkiem – Niech mi Pan nie mówi o bólu, nie wie Pan co czuję… - opadł z bezsilności na fotel, starł łzy rękoma – Gdyby Pan nie zatajał wiadomości… Gdyby Pan pojawił się wcześniej… Gdyby Pan nie odcinał mnie od wiadomości, to wszystko wyglądałoby inaczej… Syriusz… On mógł żyć.

Nikt nie śmiał przerwać Harry'emu, w końcu się otworzył, okazał emocje. Hermiona patrzyła na niego z bóle w oczach. Ron, cóż, tępym wyrazem twarzy, jakby zapomniał, że należy oddychać, a dyrektor choć Panna Granger uchwyciła tą setną sekundy… Z rozdrażnieniem? Teraz jego twarz powróciła do wyglądu dobrotliwego staruszka.

-Harry, drogi chłopcze, jak każdy człowiek popełniam błędy, są one nieuniknione. Twoja ścieżka nie jest usłana różami, to niestety gdzieś wszystko jest zapisane. Musimy pogodzić się z losem jakie przygotowuje dla nas życie. Cóż, oklumencja z profesorem Snape, nie należała do moich najgenialniejszych pomysłów, to niestety, tylko on i ja władamy ta umiejętnością na tyle aby jej nauczać. Ja niestety mam za dużo obowiązków związanych z Zakonem Feniksa i Szkołą aby się tym zająć.

-Panie Profesorze, jeżeli można, dlaczego Pan nie uprzedził Harry'ego o przepowiedni skoro Pan wiedział, po ataku przez węża w Departamencie Tajemnic na Pana Wesleya, że Voldemort jej pragnie, że to jest ta „ukryta broń”? – Po raz pierwszy głos zabrała Hermiona, w końcu przyrzekła sobie, że dowie się wszystkiego. Po zadaniu pytania zauważyła tylko zmęczony wzrok człowieka, którego uważała za nieomylnego.

-Panno Granger, od zawsze traktowałem Harrego, jak własnego syna, zawsze był dla mnie ważny, chciałem aby wiódł na pozór normalne życie.

Hermiona aż podskoczyła gdy usłyszała spazmatyczny śmiech Harry'ego. Zanosił się śmiechem, nie potrafiła oderwać od niego wzroku.

-Normalne życie Dumbledore?! – krzyknął Harry

-Harry to dy….! – starała się go uspokoić Panna Granger, lecz przerwała jej uniesiona ręka Dumbledora

-Nie wiem co to normalne życie, - kontynuował zielonooki - odkąd zostawiłeś mnie u wujostwa gdy byłem niemowlakiem, odkąd każdego roku w Hogwarcie stoczyłem walkę z Voldemortem, odkąd brałem udział w Turnieju Trójmagicznym, który wyreżyserowany został tylko po to aby Voldemort mógł wrócić! – Harry złowrogo zaakcentował każde słowo.

-Drogi Chłopcze, tak dużo wycierpiałeś, że chciałem Ci oszczędzić kolejnych problemów. Choć przyznaję, że zawiodłem. Zawiodłem Cię Drogi Chłopcze. – Głos dyrektora był zmęczony, jednak Hermiona zwróciła uwagę na jego oczy, one nie były smutne, obserwowały ich reakcje na jego słowa, choć Harry był pod wpływem dużych emocji, jej coś nie pasowało.

W gabinecie zaległa cisza, atmosfera się zagęściła. Panna Granger zwróciła uwagę na otwartą złotą, bogato zdobioną szafkę za plecami Dumbledore'a, była delikatnie uchylona. Myślodsiewnia. Na półkach znajdowało się całe mnóstwo fioleczek z jasnymi fiolkami, wiedziała, że to wspomnienia. Jej mozg wypełniło znów słowa Voldemorta, może w tych szklanych fiolkach znajduje się odpowiedź, której szuka. Jej rozmyślania przerwał ponownie dyrektor.

-Zaprosiłem was tu również w celu zaproponowania dołączenia do Zakonu Feniksa. Odpowiedź możecie mi dać sową, do końca dnia. Chcę zmienić swoje postępowanie, aby każdy z was miał od teraz dostęp do najważniejszych informacji, aby w przyszłości uniknąć… - spojrzał znad swoich okularów połówek na całą trójkę – uniknąć wypadku.

-Wypadku? – zapytała Panna Granger – Raczej bezsensownej śmierci.

Raczej nie oczekiwała odpowiedzi na na swoje słowa. Nie otrzymała jej, tylko Ron spojrzał na nią z wybałuszonymi oczyma.

-Dziękuję wam za odwiedziny, czekam na waszą odpowiedź. – zakończył spotkanie na pozór zmęczony staruszek

                Każde z nich wracając do Pokoju Wspólnego Gryffindoru pogrążyło się we własnych myślach. Nie wiedzieli co mają sądzić o tym spotkaniu, nie dowiedzieli się niczego, czego się spodziewali. Nie tak to miało wyglądać. Hermiona miała ochotę zostać i zadać ją nurtujące pytania, ale po ocenie zachowania dyrektora, nie sądziła, że otrzyma odpowiedzi, a może wzbudzić jego podejrzenia. Na chwilę obecną postawiła sobie za cel, rozwikłanie tej zagadki. A ona zawsze dostaje to czego chce, kiedy się na cos uprze. Harry szedł przed swoimi przyjaciółmi, miał mętlik w głowie, chciał być sam.

-Pójdę do Pokoju Życzeń, wrócę przed ciszą nocną, muszę pobyć sam, pomyśleć.

-Harry? Może lepiej abyś nie zostawał sam. Pójdziemy z Tobą, prawda Ron! – szturnęła rudego w bok.

-Ej, to bolało, no przecież powiedział Ci, że chce pobyć sam.

-Ronald, to miało boleć.

-Idę, będę przed 22, poczekajcie z decyzją dla Dumbledore'a za mną. – powiedział Harry, włożył ręce do kieszeni spodni i ruszył na 7 piętro.

Hermiona została z Ronem. Prychnęła i ruszyła w stronę Pokoju Wspólnego nie czekając na przyjaciela.

-Hermi! Hermi! Czekaj! Idę z Tobą! No poczekaj! – krzyczał Ron próbując dogonić dziewczynę, kiedy wreszcie się z nią zrównał, szarpnął ją za rękę aby się zatrzymała. – Mionka unikasz mnie. Nie wiem co się dzieje! Chodzisz sobie z Harrym za rękę, co to ma być!?

-Ron, Harry stracił kogoś ważnego, staram się go pocieszyć. Lepiej zachowałeś się Ty? Uciekłeś do swojego dormitorium, zostawiłeś Harry'ego samego! Cholera wie jak długo siedział sam, teraz też pozwoliłeś mu iść! Pozbywasz się problemu?! Do cholery to twój przyjaciel!

-Chciał zostać sam, więc go zostawiłem. Nie chce teraz rozmawiać o Harrym. Wczoraj…kiedy…no…-zaczął się jąkać – kiedy otarliśmy się prawie o…śmierć, ja poczułem, musze Ci to powiedzieć, bo ja Cię kocham Mionka! Możemy w końcu być razem.

-Ronald, błagam powiedz, że żartujesz – Hermiona patrzyła na niego z obrzydzeniem, a Ron zbliżył się na niebezpieczną odległość – błagam powiedz, że tego nie powiedziałeś.

-Miona, przecież wiem, że tego chcesz. W końcu możemy być razem. – zaczął zbliżać się się do Hermiony, jego usta były na tyle blisko, że Hermiona poczuła na sobie jego oddech.

-Nie wierzę, straciliśmy Syriusza, a Ty jedyne o czym teraz myślisz to związek? Jesteś egoistą Ron. Nie zbliżaj się. – chciała odejść, lecz Ron nadal trzymał jej rękę. – Puść mnie Ron, to boli!

-Czyli jednak! Moje podejrzenia były właściwe! Ty suko! Dałem Ci szansę i masz ją wykorzystać! – Zaczął krzyczeć.

Chłopak chciał złapać druga rękę dziewczyny, lecz ona była szybsza, wyciągnęła różdżkę z kieszeni, wymierzyła w Rona i z bólem w oczach powiedziała „ite procul*”, Ron odleciał na drugi koniec korytarza, a ona ze łzami w oczach ruszyła biegiem do swoich komnat. Przebiegła przez pokój wspólny, nie zwracając na nikogo uwagi. Otworzyła drzwi swojego pokoju prefekta naczelnego i osunęła się po zamkniętych drzwiach, schowała twarz w dłoniach i po raz drugi tego dnia gorzko zapłakała.

 

 

* ite procul – zaklęcie wymyślone przeze mnie na potrzeby opowiadania (z łac. odsuń)

Komentarze