ROZDZIAŁ IV - Świat nie dzieli się na dobrych i złych
ROZDZIAŁ 4
ŚWIAT NIE DZIELI SIĘ NA DOBRYCH I ZŁYCH
Promienie słoneczne wdarły
się zbyt wcześnie do pokoju Prefekt Naczelnej. Tej nocy Hermiona spała
spokojnie, bez męczących koszmarów. Jest wcześnie, więc pozwoliła sobie na
dłuższy ciepły prysznic, który pomógł jej w dźwiganiu bagażu doświadczeń jaki
miała na swoich barkach. Wróciła do dormitorium i ubrała swoje standardowe
szaty szkolne. Spakowała swoją torbę, bardzo ciężką torbę. Ostatnie spojrzenie
w lustrze – nikt jej do końca nie znał. Oczywiście wszyscy wiedzieli o jej
pochodzeniu, znali rodziców i nazywali chodzącą Panną-Wiem-To-Wszystko. Jej
prawdziwe ja, zostało skryte na pierwszym roku nauki w Hogwarcie. Lubiła naukę,
jednak robiła to tylko aby udowodnić samej sobie, jak i wszystkim dookoła, że
jako mugolaczka należy do świata czarodziejów. Mądra, zaradna, nieśmiała,
delikatna – tak ją wszyscy opisywali, prawdziwe cechy charakteru zostały
pochowane na dnie serca i tylko w nielicznych sytuacjach pozwalała im ujrzeć
światło dzienne, zazwyczaj podczas przygód związanych z walką z Voldemortem.
Jaka była szczęśliwa gdy mogła zemścić się na Ricie Skeeter, kiedy mogła
walczyć podczas OPCM* i nie hamować się, widok Marietty Edgecombe z napisem
„Zdrajca” ułożonego z wielkich pryszczy. Tak, to była ona, prawdziwa, cwana,
bez litości dla zdrajców, bez współczucia dla wrogów. Te cechy nie były
pożądane w jej Domu Lwa.
Przypomniała sobie swój pierwszy dzień w Hogwarcie, szła z oczami skierowanymi ku górze i cytowała swój ulubiony fragment Historii Hogwartu na temat zaczarowanego sufitu, który miał imitować prawdziwe niebo. W parze szła w blondwłosym, wyższym o głowę chłopakiem z długimi, blond włosami zaczesanymi na żel do tyłu. Stojąc w grupce przed stołem nauczycieli rozmawiali ze sobą. Chłopiec był bardzo miły i wywarł na niej wrażenie charakterem, wiedzą i zachowaniem. Nie był taki jak inne dzieciaki. Jego wzrok nie był rozbiegany, nie był przerażony, był sobą. Miał w sobie to „coś”, był taki dostojny, taki opanowany. Rozmowę przerwali dopiero gdy usłyszeli zaczynającą wyczytywanie uczniów, którzy mieli podejść do Tiary Przydziału.
-Hermiona Granger – powiedziała Profesor Minerwa McGonagall, cóż poszła na pierwszy ogień.
Delikatnie uśmiechnęła się do blondyna o szarych oczach i podeszła do niskiego stołka. Usiadła na wyznaczonym miejscu, rękoma złapała ranty krzesełka. Profesor nałożyła Tiarę na jej burzę brązowych loków. W głowie odbyła następujący dialog.
-O taaak, widze twoje umiejętności, widzę twój charakter, nadajesz się do Slytherinu.
W tamtym momencie jej oddech się zatrzymał, czytała o tym domu i wiedziała, że jako czarownica z mugolskiego świata, nie będzie miała tam życia.
-Proszę, tylko nie Slytherin, błagam, każdy inny dom, tylko nie tam.
-Nie do Slytherinu? Ale tam pasujesz, mogłabyś osiągnąć wiele, o taaaak. Zdolna, przebiegła, cwana i nie poddająca się w osiągnięciu celu. Przemyślałaś to?
-Tak, proszęęęę tylko nie tam, ja tam nie pasuje. Zjedzą mnie tam… Błagam…
-Nadal twierdzę, że to idealny Dom dla ciebie, ale skoro nie… Niech będzie, ale pamiętaj, robię to na Twoją prośbę, ponieważ wbrew powszechnej opinii to uczeń sam powinien podjąć tę decyzję. Będziesz musiała ukrywać swój prawdziwy charakter, potrafisz się zmienić?
-Tak, zmienię się, schowam wszystko to co pasuje do Slytherinu, przyrzekam, że się zmienię, tylko nie mnie tam nie przydzielaj.
-Dobrze więc niech będzie. Jesteś lojalna, odważna. W takim razie… - teraz Tiara przerwała połączenie z jej umysłem i wykrzyknęła – GRYFFINDOR!!!
Odetchnęła z ulgą, Tiara została zabrana z jej głowy, spojrzała na swojego kolegę, w jego wzroku wyczytała zawód i… niechęć? Już wiedziała, że jedną decyzją zaprzepaściła szansę na zdobycie przyjaciela. Idąc do stołu swojego nowego Domu, nie wiwatowała razem z resztą uczniów. Została odprowadzona wzrokiem szarookiego chłopca. Nie przysłuchiwała się dalej przydziałowi dopóki nie zostało wyczytane:
-Draco Malfoy!
Spuszczony wcześniej wzrok przeniosła na stół nauczycielski, do stołka podszedł, on, a zanim Tiara dotknęła jego idealnej fryzury krzyknęła.
-SLYTHERIN!
W tamtym momencie, stali się wrogami. On czystej krwi czarodziej, ona mugolaczka. On w Domu Węża, ona w Domu Lwa. Ogień i woda. Powietrze i ziemia. Smok i Owieczka.
-Witaj, jestem Percy Weasley i jestem Prefektem Naczelnym, witam cię w naszym domu. – odpowiedziała uśmiechem.
W jej myślach kołatała myśl czy dobrze zrobiła. Nie mogła już zmienić swojej decyzji, musiała żyć z tym, że nigdy nie będzie przyjaźniła się z chłopcem, który jako jedyny wykazał się zainteresowaniem tego o czym mówiła. Już w pociągu zauważyła, że część dzieciaków przyglądała jej się z niesmakiem lub pogardą. Co mogła poradzić, że chciała się pochwalić tym co wie? Co mogła poradzić, że najpierw mówiła potem myślała? Teraz będzie musiała to zmienić. Będzie musiała zmienić siebie. Ukrywać się w ciemności.
Hermiona uśmiechnęła się do siebie na powracające wspomnienie. Lubiła wracać do tamtego dnia, kiedy to wszystko się zaczęło. Na początku była nieszczęśliwa, jednak już pod koniec października zawiązała przyjaźń, która trwała do dziś. Odruchowo spojrzała na swój nadgarstek – poprawka – do wczoraj. Poprawiła swój złoto czerwony krawat – nigdy nie pasowały jej te kolory, jednak jako Prefekt musiała być idealna w każdym calu, stanowiła przykład – i ruszyła do Pokoju Wspólnego aby poczekać na Harrego i iść na śniadanie.
W Pokoju Gryfonów jak zawsze panował harmider, uczniowie rozmawiali ze sobą, śmiali się i przekazywali sobie na ostatnią chwilę zadania domowe. Stała na szczycie schodów i obserwowała ich wszystkich, och jacy byli dziecinni, jak bardzo tu nie pasowała. Jej rozmyślanie przerwała Ginny, która machała jej dłonią przed oczyma.
-Halo! Halo! Ziemia do Hermiony!
-Och Ginny, przepraszam, zamyśliłam się. Co tam?
-Może to lepiej TY mi powiedz o co chodzi! Ron od rana chodzi zły jak osa, twierdzi, że go zdradziłaś!? Możesz mi to racjonalnie wyjaśnić? To mój brat, prosiłam abyś mu wszystko wytłumaczyła, prosiłam abyś go nie zraniła! – Z oczu Rudej ciskały gromy.
Co ten Ron jej nagadał, co wszystkim nagadał. Kurwa…
-Ginny… To nie tak… - Hermiona pierwsz raz nie wiedziała co powiedzieć, zabrakło jej słów, zawsze uważała ją za swoją przyjaciółkę, która przyjdzie z nią porozmawiać, a nie wydawać osądy na podstawie paplaniny jej brata, tym bardziej, że sama go znała i wiedziała jaki męczący potrafi być. – Wiesz, że rozmawiałam z Ronem, kilka miesięcy temu, podczas Balu Integracyjnego Turnieju Trójmagicznego, wytłumaczyłam mu wtedy, że nic do niego nie czuję w ten sposób i nigdy nie poczuję.
-Ron twierdzi co innego. Wszystkim rozpowiada, że poprosiłaś go o czas, który on ci dał, a teraz go odrzucasz. Nie spodziewałam się tego po tobie. Mojej najlepszej przyjaciółce. Ron to mój brat i nie chcę aby cierpiał, bo ja cierpię razem z nim. Nie zrozumiesz tego, ale w rodzinach czarodziejów to normalne, że odczuwamy silne emocje rodzeństwa. Jesteśmy swego rodzaju połączeni bratnią więzią, to staromagiczny zwyczaj i niewiele rodzin się na to decyduje, jednak w mojej rodzinie to tradycja.
-Chcesz powiedzieć, że jestem mugolem i nie zrozumiem tak? – Hermiona poczuła zaciskająca się obręcz na swojej szyi. Blokowała jej oddech.
-Tak, Hermiona, to chcę powiedzieć. Wiem co on czuje i ja teraz czuje do Ciebie to samo. Odrazę. Nie mogę na Ciebie patrzeć, choć uczucie miłości zostaje w głębi mnie. On nadal Cię kocha. Dopóki nie będziesz potrafiła spojrzeć prawdzie w oczy, nie mamy o czym rozmawiać.
-W takim razie, żegnam Ginny, śpieszę się na śniadanie, niedługo zaczynam zajęcia. - Odeszła szybkim krokiem, nic na siłę. - No Hermiona nieźle Ci idzie trzy dni, a Ty już straciłaś trzy bliskie osoby, oby tak dalej. – Szeptała do siebie idąc ruchomymi schodami na parter. Nie czekała na Harrego, nie chciała w tym momencie widzieć Rudej szui, mogłaby nad sobą nie zapanować, a to mogłoby być tragiczne w skutkach.
Usiadła na swoim stałym miejscu w Wielkiej Sali, siedziała idealnie w tym samym rzędzie co Malfoy, jednak dwa stoły dalej. Często podczas posiłków ukradkiem spoglądała na jego stół, nieraz ich wzrok się spotykał, jednak oboje zakładali maski pogardy. Tym razem było tak samo. Pokręciła głową i zaczęła nakładać sobie owsiankę z owocami na talerz. Podczas jedzenia, wszystkie osoby z jej domu patrzyły na nią jak na wyrzutka. Generalnie nie była dość lubiana, w przeciwieństwie do Harrego i Rona, uczniowie ich uwielbiali, zabawni, Ron prefekt, który nie przykładał się do powierzonych zadań co było wszystkim na rękę „dobry policjant, zły policjant”, zawodnicy Quidditch’a. Przyzwyczaiła się do tego, jednak tym razem, to przesada. Poderwała się nie kończąc śniadania i odprowadzona wzrokiem większości uczniów szybkim, zdecydowanym krokiem opuściła Wielką Salę. Czuła jak jej magia wirowała wokół niej, jej instynkty wracały na swoje miejsce, założyła swój pancerz ochronny a wokół postawiła mur nie do przebicia. Poszła pod salę pierwszych zajęć – Transmutacja – miała jeszcze pół godziny więc postanowiła otworzyć podręcznik i przypomnieć sobie temat , który mieli przerabiać na dzisiejszej lekcji.
-No ciekawe Ron, jak sobie poradzisz bez mojej pomocy w nauce. – uśmiechnęła się do siebie, bo wiedziała, że on nie da sobie rady, brak odpowiedzialności, zorganizowania i wieczne ogromne zaległości nie zwiastowały dobrych ocen.
Zatraciła się w przypominaniu zaklęć zmieniających zwierzęta w puchary, kiedy usłyszała głos tuż obok swojego ucha.
-Czyżby Święta Trójca się rozpadła, że Panna-Wiem-To-Wszystko siedzi sama, a cały Gryfiaczki patrzą na Ciebie z odrazą?
Jej serce zabiło szybciej, znała ten głos, słyszała go, to jej pocieszyciel. Szybko odwróciła głowę, jednak zauważyła tylko znikająca czarną szatę za zakrętem. Pobiegła aby zobaczyć swojego Anioła, nie udało jej się, korytarz pełen był uczniów zmierzających do swoich sal lekcyjnych.
-No, no Granger, patrzysz tak, bo znów szukasz mnie wzrokiem jak podczas śniadania? – Malfoy krzyknął tuż przed nią, oczywiście był w towarzystwie swoich przydupasów, Zabini, Nott, Pucey.
-Nie pochlebiaj sobie, Malfoy, od dawna wiadomo, że nikt na ciebie nie może patrzeć, chyba, że z obrzydzeniem. – odszczekała się, przy nim zazwyczaj traciła rezon, zazwyczaj to chłopaki z nim dyskutowali i się kłócili, a ona starała się ich odciągnąć. Wyjątkiem był trzeci rok i jej cios prosto w jego piękną twarzyczkę. Wtedy puściły jej wszelkie zahamowania, nie dość, że przez niego miało zginąć niewinne zwierzę, to wyzwał ją. Zazwyczaj znosiła jego wyzwiska, choć z każdym razem jej czara się przelewała - aż w końcu wykipiała.
-Och Granger, przecież widzę jak na mnie patrzysz. Nie masz na co liczyć. Nie chce pobrudzić się szlamem. – mówiąc to odsunął się o krok dalej, a wraz z nim reszta jego świty, rechocząc złośliwie.
-Na więcej Cię nie stać Malfoy!? Potrafisz tylko wyzwać mnie od szlamy!? Jesteś żałosny i masz minę jakbyś miał gówno pod nosem, zawsze tak masz czy tylko wtedy kiedy twoja świta jest przy Tobie?! Zostaw mnie w spokoju!- Hamulce znów puściły, stała z zaciśniętymi pięściami i próbowała odzyskać oddech, uratował ją dzwonek rozpoczynający lekcje, odwróciła się na pięcie aby odejść i zderzyła się z czymś dużym, powinna upaść, ale poczuła, że ktoś ją łapie za pas.
-Uważaj Granger, bo pomyślę, że na mnie lecisz.
Hermiona zamknęła oczy, rozkoszowała się tą chwilą przyjemności, poczuła prąd, który przeszedł po całym jej ciele. Jej mózg się wyłączył.
-Malfoy puść ją!
Panna Granger otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą Harry'ego, schylał się aby złapać jej dłonie i pomóc uwolnić się od Malfoya. „Harry nie, proszę, jeszcze chwilę” – to jedyne o czym myślała w tamtej chwili, to był narkotyk. Tak długo czekała na ten moment, dotyku i otrzymała go po 5 latach marzeń o niespełnionej przyjaźni. Blondwłosy był inteligentny i dorównywał jej wiedzą i umiejętnościami, no prawie. Harry wyrwał ją z uścisku i odprowadził ją do Sali, zdążyła tylko spojrzeć przez ramię. Zobaczyła jak Malfoy patrzy na nią nieobecnym i lekko zdezorientowanym wzrokiem. Był to ułamek sekundy zanim znów założył swoją maskę pogardy, ale ona już wiedziała, że poczuł to samo.
Lekcje zleciały jej szybko. Zdobyła dla swojego domu 30 punktów. Udało jej się unikać Rona i Harry'ego - przychodziła pod salę jako ostatnia i wychodziła szybko jako pierwsza. Dopiero na obiedzie wiedziała, że będzie musiała stanąć twarzą w twarz z Harry'm, który podczas lekcji próbował zwrócić jej uwagę pytającym spojrzeniem, Ronem, który został przez nią skreślony, oraz całym domem, który już rano dał jej odczuć, to co czuła od dawna, to nie Dom dla niej.
Gdy Hermiona weszła do Wielkiej Sali przywitał ją gwar rozmów, usiadła na swoim standardowym miejscu i nie zwracając uwagi na nachalne spojrzenia zabrała się za nakładanie sałatki.
-Cześć Miona, coś się stało? – nagle za Hermioną pojawił się Harry witając ją buziakiem w policzek. Za nim powoli włóczył się Ron. Nie zaszczyciła go swoją uwagą.
-Nie Harry, dlaczego coś miałoby się stać? – Nie była pewna czy przyjaciel nabierze się na jej udawany ton normalności.
-Jesteś jakaś nieswoja, uciekasz przed nami, coś się dzieje z Ginny, właściwie to ze wszystkimi, ale najpierw chciałbym z tobą porozmawiać. To co po obiedzie?
-Tak Harry, ale niech to będzie rozmowa w cztery oczy. – Spojrzała z prośbą na chłopaka, kątem oka zauważyła strach w oczach Weasleya. Wewnętrznie się uśmiechnęła.
Reszta obiadu upłynęła na swobodnej rozmowie z Harrym na temat nauki do SUMów, które nieubłaganie się zbliżały. Przyjaciele wychodzili z WS jako jedni z ostatnich. Hermiona czuła, że ktoś ją obserwuje, rzuciła szybkie spojrzenie przez ramię, wzrokiem odprowadzał ją Malfoy, zaraz czy on „czule” na nią patrzył?! Szybko odwróciła głowę i patrzyła prosto przed siebie, kierując się na stałe miejsce rozmów, które znajdowało się nad jeziorem, pod ich ulubioną płaczącą wierzbą. Zdjęła swój szalik i skierowała swoją różdżkę szepcząc:
-Mutatio stratum**
Szal zmienił się w średniej wielkości puchaty koc, była wczesna wiosna, więc na dworze było jeszcze dość chłodno. Oboje położyli się kocu. Harry myślał jak zacząć rozmowę, wpatrywał się w pierwsze pąki które pojawiały się na drzewie. Hermiona miała zamknięte oczy i zastanawiała się czy powinna mówić Harry'emu prawdę. Miała na to wielką ochotę, z drugiej strony wiedziała, że zrani chłopaka. Jednak to co usłyszała rozwiało jej wszystkie wątpliwości.
-Miona, ja wiem. Podsłuchałem twoją rozmowę z Ginny. Chcę tylko wiedzieć, czy Ron cię skrzywdził?
-Harry, ja tak bardzo cię przepraszam, ja tego nie chciałam, rozmawiałam z nim, sam wiesz, ale do niego nic nie dociera. Skrzywdzić? Nie, fizycznie – nie powie Mu o siniaku, może się to źle skończyć, a Harry potrzebował życzliwych Mu ludzi – wyzwał. Ale nic mi nie jest, wiesz, że nie jestem taka delikatna.
-Wiem, choć znam cię najlepiej ze wszystkich, to wiem, że nikt do końca cię nie zna. Na pozór delikatna jak płatek śniegu w środku silna wojowniczka. Będę cię zawsze chronił, porozmawiam z Ronem, ale wiesz, że jest nieprzewidywalny, uraziłaś go i szybko nie odpuści.
-Zdaję sobie sprawę, ale nie chce cię zmuszać do wyboru, to Twój przyjaciel i niech tak zostanie, zawsze będę przy tobie, jak obiecywałam, ale nie wymagaj ode mnie kontaktu z… nim. Harry, kiedy ty tak dorosłeś?
Łatwo było dostrzec teraz smutek w jego oczach.
-Wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewałem. Gdy stracisz coś tak ważnego jak ja Syriusza, taka zmiana, dojrzałość jest nieunikniona. Wciągnąłem Ciebie, Rona, Ginny, Lunę, Nevilla w pułapkę, każde z was mogło zginąć, przeze mnie, ta świadomość nie opuszcza mojej głowy. Naraziłem życie wszystkich, a to ja… To ja powinienem być odpowiedzialny. – usiadł i objął swoje kolana rękoma, mówiąc patrzył na taflę jeziora – Nie potrafię nawet teraz spojrzeć ci w oczy, jesteś dla mnie jak siostra, powinienem o ciebie dbać, a ja naraziłem twoje życie.
-Harry, każde z nas poszło tam z nieprzymuszonej, własnej woli. To co się zdarzyło, nie powinno się stać, to prawda, ale nie obwiniaj siebie. Jutro mamy spotkanie Zakonu. Unikniemy takich sytuacji na przyszłość.
-Wiesz? Coraz częściej odnoszę wrażenie, że moje życie jest wyreżyserowane, zaplanowane. Peleryna niewidka akurat pojawia się wtedy kiedy szukam informacji o Nicolasie Flamellu, Komnata Tajemnic – Dumbledore znika dostaje informacje o porwaniu uczennicy, ale znów pojawia się po wszystkim; ratujemy Syriusza dwa lata temu i nagle okazuje się, że masz zmieniacz czasu; Turniej Trójmagiczny – Dumbledore nie zauważa, że wieloletni przyjaciel zachowuje się inaczej i nie odkrywa pułapki; Departament Tajemnic – przybywa na sam koniec; zakłada zaklęcie Fideliusa na dom moich rodziców, ale nie jest strażnikiem, jednak wie o tym, że zostało złamane i wysyła Hagrida po mnie; ukrywa informacje. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, chcę mu ufać, ale każdego roku następuje wydarzenie, które to zaufanie podkopuje.
-Niestety, ale długo myślałam przez te dni, o tym co się wydarzyło i doszłam również do takich wniosków. Coś jest nie tak. W głowie cały czas słyszę słowa Voldemorta: „Dumbledore, czy naprawdę tak ma wyglądać nasz świat? Skończmy to”, nie pasuje mi to do niego, jego ton był jakby proszący, raczej nie miałeś szansy tego słyszeć, byłeś nieobecny i wydaje mi się, że dyrektor nie wie, że ja je słyszałam zajmując się tobą.
-Musimy rozgryźć tą zagadkę, musimy poznać prawdę.
-Poznamy, mam pewien pomysł, ale jest ryzykowny. Kiedy byliśmy u dyrektora na ścianie za jego biurkiem zauważyłam delikatnie uchylone drzwiczki ukrytej szafki. Znajdowała się tam myślodsiewnia, a na półkach ułożone były wspomnienia, czuję, że tam znajdziemy odpowiedzi na wszystkie pytania.
-Ryzykowne, ale za cenę prawdy… Musimy ułożyć plan.
Czas szybko leciał i nim się obejrzeli zaczęło robić się ciemno i zimno. Wracając do zamku rozmawiali jeszcze o sposobach włamania się do gabinetu i o teoriach spiskowych dotyczących przeszłości. Dopiero po przekroczeniu progu zmienili temat, aby nikt ich nie posłuchał. Po kolacji, razem udali się do wieży Gryffidoru. Hermiona skierowała się od razu do swojego dormitorium, szła z podniesioną głową, otaczając się aurą wyższości. Harry usiadł koło Rona i coś gestykulował próbując tłumaczyć. Rudy cały czerwony na twarzy również skierował się do pokoju, a Harry zrezygnowany powlókł się z nim, przecierając swoją zmęczoną twarz dłońmi.
Panna Granger, zamknęła za sobą drzwi, zdjęła swoją maskę, jak bardzo przykro jej było! 5 lat w Gryffindorze, setki zdobytych punktów, dziesiątki pomoc w esejach, a teraz wszyscy się od niej odsunęli. Ich wybór. Ona da sobie radę. Szybko przygotowała się do spania i położyła w swoim wielkim łóżku. Przytuliła małą poduszkę, która biła do niej ciepłem. Zamykając oczy przeszła jej przez głowę tylko jedna myśl „Świat nie dzieli się na dobrych i złych – to nasza decyzja, jak postrzegamy osoby, sytuacje i jakie wnioski wyciągamy, a jeżeli część z nich jest błędna?”. Oddała się w objęcia Morfeusza.
*OPCM – Obrona Przed Czarną Magią
** Mutatio stratum - zaklęcie wymyślone przeze mnie na potrzeby opowiadania (z łac. zmiana koc)
Komentarze
Prześlij komentarz