ROZDZIAŁ III - Nie żałuj umarłych

ROZDZIAŁ 3

NIE ŻAŁUJ UMARŁYCH

                Hermiona otworzyła opuchnięte od płaczu oczy. Leżała na ziemi w swoim dormitorium, było w nim spokojnie, cicho, jakby cisza zwiastowała nadejście burzy. Pozwoliła swoim myślom swobodnie płynąć w umyśle. W jej życiu rozgrywała się tragedia za tragedią, czuła się bardziej samotna niż kiedykolwiek. Jej rodzice ukrywają się w Australii. Jej były chłopak Wiktor Krum dołączył do Śmierciożerców. Harry potrzebował samotności, odsunął się od wszystkich. Ron… Rona nie potrafiła już nazwać swoim przyjacielem. Jak mógł ją wyzwać, jak mógł zrobić jej krzywdę, po tylu latach pomocy, wsparcia i przyjaźni. Spojrzała na swój lewy nadgarstek, westchnęła - siniaki. Wstała z zimnej podłogi i ruszyła do łazienki aby posmarować zranione miejsce maścią. Wracając do swojego pokoju spojrzała w lustro. Oniemiała. Jej brązowe loki wygięte były każdy w inną stronę. Jej niegdyś głębokie brązowe oczy były niewyraźne, płytkie. Jej idealna blada skóra była niczym papirus, a na jej policzkach odznaczały się zaschnięte łzy. Wyciągnęła swoją różdżkę i naniosła poprawki zaklęciem makijażowym - w końcu wszystko musiało zostać w tajemnicy. 

    Usiadła przed kominkiem, w którym iskry tańczyły przez siebie wymyślony taniec. Miała jeszcze dwie godziny do powrotu Harry'ego i cztery do dania odpowiedzi dyrektorowi. Wiedziała, że Harry bez mrugnięcia okiem dołączy do Zakonu, ponieważ bezpośrednio jego to dotyczyło, Ron pójdzie za nim. Hermiona miała wątpliwości, wiedziała, że wiąże się to misjami, które nie wiadomo co przyniosą, czynnym udziałem w wojnie. Byli tacy młodzi, a tak szybko przyszło im podejmować decyzje, które miały zaważyć na przyszłości. Nie bała się o swoje życie, bała się o odpowiedzialność jaka będzie na niej spoczywała za życie przyjaciół, sprzymierzeńców, niewinnych jak i wrogów. Czy będzie musiała zabić? Tak myśl nie dawała jej spokoju. Miała jeszcze jeden problem… Ron… Wiedziała, że uraziła jego ego. Pieprzone ego, pieprzonego Rona. Jak on mógł ją wyzwać, jak mógł w takiej chwili wykorzystać jej słabość? Ron coś do niej czuł, ale ona kochała go jak przyjaciela, brata, tak samo jak Harry'ego. Rozmawiali już na ten temat, powiedziała mu to. Dlaczego na nią naciskał? Dlaczego nie potrafił zrozumieć słowa „nie”? Zawsze się wspierali, pomagali w trudnościach, przeżyli razem tyle przygód i zawsze wychodzili obronną ręką. Te chwile już nie powrócą. Jakiś etap jej życia się zakończył. Jak teraz będzie to wyglądać? Wiedziała jedno, musi podjąć decyzję.

                Harry dotarł do Pokoju Życzeń, przeszedł trzy razy wzdłuż ściany na siódmym piętrze z myślą „Miejsce odpoczynku, miejsce odpoczynku, miejsce odpoczynku”. Powoli zaczęły pojawiać się ogromne żeliwne drzwi, Harry wziął głęboki oddech i nadusił klamkę. Pierwszy raz od wydarzeń wczorajszego dnia na jego ustach zagościł delikatny uśmiech. Pokój Życzeń zamienił się w łąkę, bez zastanowienia zdjął buty, a pod swoimi stopami poczuł delikatne łaskotanie zielonej trawy. Położył się na trawie i pozwolił sobie na wspomnienia - uratowanie Syriusza, wizyty na Grimmauld Place 12, listy które dostał od ojca chrzestnego, rozmowy przez lusterka, wspólne święta, miotła Błyskawica - którą dostał w prezencie, Departament Tajemnic i śmierć. Nie miał siły płakać, nie miał łez. Smutek powoli zastępował gniew. Był wściekły na cały świat. Na Dumbledore'a, że wszystko ukrywał, na Rona, że go posłuchał i został sam, wtedy kiedy najbardziej potrzebował przyjaciela, na Hermionę, że choć mówiła, że to może być pułapka to go nie zatrzymała, na Snapa, że nie nauczył go oklumencji, na rodziców, że nie żyją. Z jego ust wydobył się krzyk. Chciał się wyżyć, chciał zapomnieć, chciał usnąć i nigdy się nie obudzić. Właściwie, po co miał żyć? Skoro nic nie miał? Nagle w jego głowie zrodziła się myśl, był potrzebny, bo według przepowiedni miał zwyciężyć Voldemorta, mógłby dokonać swojej zemsty, a potem… Potem mógłby odejść. Chociaż czuł wewnętrzną pustkę to wiedział, że na jego barkach spoczywała wielka odpowiedzialność, był do tego przygotowywany całe pięć lat w Hogwarcie. Zamknął oczy. To nie było zaproszenie do dołączenia, on wiedział, że nie ma innego wyboru i nie pozwoli nikomu więcej zginąć.

                -Proszę o zegar.

Pokój Życzeń spełnił jego prośbę i koło niego pojawił się malutki budzik, który wskazywał 21. Miał godzinę do ciszy nocnej, musiał wrócić do rzeczywistości. Tak bardzo tego nie chciał, tak bardzo chciał zostać w spokoju, ale musi żyć ze swoimi demonami. Wyszedł ze swojej oazy i ruszył wolnym krokiem do prywatnego dormitorium Hermiony, czuł wyrzuty sumienia, że ją zostawił, a ona jako jedna starała się go wspierać i być przy nim kiedy najbardziej tego potrzebował.

                Ron cały czerwony na twarzy po zdarzeniu na korytarzu w którym Hermiona, wybranka jego serca, podle go zdradziła. Kusiła, a potem odrzuciła. Potraktowała go jak robaka. Są w trudnej sytuacji, mają ciężkie decyzje do podjęcia, ale do cholery, była jego! Chciał trwać przy niej. Nie potrafił się skupić, wiedział, że Harry po pobycie w Pokoju Życzeń skieruje swoje kroki do Hermiony, w końcu coś ich łączyło. Poszedł pod obraz Błądzącego Rycerza na czwartym piętrze, który był drzwiami do dormitorium Prefekta Naczelnego. Usiadł pod ścianą. Zauważył, że od momentu Turnieju Trójmagicznego Harry spędzał niebezpiecznie dużo czasu z brązowowłosą. Jednak powiedział mu o swoich uczuciach względem dziewczyny, zapisał ją sobie, naznaczył. Czy Harry się z nią całował? Jemu nigdy na to nie pozwoliła, nigdy nie szli za rękę, nigdy nie pozwalała się przytulić idąc na lekcje bądź do Wielkiej Sali na posiłki. Cnotka. On tak tego nie zostawi. Będzie jego, czy to jej się podoba czy nie. On był czarodziejem czystej krwi, gdzie indziej znajdzie dla siebie taką partię? Nigdzie.

                Pokój Prefekta Naczelnego był duży, utrzymany w kolorystyce Gryffidoru czerwień i złoto. Za wielkimi oknami widać było jezioro i błonia Hogwartu. Hermiona często robiąc sobie przerwę w pisaniu esejów przy wielkim wiśniowym biurku spoglądała na uczniów, którzy wygłupiali się na dworze. Ona wolała skupić się na nauce, w końcu SUMY same się nie zdadzą. Znajdowało się tu również wielkie łoże z baldachimem na którym było mnóstwo poduszek. Cała podłoga wyłożona była włochatym miłym w dotyku beżowym dywanem. Wokoło kominka znajdowały się półki z książkami, których dziewczyna miała bardzo dużo, w końcu nikt nie mógł się dziwić, lubiła czytać. Jej szafa z niewielką ilością ubrań jak na dziewczynę w jej wieku, ustawiona była naprzeciw łóżka, w szkole wolała chodzić w mundurku, na którym zawsze prezentowała dumnie idealnie błyszczącą odznakę Prefekta Naczelnego. Przed kominkiem znajdował się mały stolik, przy którym ustawione zostały sofa oraz dwa fotele. Jeden z foteli zajmowała od kilku godzin dziewczyna zapatrzona w płomienie ogniska, biło na nią ciepło. Zamknęła oczy i już wiedziała, że decyzja została podjęta – nie zostawi Harrego samego. Odetchnęła, poczuła swojego rodzaju ulgę. Nagle usłyszała ciche pukanie. Podeszła aby otworzyć drzwi, jej usta starały się ułożyć w uśmiech, niestety wyszedł jej grymas niezadowolenia gdy jej oczom ukazał się rudy, piegowaty chłopak – niegdyś jej przyjaciel. Miała nadzieję, że Harry nic nie zauważy nie chciała sprawiać mu dodatkowych zmartwień, postanowiła grać, jej talent aktorski ponownie się przyda.

                -Cześć chłopaki, zapraszam. – Zaprosiła ich ręką do środka, Harry zajął swoje standardowe miejsce na sofie, natomiast Ron wszedł tajemniczo patrząc na nią i usiadł na fotelu, na którym zazwyczaj ona siedziała. Nie odezwała się, zacisnęła usta i odetchnęła głęboko. – Dam radę – szepnęła do siebie tak, aby nikt tego nie usłyszał.

                -Stworku – zawołał Harry.

                -Tak Paniczu? Czym Stworek może służyć? Stworek zrobi co Panicz sobie zażyczy!- skrzat pojawił się z cichym trzaskiem i mówiąc swoje standardowe słowa zgiął się w pół. Elf był czysty i zadbany, odziany w białą szatę.

Hermiona spojrzała na Harry'ego pytająco, a ten tylko bezgłośnie powiedział „za chwilę”.

                -Stworku proszę przynieś nam kolację i trzy piwa kremowe, proszę. – wydał polecenie Harry.

                -Tak Paniczu, Stworek już niesie, Stworek żyje, aby służyć.

Cichy trzask i skrzat zniknął. Czekali w milczeniu, każde z przyjaciół patrzyło w inną stronę, nie wiedzieli od czego zacząć, nie wiedzieli jak zacząć. Po chwili każde z nich w ciszy jadło kolację, dopiero uświadomili sobie jak głodni byli, jedli ostatnio obiad dzień wcześniej.

                -Harry, dlaczego Stworek Cię słucha? – Hermiona nie mogła się powstrzymać od zadania tego pytania, przecież wiedziała, że Stworek go nienawidzi.

                -Syriusz… - zaczął Harry ze smutkiem w oczach – przygotował się na wszystko i pół roku temu, po Turnieju Trójmagicznym przepisał wszystko na mnie, przez co również Stworek jest teraz moim Skrzatem, pouczyłem go, że ma słuchać również Was, więc gdybyście czegoś potrzebowali nie krępujcie się.

Hermiona spojrzała na niego spod przymrużonych oczu, cóż każdy wiedział o jej podejściu do skrzatów i ich wykorzystywania. Jednak dziś odpuściła wykłady. Kolejne minuty mijały w ciszy, każde na nowo zajęło się sobą popijając piwa.

                -Stary, co robimy? Została nam godzina na podjęcie decyzji, musimy dać znać dyrektorowi. – Ron zadał pytanie, które każde z nich chciało omijać szerokim łukiem. W głowie Hermiony pojawiła się tylko jedna myśl „Cóż, jak chce to potrafi mieć przebłyski dojrzałości i posiadania mózgu”.

                -Wiecie, że nie mam wyboru, to wszystko zaczęło się kiedy przeżyłem jego zaklęcie i ja będę musiał to, według przepowiedni skończyć. Nie mam wyboru, więc decyzja może być jedna. Dołączę do Zakonu, wiecie, że chciałem tego od dawna i nie mogę się wycofać.

                -Więc idę z Tobą Stary, zawsze byliśmy razem. A Ty Miona? – Uśmiechnął się kpiąco do Hermiony. – Podjęłaś decyzję? Będziesz z nami? Ze mną?

Krew dziewczyny się zagotowała. Czuła jak jej palce się zaciskają w pięści, a paznokcie wbijają się w skórę. Jego wzrok ją palił. Wiedziała, że to pytanie nie dotyczy Zakonu.

                -Harry, zawsze byłam z Tobą i teraz to się nie zmieni. Dołączę razem z Toba do Zakonu Feniksa i zrobię wszystko, aby Ci pomóc. – Mówiąc patrzyła w oczy Harry'ego, Rona nawet nie zaszczyciła spojrzeniem, kątem oka widziała, że chłopak zrobił się czerwony jak piwonia, wiedziała, że poniesie konsekwencje swoich słów.

Podeszła do biurka i wzięła zwitek pergaminu, szybko nakreśliła jedno zdanie i podeszła do Rose, jej czarnej pięknej i dostojnej sowy.

Dyrektorze podjęliśmy decyzję, dołączymy do Zakonu.

H.G.

                -Rose zanieś to dyrektorowi. – zwróciła się zmęczonym głosem do sowy i otworzyła jej okno aby ta mogła wylecieć.

Chłopaki zaczęli się zbierać do wyjścia, jednak na stoliku pojawiła się karteczka, Hermiona szybko ją przeczytała.

Bardzo się cieszę z podjętej odpowiedzialnej decyzji, spodziewam się Was na spotkaniu Zakonu które odbędzie się w najbliższą sobotę o 20 w moim gabinecie.

Albus Dumbledore

Po przeczytaniu wiadomości karteczka stanęła w płonieniach, a Hermiona szybko odrzuciła jej resztki do kominka.

                -Jutro musimy pojawić się w Wielkiej Sali i na zajęciach. Musimy wrócić do normalności. – Zdecydowanie powiedziała Hermiona

                -Tak… Musimy, ale to będzie ciężkie, te wszystkie śmiechy, żarty, ludzie, tłumy… Nie wiem czy dam radę… - Harry zdecydowanie nie widział siebie w roli udającego szczęśliwego nastolatka.

                -Będziemy z Tobą, przejdziemy przez to razem. Nie żałuj umarłych Harry. Żałuj żywych, bo to teraz o nich musimy walczyć. – Hermiona jak zawsze wiedziała co powiedzieć.

                Harry spojrzał na nią z uśmiechem i pociągnął Rona za sobą do Wieży Griffindoru. Było po ciszy nocnej więc skorzystali z przejścia bezpośredniego do Pokoju Wspólnego. Cała trójka z radością powitała łóżka, w końcu mogli odpocząć.

Komentarze