ROZDZIAŁ XIII - OTCHŁAŃ NICOŚCI

Proszę o nieczytanie czerwonego tekstu osób wrażliwych

 

ROZDZIAŁ 13

 

OTCHŁAŃ NICOŚCI

 

               Hermiona bardzo długo nie mogła zasnąć, choć łóżko Draco było bardzo wygodne to nie czuła się bezpiecznie. Zostawiła Harry’ego samego i nie mogła przestać myśleć o tym jak chłopak poradzi sobie z przyswojeniem informacji. Na pewno wpadnie w depresję, ale zawsze był silny i kolejny raz wyjdą z tego razem.

               Obudziły ją pierwsze promienie słoneczne, czuła się tak jakby miała piasek w oczach. Jednak chciała wstać jak i poczekać na Harry’ego przed portretem Grubej Damy. Pościeliła łóżko i przeszła przez łazienkę do swojego pokoju. Blaise spał rozwalany na całym łóżku – swoją droga współczuła jego przyszłej dziewczynie walki o miejsce w łóżku. Spojrzała na kanapę, Draco leżał na plecach, jedną ręką miał przerzuconą przez tors, drugą podpierał głowę. Włosy były w delikatnym nieładzie, a pojedyncze kosmyki opadały mu na czoło. Podobał jej się, nie mogła się oszukiwać. Po cichu do niego podeszła i odgarnęła jego włosy. W tym momencie Draco otworzył oczy. Utonęła. Szare źrenice wpatrywały się w nią.

-Dzień dobry – uśmiechnął się, słyszał kiedy weszła i czuł na sobie jej spojrzenie. Kiedy poczuł jej delikatne opuszki palców na czole, przeszła go fala ciepła.– Nie spałem, nie mogłem, masz bardzo niewygodną kanapę. Jesteś mi winna masaż.

-Dzień dobry Draco, sam jesteś sobie winien, pamiętasz? Odstąpiłeś mi swoje łóżko.

-Pamiętam, co nie zmienia faktu, że cierpię! – odpowiedział z miną obrażonego dziecka.

               Swoim zachowaniem wymusił na Hermionie delikatny śmiech. Pokręciła głową i szybko odeszła się przygotować do wyjścia. Musi coś zrobić ze swoimi rumieńcami i wpatrywaniem się w jego oczy. Ale czy to było coś złego? Skoro w końcu mogła nadrobić stracony czas i robić to bezkarnie? Założyła mundurek i zrobiła delikatny makijaż. Wyszła ze swojej garderoby, a tam czekał na nią już ubrany z wymodelowanymi włosami Draco. Był idealny, siedział na fotelu, jedną ręką podpierał podbródek, jego mina była skupiona. Podeszła do niego i po raz kolejny zwróciła jego uwagę delikatnym dotykiem włosów. Były takie miękkie w dotyku. A on kolejny raz spojrzał na nią. Wstał. Nie odrywali od siebie wzroku. Draco złapał jej dłoń, była taka mała w porównaniu z jego, taka drobna. Studiowali nawzajem swoje źrenice, oboje czuli jakby niewidzialna siła ciągnęła ich do siebie… Czuli swoje oddechy. Serce przyśpieszało.

-Dzień dobry moje gołąbeczki! Długo nie śpicie? – Blaise się obudził, a blondwłosy ślizgon poczuł furię. Jednak pierwsza odezwała się Hermiona.

-Dzień dobry, ja… Ja muszę już iść. Zobaczymy się później. – Powiedziała szybko i uciekła. Co ona sobie myślała, jeszcze chwila i pocałowałaby Draco. Kasanowę Hogwartu. Byłaby kolejną zdobyczą. Była taka niedoświadczona, całowała się dotychczas tylko raz z Krumem po Balu Bożonarodzeniowym rok temu, podczas Turnieju Trójmagicznego.

-Co to było Smoku? – Blaise zapytał ze zdziwieniem.

-Masz wyczucie czasu stary naprawdę. – Gestem zmęczenia przejechał otwartą dłonią po twarzy.

-No to leć za nią, czego tu stoisz jak debil?

               No właśnie. Machnął na kolegę ręką i szybko wybiegł na korytarz, którym uciekła dziewczyna. Tak bardzo chciał posmakować jej malinowych ust. Ciepła barwa jej oczu działała na niego jak magnez. Za szybko. Pośpieszył się przestraszył. Z jednej strony cieszył się z tego, że przyjaciel to przerwał, gdyby tego nie zrobił Hermiona mogła poczuć się wykorzystana. Zawalił się jej świat, a on… On nie potrafił inaczej. Podobała mu się – nie mógł się dłużej oszukiwać. Dogonił dziewczynę w Pokoju Wspólnym i zatrzymał ją chwytając dłoń.

-Hermiona, ja przepraszam, nie powinienem, nie wiem co mnie…

-Nie Draco, to ja przepraszam, ale to za szybko ja nie mogę. Tyle rzeczy wydarzyło się na raz… A ja, ja jestem zagubiona, przepraszam. – Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.

-Ej, wszystko dobrze, nie płacz. – Kciukiem otarł jej mokry policzek, a ona delikatnie się do niego uśmiechnęła. – Idziemy na śniadanie?

-Nie, idę do Wieży Gryffidoru. Chcę poczekać na Harry’ego. – Odpowiedziała opuszczając głowę.

-Ryzykowne, miałaś trzymać się z daleka, aby nie poddać w wątpliwość przykrywki, Granger. – Na twarzy ślizgona zagościł tajemniczy uśmiech, ale kiedy zobaczył jej błagalne spojrzenie dodał. – Dobrze, wygrałaś, prowadź.

               Uśmiechnęła się szczerze, ciesząc się, że nie będzie sama, wystawiona na szydercze spojrzenia i wyzwiska. Z radością złapała go za rękę i zaczęła ciągnąć do wyjścia. Dopiero przechodząc przez drzwi zreflektowała się i puściła jego dłoń. Schowała swoje ręce do kieszeni mundurku i ruszyła przodem. Szli kolejnymi schodami i korytarzami Hogwartu ramię w ramię, od czasu do czasu rzucając sobie zaciekawione, tajemnicze spojrzenia. Kiedy nawzajem przyłapywali się na tym oboje uśmiechali się, a policzki dziewczyny delikatnie rumieniły. W oddali słyszeli zawodzenie Grubej Damy. Stanęli naprzeciw portretu i oparli się o ścianę. Czekali w ciszy, ale nie przeszkadzało im to, każde pogrążyło się w swoich myślach. Nie wiedzieli jak długo czekali jednak na korytarz wyszedł Ron Wesley z siostra. Rzucił im wściekłe spojrzenie.

-A wy co tu robicie!? Nikt was tu nie chce śmierciożercy! – Zaczął krzyczeć. Hermiona skuliła się w sobie. Draco czekał na jej reakcje, jednak zauważył, że dziewczyna się speszyła, to był jej dawny przyjaciel, Ruda była jej dawną przyjaciółką. Wiele razy widział ja razem się śmieją, żartują i spędzają czas na błoniach Hogwartu.

-Nikt cię nie pytał o zdanie Wiewiórze. Nie drzyj tej piegowatej mordy, bo na nikim nie robisz wrażenia. – Odpowiedział trzymając swoją rękę na różdżce aby w porę zareagować. Wiewiór był nieprzewidywalny. – Wesley, widziałeś Pottera?

-Nie wrócił na noc do dormitorium! Co mu zrobiliście szumowiny! – Krzyczał nadal rudy, a jego siostra stojąca obok ironicznie się uśmiechała.

               Hermiona spojrzała na Draco i pokręciła głową – zrozumiał, nie ma czasu i nie warto się z nimi kłócić. Na odchodne tylko powiedział.

-Dokończymy tą rozmowę Wesley, módl się, abym miał wtedy dobry humor. Dostaniesz lekcje na jaką zasługujesz.

               Hermiona szła coraz szybciej, jej kroki zamieniły się w bieg. Przeskakiwała po trzy stopnie wspinając się na 7 piętro. Draco bieg za nią.

-Hermiona, gdzie my biegniemy!?

-Harry, byliśmy wczoraj w Pokoju Życzeń, nie wrócił, zawsze po przemyśleniu wracał. Zawsze. Draco! Szybko!

               Dziewczyna stanęła przed ścianą i wyglądała jakby się modliła. Ich oddechy były szybkie – chłopak pomyślał tylko, że należałoby popracować nad swoją kondycją. Przed nimi pojawiły się drzwi. Hermiona podeszła do nich z rezerwą i złapała za klamkę. Delikatnie pchnęła i oboje weszli do środka. To co tam zastali nadal miało im się śnić w najgorszych koszmarach.

               Pokój nadal przedstawiał Pokój Wspólny Gryffindoru, a w kominku dogasały ostatnie drewna. Po środku pomieszczenia stała myślodsiewnia, dawała ona delikatną niebieską poświatę, co świadczyło, że ktoś jej używał i nie zabrał wspomnień. Rozglądali się chwilę, aż wzrok Hermiony spoczął na ścianie na nimi, złapała głęboko powietrze. Draco szybko się odwrócił i zamarł. Pod ścianą siedział młody chłopak z kruczoczarnymi rozmierzwionymi włosami. Jego czoło zdobiła blizna w kształcie błyskawicy, a na nosie miał okrągłe okulary. Jego twarz była trupioblada. Oczy były puste i przekrwione, wpatrywały się w myślodsiewnię. Jego nogi rozłożone były w rozkroku, a ręce opierały się na udach. Jego nadgarstki i dłonie były we krwi. Zaschnięta krew tworzyła na podłodze własne korytarze. Na podłodze siedział młody chłopak. Młody chłopak, który nie żył. Jego klatka piersiowa się nie poruszała, oczy nie mrugały, usta były sine.

               Hermiona i Draco nie potrafili się ruszyć. Pierwszy otrząsnął się chłopak i przytulił do siebie dziewczynę aby nie musiała patrzeć. Ona jednak wyrwała się gwałtownie, jakby dotyk obudził ją z letargu w jakim była. Podbiegła do przyjaciela i potrząsnęła nim. Raz. Drugi. Trzeci.

-HARRY! HARRY! HARRY! – każdy krzyk był coraz słabszy. Tłumiony przez szloch.

               Draco podszedł do niej od tyłu i kucnął chcą ją przytulić, odciągnąć od martwego ciała.

-Hermiona, chodź, nie patrz. Musimy to zgłosić. – Nie chciał aby na niego patrzyła, ten widok miała już pamiętać na zawsze.

-Zostaw mnie! Słyszysz! Zostaw, on żyje Draco, on żyje! Zaraz się odezwie, zobaczysz.

               Chłopak żałował, że on musi być tym, który musi jej to powiedzieć, musi jej wyjaśnić. Cieszył się tylko z tego, że poszedł z nią. Gdyby tu nie był, nigdy by sobie tego nie darował.

-Hermiona, on nie żyje. Nie możemy mu już pomóc. – Delikatnie mówił jej do ucha. – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.

-To moja wina. – Dotarło do niej teraz. Gdyby nie była taka ciekawska, nie chciała rozwiązać zagadki, nie zgodziła się na to całe zamieszanie ze zmianą domu, wszystko miało być dobrze. Mieli żyć w błogiej nieświadomości. On zniszczyła go doszczętnie. Zostawiła go, kiedy najbardziej jej potrzebował. – Zabiłam go. To moja wina. To ja go zabiłam – zaszlochała, a z jej ust wychodziły ciągle te same słowa.

-Hermiona to nie twoja wina, chodź. Nie możemy mu pomóc, musimy wezwać pomoc.

               Hermiona chwyciła dłoń Harry’ego i ucałowała ją delikatnie. Wystawiła różdżkę i zaczęła leczyć jego rany. Zaczęła czyścić go z krwi. Drugą dłonią położyła na jego policzku, następnie delikatnie zamknęła jego powieki.

-Zostanę tu, ty wezwij kogoś, nauczyciela. – W dalszym ciągu nie odrywała wzroku od twarzy Gryfona, jakby uczyła się jej na pamięć.

-Nie zostawię cię tu samej. Expecto Patronum. – Z jego różdżki wypłynęła niebieska poświata, która uformowała się w kota. – Idź i znajdź McGonagall powiedź, aby przyszła do Pokoju Życzeń.

               Draco trzymał rękę na ramieniu szlochającej dziewczyny. Nie był przyzwyczajony do takich sytuacji i nie wiedział jak może pomóc Hermionie. Stwierdził, że najlepsza będzie obecność, aby nie czuła się sama i nie zrobiła nic głupiego. Spojrzał na chłopaka, był pewny, że jest silny. Ale to, że popełnił samobójstwo to słabość, czy siła? Czy osoby, które potrafią targnąć się na własne życie to tchórze? Stracił sens życia? Przytłoczyły go informacje? Znał historię Hermiony, jednak nawet przez chwilę nie poświęcił myśli swojemu wrogowi. Nienawidzili się od zawsze. Jednak żałował. Każde życie jest cenne. Każde życie ma wartość. Każde życie powinno mieć szansę na szczęście. Czy Harry Potter był taki nieszczęśliwy? Miał przyjaciół. Miał dom w Hogwarcie. Starał się go zrozumieć. Nie potrafił. Skrzywdzi tak wiele osób, myślał o sobie. Nie myślał o Hermionie. Będzie musiał z Blaisem się nią zająć. Być. Wspierać. Pomagać.

               Do pokoju życzeń wkroczyła pewnym krokiem nauczycielka transmutacji. Nie od razu ich zauważyła, lecz kiedy jej oczy trafiły na nich, jej usta związały się w cienką linię. Patrzyła z bólem na szlochającą byłą wychowankę i Harry’ego Pottera, który bez ruchu leżał przy ścianie.

-Co… co tu się stało. – Zapytała ostrym tonem, ale dało się wyczuć nutkę przerażenia.

-Ja… My… Znaleźliśmy go Pani Profesor, on… on… nie żyje. – Rozpaczała, a z jej oczu popłynęły kolejne łzy.

-Hermiona chciała porozmawiać z Potterem, dlatego go szukaliśmy, wiedziała, że często tu przychodzi, kiedy go znaleźliśmy… Był martwy. Popełnił samobójstwo. – Draco starał się aby jego głos nie zadrżał, wiedział, że dziewczyna nie będzie w stanie wypowiedzieć słów, które teraz były potrzebne.

-Panno Granger, proszę puścić… Harry’ego, Panie Draco proszę pomóc koleżance, pójdziemy do dyrektora. Skąd wzięła się tu myślodsiewnia?

               Draco przeklnął w myślach, zapomnieli. Potter, jakie wspomnienia przeglądałeś?

-Nie wiemy, my jak przyszliśmy już była. – Mówiąc to wziął dziewczynę na ręce. – Pani profesor, a co z nim. – Spojrzał na ciało, które nadal było bez ruchu. Hermiona patrzyła się błagalnie, jakby nadal miała nadzieję, że się obudzi i ją przytuli.

               Draco szedł za McGonagall cały czas tuląc Hermionę, wtuliła się w jego klatkę piersiową, a piąstki mocno zacisnęła na jego koszuli. Za nimi lewitowana była myślodsiewnia. Szli do gabinetu dyrektora, a on miał duszę na ramieniu. Nie wiedział jakie wspomnienia Potter przeglądał, nie wiedział, co może się zdarzyć w gabinecie. Hermiona zdawała się w ogóle nie kontaktować z otoczeniem. Stanęli przed gargulcem z kamienia, a w kolejnej chwili już wchodzili do gabinetu dyrektora. Usiadł z dziewczyną na jednym krześle trzymając ją na kolanach, ponieważ nie chciała go puścić. Nagle z tej tryskającej życiem i energią dziewczyny zrobiła się drobna i krucha dziewczynka, która za wszelką cenę potrzebowała bezpieczeństwa i bliskości drugiego człowieka. McGonagall poszła po dyrektora na Wielką Salę. Zostali chwilę sami, a on szeptał dziewczynie do ucha słowa uspokojenia, w między czasie wysyłając Snape’owi patronusa z informacją co się stało i gdzie są. Mogą potrzebować pomocy.

               Dyrektor wpadł z impetem, a drzwi trzasnęły o ścianę budząc portrety dawnych dyrektorów, które zdobyły ścianę w gabinecie. W powietrzu dało się czuć potęgę magii. Dumbledore stanął za biurkiem zaciskając palce na blacie, aż zbielały mu palce. Jego oczy były przerażające, rysy twarzy się wyostrzyły. Zażądał wyjaśnień. Draco opowiadał o tym co się stało. A dyrektor patrzył na niego z nieodgadnionym wzrokiem. Po wyjaśnieniach, kazał zabrać Hermionę do dormitorium i zając się ją. Kiedy wychodzili z gabinetu, po schodach wchodził Snape. Spojrzał prosto w oczy Draco i wysłał mu myśl oklumencji, aby jak najszybciej wrócili do Lochów.

               Hermiona była lekka. Uczniowie zmierzający ze śniadania rzucali na nich zdziwione spojrzenia lub pełne pogardy. Każdy odczuwał potrzebę skomentowania wyglądu zapłakanej dziewczyny. Nie znali jeszcze prawdy. Mieli dopiero ją poznać. NA korytarzu spotkali Blaise’a, spojrzał na nich z pytającą miną.

-Nie tutaj Diable, do dormitorium. – odpowiedział cicho Draco. Ruszyli wgłąb lochów, prosto do pokoju Hermiony. Weszli do jej pokoju i Draco mógł ułożyć dziewczynę na łóżku. Jednak ona nie chciała go puścić, nie docierały do niej żadne słowa. Przytulił ją mocno i głaskał delikatnie po włosach. Szeptał jej do ucha słowa pocieszenia. Blaise wyszedł na chwilę z pokoju i wrócił z buteleczką w dłoni, eliksir słodkiego snu. Podali jej kilka kropel, aby odpoczęła. Przed dziewczyną nadchodził bardzo ciężki czas. Ślizgoni mogli porozmawiać. Draco opowiedział przyjacielowi o tym co zobaczyli, co wiedzieli, a także jakie ma wątpliwości dotyczące wspomnień Pottera. Nie poszli w tym dniu na lekcje. Zostali przy dziewczynie obmyślając plan jak jej pomóc.

               Obudziła się nagle siadając z krzykiem na łóżku. Miała koszmar. Jej przyjaciel. Jej Harry nie żyje. Zaraz. To była prawda. Łzy potoczyły się znów po jej twarzy, zakryła je dłońmi. Poczuła się ktoś ją obejmuje. Poznała po perfumach. Draco.

-Draco, dlaczego? To moja wina, ja mu powiedziałam… To moja wina…

-To nie twoja wina, to była jego decyzja. Harry – jak dziewnie wypowiadało się to imię – był dorosły. Wiedział co chce zrobić. Nie możesz się obwiniać. Prędzej czy później musiałby poznać prawdę.

-Ale to ja go zabiłam. JA rozumiesz. Jak ja mogę żyć kiedy go już nie ma.

-Hermiona, jesteś potrzebna wielu osobom, musisz żyć, musisz żyć dla niego, on by nie chciał abyś się obwiniała. Chciałby abyś była szczęśliwa. Chciałby abyś doprowadziła tą sprawę do końca. – Mówił z mocą, tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Chciałby abyś żyła!

-Jest mi tak ciężko, a świat wydaje się otchłanią nicości. Bez niego to będzie nic. Nie ma go już, nie przytuli mnie, nie powie jaka jestem ważna. Straciłam najlepszego przyjaciela.

-Nie straciłaś, nosisz go w sercu – nie wiedział jak był w stanie wypowiadać kolejne słowa pocieszenia bez drgania głosu, serce mu łamał widok zapłakanej dziewczyny – on zawsze będzie przy tobie. Tak długo jak będziesz o nim pamiętać. Jesteś ważna dla mnie, nigdy nie będę tym kim on był dla ciebie od najmłodszych lat, ale się postaram. – Mocno ją przytulił.

-Dziękuję. – Dziewczyna wtuliła się w blondyna. Pozwoliła swoim łzom płynąć. Powoli znów zasypiała ze zmęczenia. – Nie zostawisz mnie samej?

-Nie, będę tu cały czas.

               Poczuła się bezpiecznie, mogła zasnąć. Poczuła uginający się materac, Draco położył się obok niej i przytulił. Owiał ją jego oddech. Zamknęła oczy i przypominała sobie wszystkie wspomnienia z Harrym. Cóż za piękne miejsce na spotkanie z przyjacielem.

 

Ostatnie zdanie zostało zainspirowane „Insygnia śmierci” J.K. Rowling

Komentarze