ROZDZIAŁ XI - POBYT W RIDDLE MANOR

 

ROZDZIAŁ 11


POBYT W RIDDLE MANOR

 

-Przyjaciele, przedstawiam Wam moją zaginioną córkę Hermionę Noemi Riddle. – z dumną ją przedstawił, patrząc na nią z czułością.

               Hermiona Noemi Riddle, nie Hermiona Jean Granger. Patrzyła na te wszystkie zszokowane miny. Jedynie Snape był niezainteresowany i znudzony byciem tu. Siedział po jej prawej stronie, po lewej natomiast siedziała Bellatrix. Dziewczyna się jej bała. Szalone oczy kobiety rozszerzały się jakby miały zaraz wypaść z oczodołów. Lestrange wstała.

-Witamy Cię Hermiono. – powiedziała.

               Hermiona delikatnie kiwnęła głową, swój wzrok przeniosła na Lucjusza Malfoya, który siedział obok swojej obłąkanej szwagierki. Czekała na jego reakcję. Widać było, że poczuł się wywołany do odpowiedzi i układał w głowie swoją przemowę. Riddle spojrzał ganiącym wzrokiem na Lucjusza, jakby również oczekiwał jakiejś reakcji.

-Hermiono, nasze pierwsze spotkania, nie należały do najmilszych, przyjmij moje przeprosiny. W departamencie tajemnic staraliśmy się przejąć przepowiednię, aby udowodnić kłamstwo Dumbledore’a. Mam nadzieję, że wybaczysz naszej rodzinie to nieporozumienie. – Lucjusz, ostrożnie dobierał swoje słowa. Hermiona również tylko kiwnęła głową. Nie liczyła na więcej. Najbardziej śmieszyła ją reakcja naczelnych księżniczek Slytherinu. Wyglądały jakby miały gówno pod nosem, właściwie niewiele się różniły, wiedziała jedno, przyjaciółkami nigdy nie zostaną. To ona była księżniczką Riddle. Mogła patrzeć im w oczy bez wstydu i z pełną premedytacją to robiła, czując wyższość.

               Dziewczyna spojrzała z uśmiechem na Diabła, ciekawe czy wiedział i dlatego zaczął traktować ją z szacunkiem. Zdziwiła się, ponieważ Draco, ten wyniosły, arystokratyczny patrzył w stół, jakby zawstydzony. Liczyła, że może teraz ich relacje się zmienią, porozmawiają i wyjaśnią sobie wszystko, jednak to on musi zrobić pierwszy krok.

               Draco uparcie starał się skupić na stole i na jego fakturze, choć czuł jej wzrok na sobie, palił go. Ich relacje mogły się zmienić, ale ona musiałaby dać znać pierwsza, że chce mu dać szansę.

-Skoro przeszliśmy oficjalną część, zacznijmy spotkanie. – Voldemort zasiadł dostojnie na tronie.

-Panie, czy to nie ryzykowne? Ona przyjaźni się z Potterem. – Powiedział Evan Rosier, Hermiona znała go z rysopisów jakie przygotował dla nich Snape.

-Czy uważasz, że nie ufam swojej córce Rosier? – syk Riddla był przerażający.

-Nie Panie, nie, przepraszam. – kajał się Evan.

               Spotkanie dotyczyło planowanych kolejnych ataków na wioski mugoli przez Dyrektora Hogwartu. Hermionę nudziło, jednak skupiała się każdym słowie, a każde słowo utwierdzało ją w przekonaniu, że Voldemort mówił prawdę. Ministerstwo należało do Dumbledore’a, olbrzymy, akromantule również do niego, po stronie Czarnego Pana opowiadały się tylko wilkołaki. To była wojna, ale zdecydowanie przechylona na jedną szalę. Jednak teraz wiedziała już, że nikt jej nie powstrzyma przed działaniem i zemści się za zniszczenie życia jej i jej rodziny. Kiedy wszystkie raporty zostały zdane, Rycerze Noemi wstali i część z nich wyszła, a część dobrała się w grupy i zaczęła rozmawiać. Dziewczyna nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, jej ojciec odszedł z Lucjuszem i Severusem porozmawiać, zapewne o kolejnych planach, a ona została jako jedyna przy stole. Czuła się zagubiona i samotna, ale zbyt dumna aby okazać swoje zakłopotanie. Obserwowała uważnie grupy i zaczęła zastanawiać się jak przekazać te nowiny i tak rozbitemu i załamanemu przyjacielowi, który czekał na nią w Hogwarcie i na pewno się zamartwiał. Nie zauważyła kiedy podszedł do niej Blaise.

-Cześć piękna, ktoś dziś bardzo się zamartwiał, że nigdzie nie mógł Cię znaleźć. Na pewno wiesz o kim mówię. – szeroki uśmiech Zabiniego ją rozbawił.

-Nie, nie wiem Diable, ale zastanawia mnie skąd wiedziałeś? Teraz to do mnie dotarło dlaczego byłeś dla mnie taki miły i chciałeś się zakumplować, liczyłeś na fory u Voldemorta?

-Hermiona to nie tak. Wiedziałem, od mojej mamy, a ona od Snape’a. Ale ja jestem miły dla wszystkich z Domu Węża więc jakby automatycznie stwierdziłem, że jesteś idealnym materiałem na przyjaciółkę i się nie pomyliłem. Chodź. – Złapał ją za rękę, jego entuzjazm potrafił zarażać, ale Hermiona nie miała zamiaru się ruszać, czekała aż ten cyrk się skończy i ktoś odprowadzi ją do jej pokoju. – No chodź troszkę to jeszcze potrwa a nie będziesz siedziała sama.

               Odeszli do najdalszego rogu Sali gdzie na przyjaciela czekał Draco.

-Blaise ile można na Ciebie czekać? – Dopiero po chwili zauważył niską dziewczynę, która wyłoniła się zza chłopaka. – Hermiona. – szepnął. Nie spodziewał się tak szybkiej konfrontacji, ale Diabeł lubił robić wszystko po swojemu.

-O! Teraz już nie szlama? – Hermiona była wściekła, przypomniała sobie dzisiejszy poranek.

-Hermiona, przeprosiłem, nie gniewaj się. – W jednej chwili zdecydował się, że jak teraz tego nie powie to już nigdy nie zdobędzie się na odwagę. Machnął na przyjaciela żeby sobie poszedł, zrozumiał. Hermiona zdziwiona obserwowała jak się oddalał. – Hermiona, pamiętasz pierwszy dzień Hogwartu, kiedy przyjechaliśmy do szkoły? Przed przydziałem do domów?

-Pamiętam i co z tego? – Pamiętała, to było częste wspomnienie, po kłótniach z chłopakiem na korytarzach szkoły.

-To z tego, że Cię polubiłem, myślałem, że będziemy się przyjaźnić, z takim zapałem opowiadałaś o Historii Hogwartu… Moment, w którym zostałaś przydzielona do Gryffindoru był jednym z najgorszych w moich życiu. Potem się okazało, że pochodzisz z mugolskiej rodziny, wiesz, znaczy nie wiesz jakie u nas jest wychowanie w rodzinach czystej krwi. Zostałem tak wychowany… Nie potrafiłem się zmienić, byłem dzieckiem, które zostało pozbawione możliwości przyjaźni. Nie radziłem sobie z tym, a każda kłótnia, która została przeze mnie wywołana to możliwość zatrzymania Cię na korytarzu i spędzenia chwili w Twojej obecności. Nie przychodzi mi to łatwo, ale przepraszam, tak cholernie przepraszam.

-Draco, ja też wspominam początki naszej znajomości, ale to nie jest takie proste. Teraz mówisz to, ponieważ boisz się, tak, boisz się mojego ojca, swojego. Mam mętlik w głowie, a jestem z tym całkiem sama…

-Nie musisz być sama. Mówię to, bo ktoś musi zrobić pierwszy krok. Zmieniłaś się, wcześniej byłaś zahukana, milcząca, niepotrafiąca się bronić. Teraz silna, dostojna, wyniosła.

-Nie zmieniłam się, musiałam wyzbyć się siebie aby gdzieś pasować, wiedziałam, że jako mugolaczka w Slytherinie nie miałabym życia więc poprosiłam Tiarę Przydziału o inny dom.

-Merlinie… Chciałbym zacząć od początku. Proszę. Nie nadrobimy czasu, ale możemy go więcej nie tracić. – Draco patrzył wprost w oczy Hermiony, czuł, że go sprawdza, jego intencje, pozwolił jej na to. Być może w ten sposób zdobędzie jej zaufanie.

-Dobrze. Hermiona Noemi Riddle. – podała mu rękę.

-Draco Lucjusz Malfoy, miło mi. – Z uśmiechem uścisnął jej dłoń. Hermiona delikatnie oddała uśmiech rumieniąc się lekko, czuła rozchodzące się ciepło po jej ciele. Jego dotyk był taki przyjemny. Cieszyła się, że w końcu po pięciu latach mają szansę się poznać.

-No moje ludziki, w końcu pogodzone, chodźcie tu mordki moje najlepsze, przytulasy! – Zabini zgarnął ich ramionami i mocno uścisnął. Hermiona się zaśmiała, jednak Draco się wyrwał.

-Blaise, nie rób wiochy, ludzie patrzą. Albo czekaj – wrócił do uścisku – nie chcę zapomnieć miny tych kretynek.

               Całą trójką obrócili się za siebie. Gdyby wzrok mógł zabijać, już byliby martwi. Astoria i Dafne gromiły ich, jednak Pansy tylko smutno się uśmiechała i kręciła głową z niedowierzaniem. Hermiona nie żałowała dziewczyn, wiedziała, że gdyby nawet starały się ją przeprosić to byłoby to nieszczere.

-Hermiona! – obróciła się w stronę wołającego ją głosu. Riddle stał przy drzwiach wyjściowych i czekał na nią. Przepraszająco uśmiechnęła się do chłopaków, pożegnała się i ruszyła w stronę swojego ojca. W milczeniu ruszyli zapewne w stronę pokoju nastolatki.

-Nigdy bym nie trafiła! – Powiedziała Hermiona kiedy w końcu po kilku minutach krążenia przez labirynty Riddle Manor dotarli do jej komnat. Voldemort wszedł z nią do pokoju.

-Jutro znajdziemy więcej czasu aby pozwiedzać. – Już miał wychodzić, Hermiona odprowadzała go wzrokiem, jednak obrócił się przy drzwiach. – Zaskoczyłaś mnie dziś spokojem.

-Nie miałam powodu do niepokoju, nikt mnie nie skrzywdził i nikt nie próbował. – Odpowiedziała spokojnie.

-Widziałem, że zdobyłaś nowych przyjaciół?

-Kolegów, tak. – Zawstydziła się, ona i te jej rumieńce.

-Trzymaj się z nimi w Hogwarcie, będę czuł się lepiej wiedząc, że masz kogoś bliskiego w szkole. – Zamknął za sobą drzwi. Została sama. Jutro czeka ją kolejny ciężki dzień. Miała wrażenie, że ostatni tydzień trwał rok tyle rzeczy wydarzyło się na raz. Potrzebowała odpoczynku, przebrała się w piżamę i oddała się w objęcia Morfeusza, pierwszy raz od dłuższego czasu zasypiając bez problemu.

               Rano obudziły ją piękne promienie słoneczne. Zrobiła poranną toaletę i ruszyła na zwiedzanie zamku. Zaglądała do kolejnych drzwi, niektóre z nich były otwarte, większość zamknięta. Znalazła kilkanaście pokojów gościnnych, gabinetów pełnych książek, pracownię eliksirów, jednak jeden z pokojów ją zaskoczył. Był pusty, jak każde pomieszczenie zachowany w kolorach zieleni i srebra. Po środku stał duży fotel a ściana naprzeciwko pełna była ramek z magicznymi zdjęciami większość z nich przedstawiała jej ojca z kobietą. Kobieta była o głowę od niego niższa z długimi blond włosami i niebieskimi oczami. Jej marka, była do niej tak bardzo podobna. Jakby widziała siebie, poczuła na policzku pojedynczą, samotną łzę. Pozbawiono ją poznania matki. Jaka była? Faktycznie taka uparta i ciekawska, niecierpliwa jak ona sama? Pozbawiono ją rodziny? W imię czego? Była wściekła, oglądała kolejne zdjęcia. Dotarła do zdjęć, na których jak się domyślała była ona. Z rodzicami. W kołysce. W ogrodzie. W wózku. Widziała jak rodzice patrzyli na nią z miłością, oddaniem. Ona nie czuła do nich nic. Voldemorta nienawidziła, ale czy nadal? Czuła, że zmieniła do niego nastawienie. Zaufał jej. Dbał o nią. Nic przed nią nie ukrywał. Potraktował ją jak dorosłą. Usiadła w fotelu, straciła całą energię. Krzyknęła zsuwając się z fotela na kolana. Dłońmi nakryła twarz. Krzyczała aby wyrzucić z siebie negatywne uczucia coraz głośniej. Obok siebie usłyszała głośny trzask. Voldemort teleportował się tuż obok niej. Nie pomyślała nad tym co robi, jedyne o czym myślała to to, że potrzebuje bliskości drugiego człowieka. Wstała i przytuliła się mocno do swojego… ojca. Riddle wziął ją na ręce usiadł na fotelu i płakał razem z nią wpatrując się w największe zdjęcie, które umieszczone było po środku. Przedstawiało jego rodzinę, całą trójkę, kiedy byli na spacerze na pobliskiej plaży. Uśmiechali się do obiektywu i machali, Noemi trzymała Hermionę i razem ze swoim mężem dali ich maleństwu buziaka na czułku. Pamiętał ten dzień, ich ostatnie zdjęcie. Tego wieczoru przybył Albus aby zniszczyć jego szczęście.

               Hermiona powoli się uspokajała, spojrzała na swojego ojca, wstała i patrzyła na człowieka zniszczonego, przygnębionego. Nie tylko ona została skrzywdzona. Przez ten cały czas próbował wrócić. Przed oczami stanęły jej lekcje OPCM z pierwszego roku, kiedy nauczycielem był opętany przez Voldemorta Quirrell. Dostawała mnóstwo punktów za nic, ciągle jej pytał czy wszystko dobrze. Był przerażony tym, że była bliska śmierci po spotkaniu z trollem w damskiej toalecie. Odejmował innym uczniom punkty za wyśmiewanie jej. Już wtedy dbał o nią ale na własny sposób. Czemu wtedy jej nie powiedział? No tak… Nie uwierzyłaby, jeszcze kilka miesięcy temu by nie uwierzyła! Śmierć Syriusza przyniosła ogromny żal i smutek, ale przyniosła też zmiany w jej życiu.

-Ojcze – Riddle spojrzał na nią zaskoczony z iskierkami radości w oczach. – Chcę poznać mamę, pokażesz mi wspomnienia?

-Dziękuję Hermiono. Nawet nie wiesz jaką radość mi sprawiłaś. Myślodsiewnia jest tu, podejdź. – Sam podszedł do jednego ze zdjęć i położył na nim swoją dłoń. Zdjęcie odsłoniło złotą misę. Riddle machnięciem różdżki przeniósł ją na środek pokoju. – Chcesz iść sama? Czy mam iść z Tobą?

-Chodź. Nie chcę być sama.

               Razem zanurzyli swoje twarze w naczyniu. Wspomnień było wiele. Znajomość jej ojca z Albusem, ostatnia ich kłótnia, poznanie mamy i mnóstwo wspomnień z kolacji, ślubu, jej narodzin, czasu, który razem spędzili. Jej matka była piękna, a między rodzicami było widać wzajemny szacunek i ogromną miłość jaką się darzyli. 14 lat samotności jej ojca w albańskiej puszczy, wspomnienia jakie miał ze szkoły kiedy ją widział na posiłkach, lekcjach, korytarzach. Spotkanie z Harry'm na cmentarzu kiedy się odrodził do życia. Syriusz, który zabijał mugoli… Dostała co chciała. Miała potwierdzenie. Kiedy wspomnienia się skończyły, Tom Riddle, jej ojciec, złapał ją za ramię i pojawili się z powrotem w pokoju do wspomnień jak zawała go Hermiona.

-Wiem, że to dla Ciebie wiele córeczko, żyłaś w oszustwie, jednak musimy się cieszyć, że dane mi był oto naprawić. Jeszcze będziemy szczęśliwi. – Objął Hermionę ramieniem i wyprowadził ją w stronę Sali Tronowej, czas coś zjeść.

               Hermiona podczas posiłku była cicha, zamknięta w własnej głowie, pogrążona we własnych myślach. Starała się jakoś to wszystko przyswoić, ułożyć sobie w głowie, dopracować plan co powinna powiedzieć Harry'emu. Nie chciała nic przed nim zatajać, ale bała się o jego stan psychiczny. Od zawsze obwiniał się o wszystko, całego jego życie było obłudą, tak jak moje. Tyle osób skrzywdził człowiek, który za wszelką cenę chciał władzy.

-Ojcze, co teraz? Wracam do Hogwartu? – Zdecydowała się w końcu porozmawiać, było jeszcze kilka kwestii jakie musieli omówić. – Wiesz, że będę musiała spotkać się z Dyrektorem? Co mam mu powiedzieć?

-Tak, wracasz, Severus po Ciebie przyjdzie. Na zamek jest nałożona ochrona aby nikt przez mrocznego znaku nie mógł się tu pojawić, a ochrona na kominku została zdjęta tylko na moment kiedy przybyłaś. Nie mogę Cię naznaczyć więc będziemy musieli kontaktować się przez Severusa, każdy weekend jeżeli będziesz chciała możesz spędzać tu. Jednak musisz pamiętać, że właśnie po każdym pobycie będziesz wzywana do Dyrektora. Nie boję się o Twoją oklumencję, sam kilka razy Cię sprawdzałem, nie ma szans. Jednakże, będziesz musiała coś mówić. Kiedy dziś wrócisz możesz powiedzieć że widziałaś kilku smierciożerców, ale nie ufamy Ci na tyle abyś wzięła udział w spotkaniu, poza tym przez swoje pochodzenie, nie zostaniesz na nie nigdy dopuszczona, ani naznaczona.  Na razie tyle musi starczyć. Trzymaj się blisko kolegów, oni też zostali poinformowani, że mają Cię mieć na oku.

-Nie potrzebuję ochrony! Potrafię o siebie zadbać! – Była wściekła, kiedy w końcu poczuła się wolna, nie musi udawać to teraz ma mieć ochroniarzy? Nigdy w życiu.

-Nie ochroniarzy, kolegów, którzy mają na Ciebie zwrócić uwagę. – Starał się zachować spokój. – Twoje przyjazdy Severus będzie tłumaczył Dyrektorowi jako chęć spędzenia czasu z Zabinim i Malfoy'em, oni w tym czasie będą tu, lub w swoich domach rodzinnych. Dumbledore będzie zadowolony, że ich szpiegujesz, na bieżąco będziemy wymyślać jakieś informacje. Snape dobrze zwodzi Dyrektora i gdybyś miała jakiś problem możesz do niego iść. Chodź, przejdziemy się, pokaże Ci ogród.

               Ogród był ogromny, jedynymi kwiatami były róże, bardzo zadbane. Na początku szli w milczeniu, jednak im dłużej spacerowali, tym więcej wspólnych tematów znajdowali. Jest tyle informacji o magii, których ich nie uczą, chłonęła każde słowo swojego ojca. Miał ogromną wiedze o magii. Obiecał jej dostęp do wszystkich ksiąg w całym domu. A zwiedzając dziś zamek widziała ich mnóstwo. Na pewno zabierze kilka do Hogwartu, przydadzą jej się do SUM.

               Razem z ojcem zrobili sobie zdjęcie na plaży i w ogrodzie, obiecał dodać je do pokoju wspomnień. Zjedli razem obiad. Wiedziała, że będzie musiała wrócić do Hogwartu, jednak nie spodziewała się, że tak szybko. Snape czekał na nią w holu.

-Musimy już iść, w Hogwarcie się niecierpliwią – znacząco zerknął na Czarnego Pana.

-Dobrze, czekaj w gabinecie, będziemy na pięć minut Severusie. – Spokojnie odpowiedział Riddle.

               Kiedy Snape odszedł Voldemort zwrócił się bezpośrednio do Hermiony.

-Uważaj na siebie i nie wychylaj się. Nikt poza Potterem nie może się dowiedzieć o Twoim pochodzeniu. Podobno radzi sobie z oklumencją więc musi poznać prawdę. Jestem to winny Jamesowi i Lily. Severus mnie poinformuje jak poszło spotkanie z dyrektorem. Nie zostawi Cię tam samej.

-Do zobaczenia, tato.

-Do zobaczenia, Hermiono.

               W ciszy odprowadził ją do gabinetu, z którego miała się przenieść siecią Fiuu do szkoły. Snape był już zniecierpliwiony i od razu po powrocie ruszył wraz z nią na spotkanie z kolejnym, tym razem prawdziwym koszmarze. Czas na spotkanie z dyrektorem.

Komentarze