ROZDZIAŁ XII - PRAWDA PRZYNOSZĄCA STRATĘ

ROZDZIAŁ 12

 

PRAWDA PRZYNOSZĄCA STRATĘ

Rozdział będzie miał charakter typowo 18+, młodszych czytelników proszę o nieczytanie czerwonego tekstu. Nie chce spojlerować czego będzie dotyczył jednak nie odczytujcie tego jako zachętę, ale naprawdę ostrzeżenie!

 

               Hermiona szła za Mistrzem eliksirów z zaciętą miną. Wiedziała co ją czeka. Maglowanie. Dumbledore nie był dobrym staruszkiem za jakiego wszyscy go uważali. Był wyrachowanym, zimnym człowiekiem. Jak mogła być taka głupia i nie zauważyć tego szybciej? Przecież już pierwsze lata w Hogwarcie powinny ją zastanowić. W końcu była uważana za najmądrzejszą czarownicę od czasów Roweny Ravenclaw, zdecydowanie nieprzypadkowo. Mogła w końcu w końcu zaakceptować siebie, mogła być dumna, że charakter odziedziczyła po swojej… matce. Jakie to chore. Kochała swoich rodziców, Jean i Robert Granger dbali o nią, troszczyli się, choć od momentu otrzymania listu z rąk samej Minerwy McGonagall, ochłodziły się ich stosunki. Rozmowy podczas wakacji były drętwe, bez rodzinnej atmosfery jak kiedyś. Nie raz kiedy głośniej się odezwała rano schodząc na śniadanie wystraszyli się. Bali się jej. Czy mogła ich winić? Ludzie zazwyczaj boją się rzeczy, których nie znali, a oni nie wykazywali najmniejszej ochoty poznać nowego świata, świata magicznego, do którego należała. W domu panowała niepisana zasada o rozmawianiu o wszystkim poza szkołą.

Odnosiła wrażenie, że kilka razy jej mama, a może powinna użyć stwierdzenia, zastępcza mama, nie… To była jej mama, wychowała ją i przekazała mądrość życiową, miała dobre i szczęśliwe dzieciństwo, niczego jej nie brakowało – odniosła wrażenie, że chce jej coś powiedzieć, jednak nagle przypominała sobie, że ma coś ważnego do zrobienia. Teraz już wiedziała co. Miałą do nich żal? Tak! Musiała z nimi porozmawiać. Koniecznie. Skończyła rozmyślania kiedy ujrzała marmurowego Gargulca. Jak zwykle nie myślała o czym powinna, zebrała się w sobie i czekała aż Snape wypowie hasło aby ukazały się schody prowadzące prosto do… jamy węża. Czy to nie ironia losu? Voldemort powinien być wężem. Nerwowo zaśmiała się pod nosem.

-Panno Granger – Snape spojrzał na nią surowo. – Nie wiem czemu Pani jest do śmiechu, proszę się skupić. Jako naczelna Panna-Wiem-To-Wszystko-Najlepiej radziłbym nie rozpraszać się mniej istotnymi sprawami. Od tego co wydarzy się teraz w tym gabinecie zależy wiele żyć, proszę pamiętać o odpowiedzialności. Cytrynowy sorbet.

               Miał rację, odetchnęła głęboko i ruszyła za nim krętymi schodami. Przygotowała silne bariery umysłowe, musi być gotowa. Snape otworzył drzwi gabinetu dyrektora, obrócił się i Hermiona przyrzekłaby, że pocieszająco się uśmiechnął. Gestem zaprosił ją do środka. Dumbledore siedział za swoim biurkiem i nie zainteresował się ich przybyciem czytając jakieś dokumenty. Przeszła cicho do krzesła, które stało bezpośrednio naprzeciw dyrektora. Czekała. Czyżby nie był ciekawy? Czy tylko udawał? Zachował się nieprzewidywalnie i to Hermionę zdenerwowało, spowodowało mętlik w głowie? Dobre zagranie. Spojrzała ukosem na nauczyciela eliksirów, który usiadł obok, patrzył prosto przed siebie cierpliwie czekając. Hermiona wykorzystała ten czas na spojrzenie za Dyrektora gdzie ukryta była szafka, bardzo interesowało ją co jej w środku, obiecała sobie, że się dowie, potrzebny będzie tylko dobry plan, a ona już wiedziała kto pomoże jej w jego realizacji. Po kilku minutach oczekiwania w końcu doczekali się uwagi.

-Witajcie moi drodzy, przypadłość starego człowieka, musze dokończyć daną czynność, bo inaczej zapominam co robiłem. – Nie planował przepraszać. Spojrzał przeszywająco na Hermionę i czuła że wkrada się do jej wspomnień, swobodnie pozwoliła płynąć myślą podrzucając obrazy jej życia w świecie mugolskim, lekcje, spotkania z przyjaciółmi, odegrana scenka z ojcem, że szlamy nie zagrzeją miejsca w jego szeregach, ale będzie na razie przydatna jako informator, lekcje, spacer na błoniach, Voldemort mówiący, że życzy sobie jej obecności co jakiś czas w weekendy w Riddle Manor, rozmowa z Draco i zakopanie toporu wojennego, wizyta u fryzjera, przytulający ją Harry, Bal Bożonarodzeniowy z Krumem, śniadanie w Wielkiej Sali. Kiedy skończył Hermiona czuła, że za chwilę dostanie migreny, utrzymanie barier wobec Mistrza Legilimencji to niełatwe zadanie. – Co masz mi do przekazania dziecko?

-Byłam na spotkaniu z Lordem Voldemortem. Poza tym, że pogodziłam się z Malfoy'em – spróbowała w swoim głosie okazać sarkazm – to niczego się nie dowiedziałam. Nie ufają mi, wiedzą, że przyjaźniłam się z Harrym, jednak twierdzą, że po przejściu do Slytherinu mogę nie mieć istotnych informacji. Wymagają ode mnie częstych wizyt w weekendy, chyba jako maskotka na spotkaniu towarzyskim po herbatce. Będę starała się czegoś dowiedzieć.

               Z miłego uśmiechu Dumbledore'a po zadaniu pytania nie został ślad. Spojrzał z zacięciem na Snape’a.

-Severusie?

-Panna Granger wszystko przekazała. Nie zostanie naznaczona jako Śmierciożerca. Nie zasługuje, tym bardziej, że pochodzi z rodziny mugoli. Jest z nizin społecznych w naszym świecie. Nie wiem czego się spodziewałeś dyrektorze? Że zostanie przyjęta z honorami?

-Spodziewałem się, że to ułatwisz! Wiesz jak istotne jest to abyśmy znali plany Voldemorta! Z każdym dniem atakuje kolejne wioski, umrą niewinni ludzie Severusie. – Dumbledore nie krył się już z wściekłością. – Liczę, że z kolejnymi spotkaniami, będzie tylko lepiej Panno Granger – spojrzał znad swoich okularów połówek – wie Pani jak odpowiedzialne mam zadanie i kto rozdaje zadania… Nie chciałbym podjąć złych decyzji.

               Czy on właśnie jej zagroził? Odważył się to zrobić? Pewnie myśli, że się przestraszy, że nadal jest zahukaną dziewczynką, która usłyszała wyzwisko „szlama”. Nie ona już była kobietą, świadomą pochodzenia, świadomą błędów jakie dyrektor popełnił, świadomą kto zniszczył jej rodzinę i zabił matkę pozbawiając ją szansy poznania, świadomą kto skazał ją na mugolski świat.

-Oczywiście dyrektorze, zrobię co w mojej mocy. Nie chcemy aby podjął Pan błędne decyzje. Czy mogę już wrócić do dormitorium? Jestem dość zmęczona.

-Oczywiście Panno Granger, zna Pani drogę. Severus i ja musimy jeszcze porozmawiać.

               Czym prędzej opuściła gabinet. Wiedziała, że musi wysłać Harry'emu sowę z informacją, że wróciła, bo pewnie odchodzi od zmysłów. Miała kierować się do sowiarni do swojej Rose, kiedy przypomniała sobie słowa Voldemorta, kiedy zarzuciła mu, że Snape wraca od niego w bardzo złej kondycji. Wiedziała, że Snape nie wypełnił swojego zadania, nie pomyślała o tym wcześniej. Nie mógł powiedzieć nikomu z Zakonu, ponieważ wiązała go przysięga. Musiał znosić wszystko. Decyzja była prosta, poczeka na niego pod gabinetem, musi wiedzieć że jest cały.

Stała pod drzwiami gabinetu Mistrza Eliksirów już od dobrych kilkunastu minut, kiedy dotarły ją odgłosy kroków i cichego pojękiwania. Kiedy ujrzała nauczyciela zszokowana otworzyła szerzej oczy. Postura wyprostowanego, emanującego siłą i dumą człowieka zniknęła. Snape szedł zgarbiony, lekko kulejąc. Jedną rękę miał wykrzywioną pod dziwnym kątem, drugą natomiast podtrzymywał się ściany. Zauważył ją dopiero kiedy chciał ściągać zabezpieczenia z gabinetu, z przerażeniem spojrzał prosto w jej oczy. Jego twarz była napuchnięta, a na policzku widniała pojedyncza głęboka rana – zapewne od klątwy tnącej.

-Co tu robisz durna dziewczyno! Nie chcę Cię tu widzieć! Wynocha! – Odkaszlnął kilka razy, a przy jego ustach pojawiła się krew. Musiał mieć zdarte gardło, bo zamiast krzyku wyszedł przytłumiony, zdarty szept. Patrzył na nią z czystą nienawiścią. Zabrała mu prawo do prywatności. Zabrała mu prawo do godności. Widziała go w chwili słabości, a to dla Snape’a była uwłaczające. Przestraszona uciekła.

               Jej duże kroki echem odbijały się w korytarzach ciemnego lochu. Zdyszana stanęła przed drzwiami wejścia do Domu Slytherina. Zdecydowała się poprosić Blaisa o możliwość użycia jego sowy do wysłania wiadomości do Harry'ego, po widoku Snape’a w tym stanie nie potrafiłaby chodzić dłużej niż to możliwe sama po szkole. Przekroczyła próg, pokój wspólny był pusty, szybkimi krokami ruszyła do dormitorium Zabiniego, już miała pukać kiedy przypomniała sobie, że ma pokój z Nottem, Crabbem i Goylem. Jej zaciśnięta pięść gotowa do pukania zatrzymała się w powietrzu. Spojrzała w lewo gdzie znajdowały się drzwi Malfoy'a… Na pewno też miał sowę… Kolejna szybka decyzja jednego dnia. Z wysoko podniesioną głową ruszyła w stronę dormitorium przystojnego blondyna. Nie wiedziała czego się spodziewać. Pogodzili się w Riddle Manor, czy tu będzie ją traktował jako koleżankę? Czy to był pokaz przez ojcami… Może chciał się wkupić w łaski jej ojca, może chciał aby Lucjusz był z niego dumny, że przyjaźni się z samą Hermioną Riddle. Nie myślała dłużej, była zmęczona i jak najszybciej chciała trafić do ciepłego łóżka. Głośno uderzyła trzy razy w drzwi. Usłyszała ciche przekleństwa.

-Czego o tej porze!? – wyszedł w samych bokserkach, wiecznie zaczesane włosy na żel, były jeszcze delikatnie wilgotne i opadały blondynowi lekko na oczy. Jego ciało było umięśnione. – O… Hermiona, martwiliśmy się.

-Taaak, właśnie, no widzę.. Ja chciałam… chciałam, no… pożyczyć sowę. – Nie mogła się skupić, utonęła w szarych źrenicach, wyglądał tak przystojnie, wcześniej nie zwracała na to uwagi, jednak to, co zobaczyła spodobało jej się. 

-Jasne, poczekaj chwilę. – uśmiechnął się delikatnie. – Wiesz wiedzieliśmy, że jesteś z Sevkiem więc po kilku godzinach czekania i w perspektywie jutrzejszych lekcji rozeszliśmy się do dormitorium, ale nałożyłem na Twój pokój zabezpieczenie – krzyczał ze środka, podszedł z powrotem do drzwi z sową na ramieniu – obudziłbym się gdybyś wróciła. – dodał z szerokim uśmiechem.

-Jesteś niemożliwy Malfoy, dziękuję za sowę, potrzebuję ją na bliską podróż więc zaraz do Ciebie wróci.

-Nazywa się Drucella.

-Drucella – zawołała wystawiając swoje ramię – sowa grzecznie podleciała. – Dzięki jeszcze raz, to idę do siebie. Dobranoc.

-Dobranoc Hermiono.

               Draco powoli zamykał drzwi.

-Zaczekaj! – Malfoy spojrzał na nią z niemym pytaniem znów stając w drzwiach opierając się o framugę. – Powinieneś częściej nosić tak włosy Draco. Dobranoc.

               Draco. Draco. Draco. Powiedziała jego imię, jak pięknie brzmiało w jej ustach… Odprowadził szybko uciekającą dziewczynę wzrokiem dopóki nie zamknęły się za nią drzwi. Pokiwał głową aby pozbyć się natrętnych myśli. Wiedział, że uciekła bo się delikatnie zarumieniła, wyglądała wtedy tak słodko. Zdecydowanie za często ją obserwował przez te lata… Wrócił do pokoju, otworzył okno aby Drucella mogła wrócić do pokoju i jeszcze długo nie mógł zasnąć. Zasnął z myślą o nieznośnej Pannie Riddle, teraz mógł o niej swobodnie myśleć. Jeden dzień zmienił wszystko. Draco. W głowie obijało się echo jego imienia wypowiedzianego jej głosem. Nie ma już nienawiści. Ale czy on czuł kiedykolwiek do tej dziewczyny nienawiść? Denerwowała go, uderzyła – na to wspomnienie delikatnie uśmiechnął się pod nosem. Złamała mu wtedy nos i ego. Ale nienawiść? Może ją sobie wmówił, aby nie czuć rozgoryczenia… Obserwował ją kiedy wiedział, że nikt tego nie zauważy, podczas posiłków szukał jej wzrokiem, podczas lekcji bezkarnie wpatrywał się w jej plecy i podniesioną rękę. Intrygowała go, ciekawiła, wzbudzała skrajne emocje. Jedynie jego najlepszy przyjaciel go rozgryzł choć uparcie wmawiał mu, że nie zaczepia trójki Gryfonów tylko po to aby usłyszeć jej głos, zobaczyć zarumienione policzki, patrzeć prosto w oczy. Ona uciekała wzrokiem. Tyle razy ją skrzywdził, czy będzie w stanie to zapomnieć, na pewno nie… Zawsze będzie w jej wspomnieniach to jak ją ranił, jak wymawiał najgorsze obelgi pod jej adresem. Zasnął, jednak spał dręczony koszmarami swoich grzechów wobec Hermiony.

               Hermiona zamknęła szybko zamknęła drzwi swojego dormitorium, nie wiedziała co ją podkusiło aby powiedzieć komplement Draco. Spojrzała na pięknego puchacza. Drucella. Dostojne imię, jak wszystko co dotyczyło blondyna. Nagle poczuła się bardzo zmęczona. Przytłoczona przeszłością. Spotkanie z ojcem – nadal czuła dziwne uczucie kiedy w ten sposób nazywała Voldemorta. Spotkanie z Dumblerodem. Widok cierpiącego Snape’a. Przytłoczona przyszłością. Musiała przekazać prawdę Harry’emu. Harry, jej najlepszy przyjaciel, jego całe życie to ciągły ból. Był tak zapatrzony w Syriusza, a okazało się, że był jednym z głównych współpracowników dyrektora Hogwartu. Jak miała mu przekazać prawdę? Skrzywdzony tak bardzo przez najbliższe osoby. Być może jej nie uwierzy, przecież jest córką jego odwiecznego wroga. Będzie musiała mu pokazać wspomnienia w myślodsiewni. Odwróci się od niej? Wciągnięty w bagno tego świata, bez świadomości, że wcale nie tak musiało wyglądać jego życie.

               Musiała się otrząsnąć, podeszła do biurka i wzięła mały skrawek pergaminu i zaczęła skrobać wiadomość do Harry’ego.

Harry, wróciłam, jestem cała. Wszystko jest dobrze, możesz być spokojny. Spotkajmy się jutro o 19 tam gdzie zawsze. Musimy porozmawiać.

Twoja Hermiona

               Wypuściła Drucellę i od razu skierowała swoje kroki do łazienki, aby przygotować się do spoczynku.

               Kolejny dzień przyszedł zbyt szybko. Hermiona otworzyła oczy, powieki same jej opadały, chciałaby się zakryć kołdrą, wtulić w poduszkę i dalej spać. Jednak dziewczyna była zbyt odpowiedzialna, choć problemy stanowiły nieodłączny element jej życia, egzaminy zbliżały się nieubłaganie, a ona musiała je zdać wybitnie, wagary tego nie ułatwią, a zaległości utrudnią. Po porannej toalecie, weszła do garderoby i osłupiała, była pełna, a na jej środku stał domowy skrzat ubrany w piękną delikatną białą sukienkę.

-Dzień dobry Panienko, przeprasza, że, ale nie wyrobiła się, tyle pracy, tyle pracy! Ja ukara się. – Ostatnie słowa powiedziała z płaczem robiąc wielkie łzy z dużych zielonych oczu. – Stokrotka, nie przeszkadza wróci potem.

-Dzień dobry… Stokrotko, zabraniam Ci się karać! Jesteś skrzatem z Riddle Manor? – zapytała Hermiona.

-Tak, Stokrotkę przysłano aby dbała o panienkę, ale nikt nie ma się dowiedzieć. Stokrotka jest ostrożna. – Skrzatka patrzyła na Hermionę z uwielbieniem.

-Dobrze, dokończ, ja wezmę ciuchy i ubiorę się łazience.

               Wyszykowała się szybko, zmieniła swoje przyzwyczajenia, zaczęła delikatnie się malować, a na włosy znalazła idealne zaklęcie już jakiś czas temu aby delikatnymi falami opadały jej na plecy. Usłyszała ciche pukanie do drzwi. Podeszła i je otworzyła, zaniemówiła.

-Dzień dobry Hermiono, porywam Cię na śniadanie – łobuzersko uśmiechał się do niej Draco. Draco, który nie miał zaczesanych włosów na żel tylko wymodelowane tak aby grzywka zawadiacko opadała mu na czoło i zahaczała delikatnie o oczy. Wyglądał obłędnie. – Ślicznie dziś wyglądasz. Postanowiłem wziąć sobie twoje słowa do serca, chociaż ładnemu we wszystkim ładnie to dziś Hogwart padnie u mych stóp. Zaniemówiłaś, czy mi się tylko wydaje? Cóż, wiem, że tak działam na kobiety, ale żeby na Ciebie? – Kolejny łobuzerski uśmiech, jak tu mieć normalne bicie serca?

-Cześć. Nie pozwalaj sobie, to, że masz czystą kartę nie zmienia tego, że zawsze może na nowo znów być brudna. Wyglądasz… Znośnie, chodź Malfoy jestem zmęczona i głodna, a to bardzo zła mieszanka u kobiet wiesz?

-Na Salazara Granger, jeszcze mi życie miłe, chodź już na to śniadanie. – Powiedział z udawanym przerażeniem i chwycił jej torbę.

-Znów chcesz robić za samarytanina? Potrafię nosić swoją torbę.

-Kobieto, jestem gentelmanem, dawaj i chodź. Głodny wilk to zły wilk, a to złe połączenie. – Wyszczerzył się w uśmiechu i powoli szedł w stronę Pokoju Wspólnego. Hermiona tylko delikatnie pokręciła głową i poszła za nim. Bawiły ją te krótkie sprzeczki.

               Lekcje mijały szybko, ale nauczyciele chyba prześcigali się w kategorii ilości zadań domowych. Czas spędzali na przyjacielskich sprzeczkach między Draco i Hermioną, stali się nierozłączni, a Zabini został wyeksmitowany z wspólnej ławki do Notta, aby oni mogli siedzieć razem. Pierwszy dzień w szkole po pojednaniu, marzenia jednak się spełniają, bezkarnie mogła korzystać z czasu z Draco. Hermiona choć na chwilę mogła oderwać się od przytłaczających myśli, jej spojrzenie często uciekało do Harry’ego. Widać było jego zmęczenie. Martwiła ją również jego seperacja, stał się samotny, przygaszony. Jego głowa była opuszczona, sylwetka przygarbiona. Ani razu na nią nie spojrzał. Malfoy chyba czuł jej zaniepokojenie i smutną minę bo jeszcze bardziej starał się ją zająć rozmową o kolejnych lekcjach. Była mu za to wdzięczna, szczególnie za danie czasu, nie próbowali z niej wyciągnąć informacji, cierpliwie czekali aż sama im opowie. Blaise i Draco byli inni niż Ron i Harry, bardziej taktowni i zachowawczy. Jednak chciała zdobyć nowych przyjaciół, osób, którym będzie mogła zaufać, wiedziała, że aby to się udało będzie musiała im opowiedzieć. Stwierdziła, że będzie najlepiej załatwić to jak najszybciej.

               Okazja nadarzyła się kiedy odrabiali lekcje. Czuła, że zaraz eksploduje jej mózg. Cieszyła się, że chłopcy woleli odrobić lekcje od razu, w końcu nie była osamotniona, choć zdziwiło ją to. Może robili to dla niej? Nie… Chociaż, może. Napisała zakończenie do swojego referatu na eliksiry, prześledziła tekst wzrokiem i zerknęła na ślizgonów. Pracowali w skupieniu, nie rozmawiali, nie rozpraszali jej ciągłymi pytaniami. Taki spokój przy lekcjach był jej potrzebny, choć zauważyła to teraz, gdy w końcu uzyskała tą sposobność. W Domu Lwa, każdy chciał ją o coś zapytać, ustawiały się kolejki, a ona nie mogła odmówić, w końcu była przyjacielska, nie mogła poddawać tego w wątpliwość. Miała być idealną przyjaciółką, szlachetną, odważną i koleżeńską. Teraz mogła być sobą. Żałowała, że była w Gryffindorze? Nie, zdobyła tam prawdziwego przyjaciela, jej Harry, reszta niestety nie zdała egzaminu. Przeżyła cudowne, niebezpieczne, ale cudowne przygody i prawdopodobnie nie raz uchroniła Harry’ego przed śmiercią.

-Hermiona wszystko dobrze? – Zapytał Draco, kiedy zauważył, że od jakiegoś czasu dziewczyna jest nieobecna. Pozwolił sobie przez chwile na nią patrzeć, pasował jej kolor zielony, podkreślał głębie jej oczu. Poluzowany krawat od mundurku i rozpięty guzik koszuli sprawiał, że jej wygląd był jeszcze bardziej pociągający. Nagle zauważył, że zbladła, wtedy postanowił się odezwać. Wiedział, że w miniony weekend przeżyła na pewno duży szok, ale razem z Blaisem woleli poczekać aż sama będzie chciała z nimi porozmawiać, nie chcieli jej przytłoczyć, a dać czas na zaufanie. W końcu kolegowali się od bardzo niedawna.

-Tak, Draco, chciałabym z Wami porozmawiać.

               Draco i Blaise szybko zostawili eseje, nad którymi pracowali i spojrzeli na nią z powagą, choć Blaise nie potrafił się opanować i cicho powiedział.

-Nareszcie, już myślałem że będziemy musieli odrobić dziś wszystkie prace, mózg mi prawie rozsadziło z przegrzania.

               Hermiona i Draco spojrzeli na jego zbolałą minę, potem na siebie i głośno się roześmiali. Czyli jednak robili to dla niej, poczuła ciepło na sercu.

-Poważnie, chcę z Wami porozmawiać.

-Mów. – odezwał się cicho Draco, chyba wiedział o czym chce porozmawiać.

-Dziś widzę się z Harry’m, jest moim przyjacielem i mam nadzieję, że wy nimi też zostaniecie, a skoro chcemy budować przyjaźń musicie wiedzieć, poznać mnie. Chodźcie do mnie do dormitorium.

               Szybko posprzątali zwoje i księgi i ruszyli do pokoju dziewczyny. Usiedli wygodnie przy stoliku. Hermiona opowiedziała im wszystko od początku, wiedziała, że nie będą potrzebować dowodów na jej słowa. Oboje w miarę kolejnych informacji patrzyli na nią ze współczuciem. Kiedy skończyła swoją historię, zaskoczyło ją to, że nie przerywali jej, byli dobrymi słuchaczami. Kolejny dziś raz była im wdzięczna, ponieważ nie wiedziała, czy się nie rozsypie, kiedy zburzą jej spokój. Potraktowała to również jako ćwiczenie przed rozmową z Harry’m, próba generalna. Draco patrzył w okno, Blaise w kominek, oboje przetwarzali słowa dziewczyny. Pierwszy odezwał się blondyn.

-Jak się czujesz?

-Nijak, ale cieszę się, że w końcu gdzieś pasuje. Nie pasowałam w domu rodzinnym, nie pasowałam w domu w szkole, nie pasowałam w świecie mugolskim. Świat mi runął jednak chcę go na nowo odbudować, bardzo mi dziś pomogliście obecnością i odwracaniem myśli z niewłaściwych torów. Z drugiej strony martwię się. Harry musi dowiedzieć się prawdy. Tą prawdę muszę przekazać mu ja. Moja historia jest w porównaniu do niego szczęśliwa. W jego domu rodzinnym u mugoli nie działo się dobrze. Został najbardziej skrzywdzony i nie ma nic. Teraz okaże się, że ojciec chrzestny był zły, był mordercą. Kochał go, był jego jedyną rodziną. Nie przeżył jeszcze żałoby, a teraz na jego barki zrzucę kolejny ciężar. Dyrektor, którego traktował jak ojca od początku szkoły okaże się tyranem i prawdziwym wrogiem, który zabił jego rodziców. Przyjaciółka okaże się córką jego dotychczasowego wroga. Boję się o niego i to mnie dobija.

-Co by nie mówić, ale Potter nie jest słaby. Da sobie radę. Co nie Smoku?– Blaise położył jej rękę na ramię i mocniej ścisnął jakby chciał dodać jej sił.

-Diabeł ma rację. Przeżył więcej niż inni ludzie, ale poradzi sobie. Będzie miał cel. – Draco położył jej rękę na drugim ramieniu i również mocniej ścisnął, dodając otuchy.

-Dziękuję Wam – Hermiona złapała ich za ręce i delikatnie się uśmiechnęła – dobrze nie być samą. Poczekacie aż wrócę? Nie chce być wtedy sama.

-Jasne, ja zajmuję łóżko! – Blaise szybko podszedł do jej wielkiego łoża i się rozłożył. – Hermiona to niesprawiedliwe! Masz za wygodne łóżko, jakbyś potrzebowała częściej towarzystwa w nocy to jestem dyspozycyjny zawsze – mrugnął do niej szelmowsko.

-Zabini! – Draco patrzył na niego z furią w oczach. Wzrok przeniósł na Hermionę. – Przepraszam, on jak zwykle nie ma instynktu, czekamy tu na Ciebie.

               Hermiona szła korytarzami Hogwartu na 7 piętro do Pokoju Życzeń, ściany wydawały jej się ciemniejsze niż zwykle, obrazy wydawały się przerażające, schody wysokie i męczące. Przytłaczało ją to co nadchodzi. Skrzywdzi przyjaciela, skrzywdzi go szczerością i prawdą. Kroki odbijały się echem pośród ścian, kiedy weszła w końcu na piętro gdzie miała się odbyć rozmowa, nagle poczuła, że ktoś łapie ją w objęcia. Od razu wiedziała, silne ramiona, piski wzrost, ostry zapach perfum męskich. Harry. Ukrywał się pod peleryną. Delikatnie go odsynęła i ruszyła w stronę Pokoju Życzeń, wiedziała, że Harry jest tuż obok niej. Weszli do środka, a pokój zgodnie z tradycją zamienił się znów Pokój Wspólny Gryfonów.

-Hermiono tak się martwiłem, nic Ci nie jest! Nie mogłem spać. Miałem okropne koszmary, że jesteś torturowana, nie wiedziałem czy to Voldemort znów wdarł się w mój umysł czy to tylko koszmarne sny wywołane przez niepokój o Ciebie! – Harry mówił szybko, jakby strzelał z karabinu. Chciał oczyścić swój umysł. – Byłem kilka razy u Dyrektora, ale nic nie chciał mi powiedzieć!

-Harry spokojnie, nic mi nie jest, widzisz jestem cała – uniosła ręce do góry i obróciła się wokół własnej osi. – Jednak musimy porozmawiać. Opowiedz mi o swoich snach.

               Usiedli wygodnie na kanapie blisko siebie.

-Wyglądały tak jak zawsze, ale z nich nie mogłem się obudzić. Podobno krzyczałem, jęczałem, ale nikt nie mógł mnie dobudzić. Neville mówił, że pierwszy raz był tak przestraszony.

               Dziwne. Wiedziała co mogło spowodować takie sny, nie oklumencja, czary lub eliksir…

-Kiedy chodziłeś do dyrektora, dostawałeś coś do picia? – Zapytała delikatnie Hermiona.

-Tak piliśmy herbatę. Ale ja jestem nieważny, opowiedz, dowiedziałaś się czegoś ważnego? – Był tak różny od jej nowych znajomych, niecierpliwy, a ona nie chciała rozpoczynać tej rozmowy tak szybko. Chciała się nim chociaż chwilę nacieszyć. Przytuliła się do niego. Bała się, że się od niej odwróci. Nic już nie miało być tak jak było.

-Tak Harry dowiedziałam się. Jednak… Nie chcę Ci tego opowiadać, wolę pokazać. – Pomyślała o myślodsiewni, a Pokój natychmiast spełnił jej życzenie. Swoją różdżkę przyłożyła do skroni i skupiła się na wspomnieniach, które chciała oddzielić. Czas naprawdę.

               Do myślodsiewni weszli razem. Widziała zaskoczenie gdy Harry zobaczył Voldemorta w ludzkiej postaci, jego rozpacz, zawód, łzy. Każde kolejne słowa powodowały u niego grymas bólu. Kiedy dowiedział się prawdy o rodzinie Wesley, o Syriuszu krzyknął tak mocno, tak rozpaczliwie, że Hermionie rozrywało serce i płakała razem z nim. Jednak znała swojego przyjaciela. Musiał to zrobić sam, nie mogła go teraz przytulić. Mogła pocieszać go jedynie tym, że jest obok, że nie jest sam, że zawsze z nim będzie, że zawsze będzie miał w niej wsparcie. Kiedy wrócili po projekcji do Pokoju Życzeń, Harry nadal klęczał i płakał. Pół godziny rozpaczy, aż w końcu spojrzał na nią, jego oczy były opuchnięte, bez życia, bez miłości. Przestraszyła się.

-Moje życie… Życie? To show, w którym brałem udział, w którym byłem pionkiem było farsą. Było jebaną farsą. To, wszystko, co się wydarzyło, w co ja wierzyłem, moje ideały, moje wzorce, są niczym. Ja jestem nikim i nic już nie mam. – mówił, a jego głos był słaby.

-Harry, nie jesteś nikim, jesteś przyjacielem, jesteś szczerym i oddanym człowiekiem. Jesteś potrzebny mi, Zakonowi. Odbudujemy nasz świat. Choć teraz wydaje Ci się, że to koniec to wcale tak nie jest. – Czy istniały tu słowa, które potrafiłyby pocieszyć?

-Wyjdź Hermiono chcę zostać sam, musze to poukładać sobie w głowie.

-Nie zostawię Cię samego, nie powinieneś być teraz sam.

-Wyjdź proszę. Nie mam sił aby Cię przekonywać, potrzebuję tego, proszę. – Spojrzał na nią błagalnym wzrokiem. Patrzyli sobie głęboko w oczy, aż Hermiona odpuściła, opuściła głowę delikatnie kiwając, podeszła do niego i mocno przytuliła.

-Spotkajmy się tu jutro po lekcjach.

-Będę.

-Wszystko się ułoży Harry. – Powiedziała na odchodne i ruszyła do lochów.

               Wróciła do pokoju gdzie mieli czekać na nią chłopcy, uśmiechnęła się smutno, kiedy zauważyła, że oboje leżą na jej łóżku i delikatnie pochrapują. Po cichu weszła do łazienki i wzięła szybki prysznic. Kierdy wróciła do pokoju, Draco siedział na fotelu i popijał kakao, zauważyła jeden dodatkowy kubek.

-To dla Ciebie. Jak poszło?

-Źle, wyrzucił mnie z pokoju, ale zazwyczaj takie sprawy przeżywa w samotności, tak samo było kiedy umarł Syriusz. W weekend miał koszmary wywołane eliksirem. Chyba po to aby łatwiej nim manipulować. Już nie miałam serca mu tego mówić. – Chwilę się zastanowiła nad kolejnymi słowami czy powinna mu powiedzieć. – Draco, ciesze się, że znacie oklumencję, nie dałabym rady sama. – Chłopak nie skomentował tych słów, odpowiedział tylko uśmiechem, który nie dotarł jednak do jego oczu, nie było w nich iskierek radości, które widziała tak często dzisiejszego dnia. - Dziękuję za kakao. Chyba dziś nie mam miejsca do spania. – Kiwnęła wgłową w stronę Blaisa, który spał jak zabity i chrapał coraz głośniej.

-Jak wypijesz, pójdziesz do mojego pokoju, ja prześpię się u Ciebie na kanapie. – Uśmiechnął się do dziewczyny.

-Draco Malfoy na kanapie? Czy Twoje ego na to pozwala?

-Ego nie, zdrowie nie, ale maniery mi nakazują, więc szybciutko pij, bo musze się wyspać.

               Siedzieli w milczeniu, każde pogrążone we własnych myślach. Kiedy dopili kakao, pożegnali się i oboje poszli spać.

               W tym samym czasie w Pokoju Życzeń Harry Potter siedział opierając się plecami o ścianę. Jego myśli przewijały się wokół obrazu Toma Riddle’a i Hermiony. Chciał prawdy, ma ją. Syriusz – zły. Dumbledore – zły. Molly i Artur Wesley – źli. Moody – zły. Każdą z tych osób traktował jak rodzinę. Każda z tych osób była dla niego ważna i każdej ufał bezgranicznie. Kochał ich. Jego całe życie było bajką. Bańką mydlaną, która pękła. Nie miał już wzorów do naśladowania. Nie miał rodziny. Osoba, która była mu najbliższa – dyrektor – zabiła jego rodziców. Był sierotą. Został umieszczony u Dursley’ów, cierpiał męki z rąk wujka oraz kuzyna. Spał w komórce, w całkowitych ciemnościach. Był głodzony. Zamykany. Wykorzystywany w kolejnych domowych obowiązkach. Wróg stał się sojusznikiem, ojcem jego przyjaciółki. Przyjaciele stali się wrogami. Miał tylko Hermionę. Hermiona Riddle. Przypomniał sobie jak się poznali, jak rozwijała się ich przyjaźń. Teraz zostali rozdzieleni. Został sam. Sam. Sam. Sam – to słowo odbijało się echem w jego głowie. Od początku szkoły był przygotowywany do walki, do roli Wybawcy. Okazało się to zręczną manipulacją. W jednej ręce trzymał pelerynę niewidkę w drugiej mapę Huncwotów. Rozwinął pergamin. Oglądał kolejne strony widząc nieruchome kropki swoich znajomych z domu.

Jego wróg przechadzał się w swoim gabinecie. Często to robił. Czy to wtedy wymyślał kolejne manipulacje, kolejne kłamstwa? Władza. Czym jest władza w obliczu cierpienia, smutku i bólu. Niczym. Tak wiele razy rozmawiali, że zło nie śpi, że zło wróci, że zło powoli się skrada. Zło było tak blisko i nikt tego by nie zauważył, gdyby nie Hermiona. Świat został wywrócony do góry nogami. Harry zaczął się histerycznie śmiać. Przestał, a wtedy po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.

-Przepraszam Hermiono, nie dam rady. – Powiedział w powietrze.

               Wypuścił mapę z ręki, pelerynę rzucił jak najdalej od siebie, a do ręki wziął różdżkę. Obracał ją w palcach przyglądając się jej z zastanowieniem. Jego wzrok spoczął na myślodsiewni, zaczął opróżniać swoją głowe z wspomnień, radosnych wspomnień, wspomnień, które ukształtowały go jako człowieka jakim obecnie był.

               Pierwsze wspomnienie przedstawiało Złotą Trójce Hogwartu kiedy walczyli z górskim trollem w damskiej toalecie. Kolejne ratunek Syriusza Z Hermioną za pomocą zmieniacza czasu, długie wieczory spędzane na grze w szachy z Ronem, wakacje spędzane u Wesley’ów, pierwsze zakupy na Pokątnej, przydział do domów na pierwszym roku, lekcje z Remusem Lupinem, zabicie bazyliszka, uwolnienie Zgredka… Każde kolejne łamało mu serce. Tak wiele się zmieniło, Ron i Ginny oszaleli z nienawiści do Hermiony, jakby nigdy jej nie znali. Wychowankowie Domu Lwa bali się jego najlepszej przyjaciółki i omijali ją jak tylko mogli, a po kątach szeptali wyzwiska. Spotkania Zakonu, słowa zdrajczyni, oszustka. Tym teraz była dla wszystkich dobra i oddana Hermiona, która każdemu zawsze pomagała nie patrząc na własne zmęczenie i znój.

               Nie mógł dalej patrzeć na te obrazy. Gorycz. To wypełniło jego głowę i ciało. Wielka gula utknęła w jego gardle. Porównał swoje życie do domu z kart – układane misternie i ostrożnie, ale gdy za mocno się dotknie to runie do ostatniej karty. Jego właśnie tak runęło i nie dało się go odbudować. Już było za późno. Nie widział sensu. Jego przeznaczenie okazało się kłamstwem.

               Wrócił na swoje miejsce przy ścianie. Cały czas trzymał swoją różdżkę. Wiedział, że już czas, stracił dużo godzin na wspomnienia. Sny już się nie spełnią, a marzenia odpłynęły daleko, tak, że już nie wrócą. Różdżka przejechała po jego lewym nadgarstku, nie czuł bólu. Poczuł jak troski odchodzą. Przełożył różdżkę do lewej ręki, a ona powtórzyła ruch na prawym nadgarstku. Pierwszy moment zabolał, lekko syknął. Ból jednak odszedł. Przymknął oczy.

Najpierw krew leciała powoli. Z palców skapywały mu pojedyncze krople. Każda kropla miał wrażenie, że odbijała się echem w całym Pokoju Życzeń. Jego oczy miały już się nie otworzyć. Nigdy miały nie ujrzeć światła. Z ust nigdy nie miały już wyjść żadne słowa. Uszy nigdy nie miały usłyszeć. Tak było lepiej. Najlepiej. Biedny Harry Potter. Żałowany przez wszystkich, miał zapaść w sen wieczny. Wybraniec, który miał umrzeć z rąk Voldemorta, umrze z własnych. Zachciało mu się śmiać. Ciekawe jak bardzo pokrzyżuje plany Dumbledore’a.

Tracił siły, z ręki wypała mu ręka, chciał otworzyć oczy, już nie mógł. Świadomość odchodziła. Przed oczami stanęła mu Hermiona, uśmiechnięta, pełna życia. Wiedział, że da sobie radę. Byłby tylko dla niej ciężarem, zawsze był, narażał na niebezpieczeństwo. Wiedział też, że nie zostanie sama. Malfoy, kolejna osoba, której by nie podejrzewał o dbanie o dawnego wroga. Opiekował się Hermioną. Rozśmieszał ją. Patrzył na nią rozmarzonym wzrokiem, choć w pierwszej chwili poczuł złość, to w kolejnej wiedział, że nigdy nie był dobrym przyjacielem. Wiecznie z Ronem zajmowali się miotłami, zabawami, a ona pomagała im w zadaniach. Nigdy nie chodzili z nią do biblioteki, musiała być samotna. Nie potrafili się dla niej poświęcić. Teraz będzie jej lepiej, Ślizgoni nie odstępowali jej na krok. Musiało tak zostać, w końcu to Hermiona Riddle. Poradzi sobie, a jeden ciężar zostanie zdjęty z jej barków. Harry zawsze był ciężarem, tak siebie postrzegał. Biedny, któremu trzeba współczuć, którego trzeba brać na wakacje, którym trzeba się zajmować, współczuć i opiekować się.

Nie wiedział, czy już nie słyszy, czy jego uszy przestały słyszeć. Oczy miał zamknięte jednak przed sobą widział delikatne światełko, chciał go dosięgnąć, zdawało się być światełkiem nadziei. Nie mógł, nie miał siły podnieść ręki. Nie było dla niego nadziei. Światełko się zwiększało, jakby chciało mu dać szanse aby go dosięgnąć. Rozbłysło milionem barw i to było ostatnie świadome doznanie Harry’ego Pottera. Świat stanął w miejscu, a czas przestał mieć znaczenie. Otchłań mroku zaległa w Pokoju Życzeń. Młody chłopiec skrzywdzony przez najbliższych… Harry Potter, Chłopiec-Który-Przeżył... Odszedł do światła i nie miał wrócić.

 

 

Rozdział smutny, od początku tej historii wiedziałam, że ten rozdział nadejdzie… Zastanawiało mnie zawsze jak Harry dawał sobie radę z tak dużym cierpieniem. W tym opowiadaniu wszystko odwróciło się o 180 stopni. Mam nadzieję, że udało mi się oddać emocje, które ja czułam kiedy pisałam.

Komentarze