ROZDZIAŁ X - ŻYCIE W OSZUSTWIE

 

ROZDZIAŁ 10


ŻYCIE W OSZUSTWIE

 

               Hermiona obudziła się, to wszystko był tylko zły sen? Zaraz otworzy oczy i będzie w swoim dormitorium? Delikatnie otworzyła oczy. Nad głową miała ogromny czarny baldachim, leżała w ogromnym królewskim pokoju. Utrzymany był jakby inaczej w czerni, zieleni i srebrze. Przepych, wygoda i przytulność. Idealne pomieszczenie dla księżniczki. Delikatnie wstała. Podeszła do okna, w oddali widziała wybrzeże, ogród tak jak wczoraj już zauważyła to labirynt róż. Obróciła się delikatnie, postanowiła pozwiedzać. Biurko, toaletka pełna najlepszych perfum i kosmetyków. Zauważyła dwie pary drzwi, jedne prowadziły do garderoby – była ona identyczna jak ta jej w dormitorium Prefekt Naczelnej Hogwartu, drugie do łazienki. Na środku ustawiona została biała ogromna wanna. Gdyby wiedziała czy może już napuszczałaby wody i nalewałaby drogie olejki różane, które znalazła w szafce umywalki aby się odprężyć. W głowie cały czas odbijały się jej słowa Voldemorta „Córko”, może się przesłyszała? Może kłamał. Ochlapała twarz zimną wodą i spojrzała w lustro. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jej oczy były tak bardzo podobne do jego, jej włosy były lokowane, brązowe tak jak jego. Ale to nie mogła być prawda. Jest mugolaczką. Jej rodzicami są dentyści… Wróciła do pokoju, gwałtownie spojrzała na drzwi, które właśnie się otworzyły z głośnym skrzypieniem.

-Obudziłaś się. Zostało nam mało czasu, a chyba musimy porozmawiać? – Voldemort spojrzał na nią przenikliwie. – Zapewne dziwi Cię mój wygląd? Potter widział mnie po powrocie, musisz jednak wiedzieć, że to mój prawdziwy wygląd, musiałem wziąć eliksir, który przywrócił moje prawdziwe ja oraz wspomnienia.

               Gdyby nie jej wrodzona ciekawość na pewno nie potrafiłaby wykrztusić ani słowa, jednak było tak wiele pytań. Jak na razie nic jej nie zrobił, więc byłaby głupia gdyby tego nie wykorzystała.

-Wspomnienia? Jak wróciłeś?

-Usiądź, to będzie raczej długa historia. Nie przerywaj mi, po mojej opowieści będziesz mogła zadać każde pytanie. Dobrze?

-Tak. – Hermiona odpowiedziała zdawkowo, zbyt zszokowana miłym Voldemortem. Czy on właśnie dał jej wybór? Usiadła wygodnie na łóżku, a Riddle przesunął fotel bliżej i również usiadł. Spojrzał prosto w czekoladowe oczy dziewczyny i zaczął.

-Historia, którą Ci opowiem, jest tak skomplikowana i nieprawdopodobna, że nie wiem od czego zacząć, jest tyle spraw do wyjaśnienia…

-Może od początku. – Hermiona zaczęła się niecierpliwić. Po cholerę chciał jej coś opowiadać, a teraz mówi, że nie wiem od czego zacząć.

-Prosiłem… - Złapał swój nos w dwa palce jakby nagle rozbolała go głowa. – Jesteś tak podobna do Noemi, ta sama niecierpliwość, ta sama potrzeba wiedzy i zdolność – dziewczyna w jego głosie wyłapała melancholię, ale nie chciała się narażać kolejnym pytaniem więc cierpliwie czekała. – Noemi to Twoja matka, moja ukochana żona, którą straciliśmy 15 lat temu, chwilę po Twoich narodzinach. Zacznijmy od początku. Jako nastolatek, będąc w Twoim wieku popełniłem wiele błędów, o niektórych na pewno wiesz, tak jak otworzenie Komnaty Tajemnic i zabicie Jęczącej Marty. Przypadkowo stworzyłem wtedy przypadkowo horkruksa, którego chciałem odzyskać kiedy razem ze swoimi przyjaciółmi byłaś na drugim roku. Do tego jeszcze wrócimy. W latach mojej młodości nauczycielem transmutacji był… - Nie dane mu było dokończyć.

-Albus Dumbledore, wiem, Harry opowiadał, że widział wspomnienie, w którym wrobiłeś Hagrida. – Nie wytrzymała.

-Tak. To mój kolejny błąd, jednak aby uchronić się przed powrotem do sierocińca, byłem gotów na poświęcenie Hagrida. Nie jestem z tego dumny, jednak gdyby Albus chciał na pewno by uchronił Hagrida, ale on chciał mieć oddanego pazia na swoje usługi. Musisz wiedzieć że jako szesnastolatek, byłem samowystarczalny, ale jednak jeszcze wtedy podatny na wpływ innych osób. Dumbledore to idealny przykład manipulatora. Zaprosił mnie pewnego wieczoru do swojego gabinetu. Widział we mnie tą moc, chęć poszerzania swojej wiedzy. On sam miał za cel odnalezienie Insygniów Śmierci, domyślam się, że znasz bajkę o Trójce Braci, którzy oszukali Śmierć?

-Tak, znam tą baśń, ale właśnie! To baśń.

-W każdej baśni jest ziarno prawdy. A ja w to ziarno uwierzyłem i bardzo pożądałem tych przedmiotów. Dumbledore posiadał czarną różdżkę. Chciał osiągnąć władzę, a ja miałem być jego wspólnikiem jak wcześniej Grindenwald. Musisz wiedzieć, że Grindenwald wcale nie był tym złym, on starał się powstrzymać Albusa, ponieważ ten oszalał na punkcie zgładzenia mugoli, którzy skrzywdzili jego siostrę Arianę. Dziewczyna była charłakiem, ale od czasu do czasu przejawiała pewne nikłe zdolności magiczne. Mugole ją zabili. Wywołało to w nim pokłady nienawiści, których nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. Chciał zostać Panem Śmierci. Nawet dla mnie to było za dużo. Kiedy skończyłem szkołę, starałem się odciąć od Dumbledore’a, ale nie można tak po prostu się od niego odwrócić. Oddałem mu Kamień Wskrzeszenia w zamian za wolność. On jednak nie wybacza. Żyje w swoim świecie nienawiści i karmi się cierpieniem. Odszedłem, we Francji poznałem Twoją matkę. Zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Masz po niej charakter i jesteś do niej taka podobna, bałem się jak zareaguje kiedy Cię zobaczę. Tak długo czekałem na tą chwilę. – Chwila pauzy i głębokie oddychanie mężczyzny, pozwoliła wtrącić się Hermionie.

-Dobra, dobra. To wszystko pięknie brzmi, wiem, że z Dumbledore'm coś jest nie tak, ale nie sądzisz chyba, że opowiesz mi tu ckliwą historyjkę, a ja we wszystko uwierzę? – Zaśmiała się nerwowo, ale była z siebie dumna, że jej głos nie zadrżał. – Skoro tak kochałeś niby moją matkę, skoro twierdzisz że jesteś moim ojcem to jak wyjaśnisz mój pobyt u mugoli?! Jak wyjaśnisz swoją nienawiść, tortury?! Wiesz, że widziałam Snape’a po spotkaniach „na herbatkę” u Ciebie?! – Zdenerwowana wykrzyczała swoje pytania i szybko podeszła do okna aby się uspokoić widokiem wybrzeża. Plaży. Róż. Błękitnego nieba. Czuła, że to co mówi to prawda, ale zamiast klarowania sytuacji, to wszystko wydawało się jeszcze bardziej skomplikowane i zamieszane.

-Tak jak mówiłem, to nie łatwe, rozumiem Twoje wzburzenie, ale nie skończyłem. Wytrzymaj jeszcze chwilę. – Nabrał powietrze i kontynuował. – Po roku wróciliśmy razem do Anglii, już jako małżeństwo, a Noemi była w ciąży. Byliśmy szczęśliwi. Do powrotu przekonało nas odziedziczenie majątku po Gautach, mojej rodzinie. Zamieszkaliśmy w tym zamku, choć był on w ruinie, Twoja matka zakochała się w widokach i różach. Tylko to mi po niej teraz zostało… Urodziłaś się Ty. Byłem najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Byłaś moim oczkiem w głowie. Kiedy skończyłaś dziewięć miesięcy, to było ostatniego lipca, w naszych progach zjawił się Albus Dumbledore. Potrzebował mojej pomocy. Noemi, która znała moją historię i wybaczyła mi, kazała mu się wynosić, zawsze była porywcza. Do teraz nie mogę wybaczyć sobie, że nie chroniłem naszego miejsca potężniejszymi zaklęciami, ale nie domyślałem się, że coś nam grozi. Patrzyłem w oczy Twojej matki kiedy jej wzrok stawał się pusty, a ona upadała. Nie zdążyłem jej obronić, szybko wyciągnąłem swoją różdżkę i zaczęliśmy walczyć. Tylko, że Dumbledore już wtedy miał czarną, niezwyciężoną różdżkę. Udało mi się odwrócić jego uwagę wyczarowaną mgłą i wysłałem Patronusa do naszego przyjaciela, Jamesa Pottera, aby Cię ukrył. Walka trwała jeszcze kilka minut, choć dla mnie wydawało się to wiekami w dziejach ziemi. Obudziłem się w zdemolowanym salonie, Dumbledore zostawił mnie na pewną śmierć, ale nie przewidział, że jako dziedzic Slytherina i posiadacz horkruksa, nie tak łatwo było mnie zabić klątwą tnącą. Uleczyłem się i podbiegłem do ciała Twojej matki. Płakałem, błagałem aby się obudziła, jednak tylko patrzyła na mnie swoimi błękitnymi, pustymi oczyma. Mój świat się zawalił, jednak wiedziałem, że mam Ciebie i musze Cię chronić. Czym prędzej teleportowałem się do Doliny Godryka, do Potterów. Przybyłem za późno, Jamesa spotkałem leżącego na progu domu, a z góry dochodziły do mnie dźwięki walki. Pobiegłem schodami w górę. Lily dzielnie broniła się przed Albusem, a ja podszedłem bliżej aby go zaskoczyć atakiem z tyłu. – Znów zrobił chwilę przerwy, po jego policzku toczyła się pojedyncza łza. – Albus jednak nie dał się zaskoczyć, jego różdżka sama zareagowała, jakby to ona prowadziła czarodzieja, nie czarodziej ją. Powoli przesuwałem się aby stanąć blisko kołyski w której był mały Harry. Albus musiał ich zaskoczyć, że walka odbywała się w pokoju małego. Na cały teren nałożył bariery antyteleportacyjne. Nie było drogi ucieczki. Lily zdążyła tylko przekazać mi drogą legilimencji, że James podrzucił Cię mugolom, była pewność, że tak blisko nie będzie Cię szukał. W moją stronę podążyła klątwa uśmiercająca i już wiedziałem, że nie zdążę jej uniknąć, jednak obroniła mnie Lily. Wskoczyła przede mnie, a ja tylko mogłem patrzeć, po raz kolejny nic nie mogłem zrobić.

               Hermionie po policzkach leciały łzy. Dlaczego Dumbledore tak bardzo zniszczył jej życie. Wierzyła, po co miałby kłamać. Starała się przetworzyć te informacje, ale tylko mogła wyobrazić sobie te wydarzenia. Niedawno umarł Syriusz, teraz historia jej życia to kolejny cios… Wsłuchiwała się w dalszą opowieść.

-Podtrzymałem Lily aby nie upadła, to był odruch, Albus wykorzystał ten moment aby zabić Harry'ego. Po raz kolejny nie docenił mojej wiedzy oraz umiejętności. W spadku Gauntów było tysiące ksiąg i z Twoją matką wieczory spędzaliśmy na czytaniu i wymienianiu uwag. Jest pewne starożytne zaklęcie, które poświęcone życie, tak jak to zrobiła Lily można przekuć w tarczę przeciwko zaklęciom niewybaczalnym. Ochroniłem Harry'ego, jednak nie przewidziałem tego, że sam przypłacę to życiem, a mój kawałek duszy zakorzeni się w Harry'm, tak to mój jedyny horkruks na tą chwilę. Dla Albusa to była idealna okazja. Lord Voldemort – od tego momentu to imię zaczęło budzić strach. Każdy bał się je wypowiedzieć. Zmodyfikował pamięć Trelawney, która powiedziała przepowiednię którą usłyszał Snape. Uwierzył, tak jak każdy inny czarodziej w Anglii i na świecie. Historia Chłopca-Który-Przeżył, szansa dla czarodziejskiego świata. Chłopiec manipulowany, znający półprawdy, przygotowany tylko do roli ulubieńca czarodziejów. A wstrętny dziadyga, miał pewność, że panuje nad sytuacją. Ja tymczasem uparcie próbowałem wrócić – najpierw zdobyć kamień filozoficzny – Potter specjalnie dostał pelerynę niewidkę, którą Albus wykradł z domu Potterów, aby jeszcze bardziej zakorzenić historię Wybrańca. W Komnacie Tajemnic próbowałem użyć horkruksa aby wrócić, wykorzystując Ginewrę Wesley, Potter, który wierzył w każde słowo Dyrektora czuł się odpowiedzialny do działania i pokrzyżował moje plany. Musisz wiedzieć, że byłem zdesperowany, poznałem Cię od razu na pierwszym roku, musiałem patrzyć na swoją córkę, wyzywaną przez ślizgonów, narażającą się aby pomóc kolegom, odrzuconą przez swoją wiedzę i dążenie do perfekcji. Z pomocą przybył Glizdogon i już wiedziałem, że muszę w jakiś sposób dostać się do Pottera, a Turniej Trójmagiczny był idealnym wyjściem. Odnowiłem swoje przyjaźnie, jak ich teraz nazywacie Śmierciożercy… Potrzebowałem Pottera, jego krwi, aby wrócić. Nie chciałem go zabijać, to syn moich przyjaciół, osób, które poświęciły dla mnie swoje życie. Pierwotnie to Glizdogon miał oddać swoje życie, jednak nie przewidziałem tego jak bardzo boi się śmierci… Potem dołączyli moi przyjaciele, a Potter zaczął walkę, nie czekał na żadne wyjaśnienie. Następnie złapał świstoklik i zniknął. Byłem zły, zły na wszystkich, że nikt nie pomógł, nikt mnie nie szukał choć dawałem wyraźne znaki. Nawet Lucjusz Malfoy, najbliższa mi osoba… Herbatki jak nazywasz, odbywają się, jednak wolę nazwę spotkania strategiczne. Omawiamy jakie działa podjąć, które wioski należy ochronić. Snape, żeby być naszym informatorem musiał złożyć Przysięgę Wieczystą dyrektorowi, bo on musisz wiedzieć lubi się chronić. Niektóre informacje spływają do nas za późno. Snape wielokrotnie nie zdradza wszystkiego Dumbledorowi i ponosi tego konsekwencje, starzec go torturuje. Cały czas szukam sposobu aby mógł zerwać przysięgę i Merlin mi świadkiem, że znajdę.

-Wytłumacz mi w takim razie, chronić wioski? Przecież to wyje atakujecie a Dumbledore zwołuje Zakon!

-Wiedziałem, że padnie to pytanie. Dumbledore wraz z Arturem Wesley, Molly Wesley oraz Moodym, jego prawe ręce atakują wioskę. Uprzedzając pytania – widział, że już otwiera buzię aby bronić swoją przybraną rodzinę – robią to dobrowolnie, są przesiąknięci ideologią Dumbledora. Rodzina Wesley wiecznie biedna i pomijana, Moody łaknący walk i adrenaliny. Każdy ma swój powód. Potem docierają Rycerze Noemi, nie Śmierciożercy… Zakon przybywa chwilę po nas. Walczymy z Zakonem, nie aby zabijać mugoli. Bronimy ich, choć często obrywają rykoszetem… Ideologia krwi nadal jest dla nas ważna. Mugole zabierają nam swobodę, mugolaki zabierają miejsca pracy, najczęściej właśnie przez mugolaków rodzą się charłaki lub dzieci, które nie zapanują nad magią, tak jak ma to miejsce w przypadku Longbottoma. Są niebezpieczni. Choć ich potępiamy nie krzywdzimy. Przynajmniej w sensie fizycznym. Wiem jak wiele wycierpiałaś, ale rody czystej krwi mają swoje wymagania wobec postępowania, zachowania. Arystokracja rządzi się swoimi prawami. Koniec mojego monologu, czy masz jakieś pytania?

-Tak, skoro tak pięknie opowiadasz, dlaczego Syriusz zginął z rąk szalonej Bellatrix?

-Departament tajemnic, pamiętasz głos pocieszenia? Chciałem Cię wesprzeć, ale to było niemożliwe. Patrzyłem jak Twoje serce pęka. Wiele z moich przyjaciół zostało umieszczone w Azkabanie za niewinność. Bellatrix za tortury na Longbottomach, choć została wrobiona. Wiesz jakie Dumbledore ma zasięgi, przewodniczący Wizengamotu, to nie było dla niego problemem, a oni tylko próbowali przekazać społeczeństwu prawdę. Tak samo atak dementorów na Harry'ego w wakacje był ukartowany. Hagrid – półolbrzym zapewnia wsparcie akromantuli, olbrzymów… Syriusz był moim przyjacielem jednak zdziczał w Azkabanie i chociaż spotkałem się z  nim, opowiedział się za stroną Dumbledore’a twierdząc, że chcę skrzywdzić młodego Pottera. Stał się najgorszym oprawcą mugoli, choć wszyscy w Zakonie myśleli, że się ukrywa używał eliksiru wielosokowego i przybywał jako jeden z aurorów. Wierz mi, jego okrucieństwa nie da się opisać w słowach. Żałuję, jednak jeżeli ten świat ma wyglądać kiedyś normalnie musimy eliminować punkty zapalne. Bellatrix miała swoją szansę i ją wykorzystała.

-To wszystko… Nie wiem co mam myśleć, czy Ci wierzyć. Nie chcę Ci wierzyć z drugiej strony wykorzystałam Legilimencję na Dyrektorze, kiedy sam przeglądał mój umysł. Widziałam, jak zabijał mugoli… Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale ja czystej krwi? To nie ma sensu, dlaczego dopiero teraz. – Nie ukrywała się już z płaczem, to wszystko ją przytłoczyło. Syriusz, jej Syriusz zły? Przecież tak dbał o Harrego… Ale Riddle skrzywdził Harry'ego, nikt nie wiedział, że był horkruksem… Miała rodzinę. Czystokrwistą rodzinę, co z jej dotychczasową?

-Nigdy więcej nie ryzykuj Hermiono, Dumbledore jest niebezpieczny i nie wolno Ci się narażać.

-Narażam się od 12 roku życia. On nic mi nie zrobi, potrafię oklumencję. Co teraz?

-Nie wiem. Wiem, że Dyrektor nie może się dowiedzieć kim jesteś. Nie możemy zmienić Ci oficjalnie nazwiska, jednak wybrane osoby poznają prawdę. Harry, on musi się dowiedzieć. Jak wygląda sytuacja w szkole?

-Wie, że Dyrektor mija się z prawdą, śmierć Syriusza była punktem zapalnym. Jestem z nim umówiona w Pokoju Życzeń po powrocie do szkoły.

-Zostajesz to do końca weekendu. Zostawię Cię teraz. Za godzinę mamy „herbatkę u Czarnego Pana” przyjdę po Ciebie, oficjalnie Cię przedstawię. Nie wymagam abyś mnie tytułowała ojcem, ale chociaż miej do mnie odrobinę szacunku. To Twój pokój, jeżeli tylko czegoś potrzebujesz zawołaj Bratka, to skrzat dla Ciebie, wiem o WSZY, jest dobrze traktowany.– Mrugnął do niej i wyszedł. A jej myśli eksplodowały.

               Zdecydowała się na kąpiel w tej pięknej wannie, która zrobiła na niej wrażenie, potrzebowała chociaż chwilę relaksu. Jej matka nie żyła, nie miała możliwości jej poznać, zobaczyć. Jak zareagują jej rodzice w mugolskim świecie, dlaczego nie powiedzieli jej prawdy? Będzie musiała z nimi porozmawiać. Jak traktować Voldemorta, szacunek? Ma zmienić przyzwyczajenia z dnia na dzień? Tak nie potrafiła, ale jedno wiedziała na pewno, nie zaryzykuje życiem, to mogła być gra, w którą została wciągnięta i był tylko jeden sposób aby poznać prawdę. Kto jak kto, ale Hermiona była bardzo zdeterminowana aby ją poznać. Wytarła się puchowym ręcznikiem, założyła szlafrok i przeszła do garderoby uprzednio zamawiając od skrzata kanapki – w końcu od rana nic nie zjadła. Garderoba była pełna ubrań w jej rozmiarze, same najlepsze czarodziejskie marki… To musiało kosztować fortunę. Zdecydowała się na czarną długą sukienkę i szpilki. Chciała być elegancka w końcu nie wiedziała ile osób będzie obecnych na spotkaniu, mogła się tylko spodziewać… Skorzystała również w toaletki aby zrobić delikatny makijaż, w tym czasie skrzat dostarczył jej jedzenie. Kiedy kończyła ostatnią kanapkę rozległo się ciche pukanie.

-Proszę. – Krzyknęła.

-Chodź Hermiono, już czas.

               Po raz kolejny chodziła ciemnymi korytarzami, teraz jednak Voldemort trzymał wysoko różdżkę i rozświetlał drogę.

-Przemyślałaś to co Ci powiedziałem?

-Tak, ale nie do końca. Nie wiem czy mogę ufać. Już sama nic nie wiem, chciałabym… chciałabym… - Zawahała się, determinację miała, ale to było ryzykowne.

-Tak Hermiono? Co byś chciała? Nie bój się, nie zrobię Ci nic, jesteś moją córką, dam Ci wszystko czego potrzebujesz. – Starał się mówić delikatnie. Jednak lata samotności odcisnęły również na nim swoje piękno, nie wiedział jak się zachowywać. Starał się przypomnieć Noemi, tak dawno jej nie wspominał… Starał się przypomnieć te chwile szczęścia kiedy trzymał w ramionach jego malutką Hermionę, jego oczko w głowie. Imię córki wymyśliła jego żona, spodobało mu się od razu, nietypowe, jedyne w swoim rodzaju, jak jego malutka córeczka. Szedł pierwszy, więc Hermiona nie mogła zauważyć jego rozmarzonej miny. – Więc, wykrztusisz to z siebie?

-Pokaż mi, pokaż mi prawdę, zdejmij zabezpieczenia umysłu i daj mi zobaczyć… mamę i wydarzenia, o których mówiłeś.

-Nie mogę zdjąć blokad umysłu Hermiono – uwielbiał używać jej imienia. – Chciałbym, ale mogłoby to sprawić Ci ból, mam tak mocne blokady, że nie jestem w stanie ich całkowicie zdjąć. Mój umysł broni się już samoistnie, bez mojej świadomości. – Spojrzała mu w oczy.

-Nie wierzę Ci. Kłamiesz, nie chcesz mi pokazać bo powiedziałeś nieprawdę! – Krzyknęła szeptem, lepiej aby nikt nie słyszał ich wymiany zdań.

-Jak zawsze porywcza… Nie dałaś mi dokończyć, nie pokażę Ci ich w głowie, pokażę Ci je jutro w myślodsiewni. – Odpowiedział z delikatnym uśmiechem. – Uspokój się, chodź, już jesteśmy spóźnieni i wszyscy czekają na moją małą niespodziankę. – Nie mógł się doczekać, aby pochwalić się córką.

               Szli kolejnymi korytarzami, a Hermiona traciła orientację. Szła z podniesioną głową, jakby to wszystko czego się dowiedziała nie robiło na niej większego wrażenia. Teraz znów musiała użyć swojego talentu aktorskiego, nie wiedziała co ją czeka za dębowymi drzwiami.

-Hermiono, tylko proszę, zachowuj się. – Powiedział jakby ze strachem Riddle.

-Dobrze, potrafię się zachować, chociaż szlama to jednak dobrze wychowana. Pochodzę z dobrego domu. – Nie wiedziała dlaczego tak powiedziała, chyba chciała mu wbić szpilkę prosto w serce.

-Nie nazywaj się tak! Jesteś czystokrwistą, zdolną, potężną czarownicą! Nie chcę więcej słyszeć takich słów. Wchodź, a o domu z jakiego pochodzisz i co z tym zrobimy porozmawiamy potem.

               Jego szczęki były zaciśnięte, a słowa cedził do niej wręcz sycząc. Ominęła go i mocno szarpnęła drzwi prowadzące do Sali Tronowej. Spojrzała na towarzystwo, wszystkie miejsca były zajęte. Jej wzrok przyciągnęła blond czupryna, Malfoy również spoglądał w szoku w jej kierunku, chciał chyba do niej podbiec bo zaczął wstawać, ale powstrzymał go siedzący obok Blaise. Jedyne wolne miejsca były na szczycie stołu. Dostawiony został jeden tron, mniejszy, ale bogatszy, ponieważ udekorowany został bogatymi, zielonymi szafirami. Riddle lekko ją pchnął do przodu i trzymając rękę na jej plecach prowadził prosto na jej nowe miejsce. Przechodząc obok młodego Malfoya zauważyła z jakim przerażeniem na nią patrzył. Usiadła. Voldemort stanął za jej tronem i powiedział.

-Przyjaciele, przedstawiam Wam moją zaginioną córkę Hermionę Noemi Riddle.

               Na twarzach Rycerzów Noemi pojawił się szok. Niedowierzanie. Zdziwienie.

***

               Draco przybył do Riddle Manor razem z przyjaciółmi i Snapem teleportacją łączną. Właśnie rozmawiał z Zabinim o wstętnej szlamie, która po raz kolejny zaszyła się gdzieś gdzie nie mógł jej znaleźć cały dzień. Ominęła obiad, nie było jej w pokoju. Nikt jej nie widział. Usłyszał jakieś głosy za drzwiami, a kiedy się w końcu otworzyły, zobaczył ją. Ubrana jak księżniczka, długa sukienka, makijaż podkreślający jej delikatną twarz. Przypomniał mu się bal na czwartym roku, to od tamtego momentu całkowicie nie mógł wyrzucić jej z myśli. Była piękna. Co ona tu robi? Została porwana? Co się z nią stanie, w końcu zawsze była po stronie Zakonu, czy znała już prawdę? Wiedział, że nic jej nie grozi, bo to jak są przedstawiani to wielkie kłamstwo, ale… martwił się. Patrzyła na niego z wyższością. On jest arystokratą, jak śmie. Jego nastrój zmieniał się z minuty na minutę od strachu, przez zamartwianie się do złości. Kiedy myślał, że gorzej już być nie może Czarny Pan przedstawił ją jako swoją córkę. Siedział z otwartą buzią z szokiem wpatrywał się w Hermionę. Spojrzał na Zabiniego jakby jego przyjaciel ściągnął go swoim wzrokiem i jego cała postawa mówiła do niego „a nie mówiłem”. Gnój wiedział, uprzedzał go. Była szansa, dla nich, na przyszłość, ale on to zaprzepaścił, szansa pękła jak bańka mydlana. Spojrzał na lewo gdzie siedziała Parkinson oraz siostry Greengrass, dla nich to dopiero był szok, miały przesrane. Przerażone patrzyły to na Hermionę to na siebie nawzajem. Uśmiechnął się ironicznie, puste laski, ale on nie był lepszy. Wbił wzrok w stół i czekał na rozpoczęcie spotkania.

Komentarze