ROZDZIAŁ VIII - NOWY ŚWIAT

 

ROZDZIAŁ 8

NOWY ŚWIAT

 

    Hermiona zamknęła za sobą drzwi swojego nowego dormitorium, było ogromne. Cały pokój utrzymany był w tonacji kolorów Slytherinu – zieleń i srebro. Ogromna przestrzeń, podłoga została wyłożona beżowym miękkim dywanem, po prawej stronie był kominek okolony samymi książkami. Po lewej stronie stało dębowe biurko – o dziwo miała okno na błonia – musiało zostać zaczarowane, tak jak to ma miejsce w Ministerstwie Magii. Stanęła na środku pokoju przed sobą miała duże, kuszące do położenia się łóżko z baldachimem – jednak ono musiało poczekać. Stanęła przed swoim kufrem, skrzaty musiały przenieść jej rzeczy, jednak w pokoju nie miała żadnej szafy… Rozejrzała się przy drzwiach do wyjścia były kolejne dwie pary drzwi. Pierwsze prowadziły do ogromnej, białej garderoby, każda półka na ciuchy i buty była podświetlana. Na środku stała biała puchowa pufa a za nią toaletka oraz szuflady na biżuterię – cóż, warunki w Slytherinie były nieziemskie, jednak czy było warto dla takich luksusów zmieniać całe swoje życie? Rzeczy miała niewiele więc zajęła tylko kilka wieszaków, jedną półkę, szufladę i 4 drążki na buty. Toaletka po rozpakowaniu również świeciła pustkami, cóż może nowy świat – nowa Hermiona? Czas na zakupy, uśmiechnęła się do siebie. Odłożyła swój kufer pod łóżko, skoro i tak ma dzień wolny, to stwierdziła, że na odprężenie należy jej się długa kąpiel. Otworzyła kolejne drzwi, łazienka była ogromna, wanna, a raczej basen dorównywała wielkością do tej z Łazienki Prefektów. Nie zastanawiając się zaczęła napełniać basen wodą oraz olejkiem różanym – jej ulubionym, który dawał również mnóstwo piany.

    Opierała się szyją o krawędź i swobodnie leżała. Nadszedł czas myślenia. Tylko chwilę spędziła w towarzystwie Malfoy'a, a on już zaprzątał jej głowę. Jego hipnotyzujące spojrzenie, którego zawsze unikała, teraz widziała z bliska te szare źrenice. Tą twarz, która zawsze ją fascynowała – co kryje się za jego maską? „STOP”! Myślisz o ślizgonie – aroganckim, niemiłym dupku. Jej myśli zeszły na dyrektora, wspomnienie odczytane u Snapa, jego słowa „ To powinno ułatwić sprawę”. Nic nie rozumiała. Harry… Pokłócił się z Ronem, z Ginny, która zawsze go kochała również nie rozmawiał, widziała, że mierzyli się nienawistnymi spojrzeniami. Minęło kilka dni, a świat kilku osób się rozpadł… Nagle usłyszała otwierające się drzwi, szubko schowała się pod pianą i spojrzała w lewo. Do łazienki wkroczył dumny Malfoy, jak mogła być tak głupia i nie zauważyć kolejnych drzwi, nie zabezpieczyć się zaklęciem! Debilka!

-Malfoyyyyyyyyy!!! Wynocha, zajęte! – zaczęła krzyczeć, zgarniając coraz więcej piany do siebie.

Ślizgon stał w drzwiach z zaciśniętymi szczękami. Przetwarzał to co widział. Zarumieniona szl…kobieta, brązowe zwilżone włosy opadające na plecy, oczy czekoladowe ciskające w niego nienawiścią. Choć nigdy by tego nie przyznał dziewczyna robiła na nim wrażenie. Duże wrażenie, przerażony, skrył się za swoimi drzwiami.

-Kolego, to szlama. – Powiedział, starając się mieć spokojny oddech spoglądając na swoje wypukłe spodnie.

    Hermiona, widziała przez chwilę jak opadła maska zobojętnienia i nienawiści na głód? Pożądanie? Nie… Musiało jej się wydawać, to Malfoy, bez uczuć. Szybko dopłynęła do miejsca gdzie miała różdżkę i ręcznik, szybko uciekła do swojego dormitorium.

-No Hermiono, był czas na myślenie, jest czas na naukę. – Szeptała tak jakby ktoś miał ją podsłuchiwać. Usiadła przy swoim nowym biurku i zaczęła poprawiać swój esej na transmutację. Co jakiś czas rozpraszając się myślami o blondwłosym ślizgonie.

    Kolejne dni nie przynosiły żadnych zmian. Hermiona z nikim nie rozmawiała, jej dawni przyjaciele patrzyli na nią z nienawistnym spojrzeniem, Neville uciekał jakby miała zaraz mu coś zrobić, Luna tylko spoglądała zagadkowo, Ron i Ginny – cóż oni jedyni się do niej odzywali, używając wyzwisk i uderzając „przypadkiem” przechodząc. Harry, jego zielone oczy kiedy na nią patrzył były przepełnione smutkiem, unikał jej, widać było, że jest mu ciężko. Na szczęście, widziała, że często chodził razem z Seamusem, Deanem i Nevillem, wzięli go pod swoje skrzydła. Jej nowi „przyjaciele” ją ignorowali, co prawda nikt nie uciekał już od wspólnego stołu na posiłkach, ale nikt również z nią nie rozmawiał. Lekcje mijały jej w spokoju, żaden nauczyciel nie wywoływał jej do odpowiedzi, sama też nie miała ochoty się zgłaszać. Na lekcjach siedziała sama, zazwyczaj w ostatnich ławkach, tam gdzie było miejsce, starała się skupiać na notatkach, w końcu w tym roku SUMY. W środę po eliksirach zatrzymał ją Snape z pytaniem jak sobie radzi, spojrzała na niego i odmruknęła tylko sarkastyczne „cudownie”. Po lekcjach chowała się w swoim dormitorium, bibliotece lub wychodziła na błonia. Malfoy choć przez ten tydzień miał się nią opiekować nie raczył się do niej odzywać. Chodziła z wysoko podniesioną głową i spoglądała tylko z maską obojętności na kolejnych uczniów. Kiedy ona nauczyła się tak grać? A może zawsze umiała? Wymuszanie łez, robienie z siebie damy w opałach, delikatnej, płaczliwej. Tej Hermiony już nie ma, jest dumna, jest sobą.

    Czwartkowy dzień okazał się przełomowy, jesienna, deszczowa pogoda wykluczała spacer na błonia. Czterech ścian swojego dormitorium miała dość. Biblioteka została zamknięta na czas konserwacji dzieł. Nie miała co ze sobą zrobić. Wzięła potrzebne książki i notatki do napisania eseju z OPCM dla ich nowego nauczyciela Profesora Wood’a. Znała go i lubiła, jednak po zmianie domu dawał jej odczuć, że decyzja, którą dokonała Tiara również i u niego przyniosła skutek odsunięcia i traktowania ozięble. Odejmował jej punkty za nic… Co lekcje dostawała również dodatkowe zadania, podobno było to umotywowane powtórzeniem materiału – cóż, co jak co, ale w to nikt nie uwierzył, a ona i tak spędzała kolejne wieczory pisząc eseje. Wyszła ze swojego pokoju z torbą pełną materiałów i dumnie usiadła przy jednym z wolnych boksów znajdujących się w pokoju wspólnym ślizgonów. Nie patrząc na spojrzenia, które ją odprowadzały i ciche szepty zaczęła pisać i szukać materiałów. Skupiona na swojej pracy nie zauważyła, że podeszły do niej samozwańcze „Księżniczki Slytherinu”: Pansy Parkinson, Astoria i Dafne Greengrass.

-Szlamo, to nasz stolik, odejdź, nikt Cię tu nie chce idiotko! – Pansy powiedziała to wściekła tonem.

Hermiona powoli przeniosła swój wzrok znad pergaminów i spojrzała jej prosto w oczy.

-Nie widzę tu podpisu, że to wasza kanapa. Możesz sprawdzić czy nie ma Cię razem z przyjaciółkami w Waszym dormitorium Mopsico?

    W pierwszej chwili siostry Greengrass chciały się odwrócić i odejść, ale zatrzymała je Parkinson. Hermiona patrzyła na nich z politowaniem i szyderczym uśmiechem.

-To nie koniec wywłoko. Szlama czy w naszych kolorach czy też nie, nic nie zmieni. – Czarnowłosa nie dawała za wygraną, już wyciągnęła różdżkę mierząc nią w Hermionę – Cru…

    Parkinson odleciała na kilka metrów boleśnie uderzając w stolik. Podbiegły do niej dwie przyjaciółki i z wymalowaną wściekłością spoglądały na Zabiniego Blaise, który akurat chował różdżkę.

-Wypierdalać! Hermiona czy wam się to podoba czy nie jest teraz w tym domu. Nikomu nie przeszkadza, zajmuje się sobą, więc jeszcze raz zobaczę, że ktoś próbuje jej coś zrobić, będzie miał ze mną do czynienia. – Wściekły wykrzyczał to na cały salon. Powoli udał się w stronę Hermiony, lekceważąc dziewczyny które prowadziły zalaną łzami Parkinson do pokoju – każdy wiedział, że ma fioła na punkcie Zabiniego od kiedy wiedziała, że nie ma szans u Malfoy'a. – Jestem Blaise, dla znajomych Diabeł. Nie mieliśmy jeszcze przyjemności, ale dopiero wróciłem do zamku po pobycie u Munga.

    Hermiona pamiętała jego ostatni wypadek podczas meczu Quidditcha, grał na pozycji ścigającego i w głowę trafił go tłuczek, spadł z kilku metrów. Spędził ponad miesiąc w śpiączce. Właśnie dlatego Hermiona nie lubiła latać. Patrzyła na niego jak na zagadkę, dlaczego ją obronił, dlaczego się za nią wstawił, a na dodatek rozmawiał?

-Przedstawiłem się, miło by było gdybyś też się przedstawiła, zawsze można rozpocząć znajomość od nowa. – podał jej rękę, dziewczyna ją chwyciła z delikatnym uśmiechem.

-Hermiona Granger, miło mi. Blaise, dziękuję.

-Pozwolisz, że się dosiądę? Co robisz esej na OPCM? Słyszałem jak mówili że Wood Cię gnębi, ale nie martw się, początki zawsze są najgorsze, teraz masz mnie. – wyszczerzył się w uśmiechu.

-Diabeł, powiesz mi co ty do cholery wyprawiasz? – Nagle jak spod ziemi wyrósł Prefekt Naczelny, blondwłosy, idealny Draco.

-Jak to co? Witam się z nową koleżanką. – Odparł zadowolony z siebie.

-Diabeł to szlama. Nikt z nią nie rozmawia i ty też nie będziesz.

    Hermionę zastanowiło, jak wydobył się dźwięk z jego ust skoro miał je maksymalnie zaciśnięte.

-Daj spokój Smoku, Mionka jest fajna, właśnie będziemy razem pisać esej, bo mam zaległości. Może się przyłączysz?

-Nie. – Odszedł.

-Nie przejmuj się Hermiona. On musi to przetrawić, wiesz nie zawsze Gryfonka trafia na 5 roku do Slytherinu.

-Blaise, dziękuję. Ale nie chcę ci robić problemów. Dam sobie radę, jestem dużą dziewczynką. – Dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła. Przyzwyczaiła się do samotności i nie potrzebowała znajomych na siłę.

-Daj spokój, mam wylane w tych fałszywych ludzi. Będę rozmawiał z kim chce i kiedy chcę. No, a teraz dawaj jeden pusty pergamin i piszemy.

Czas płynął im fantastycznie. Rozmawiali, śmiali się i nie zwracali uwagi na już nieukrywane rozmowy i plotki jakie właśnie tworzyły się na ich temat. Blaise odprowadził Hermionę do dormitorium i pożegnał się z nią buziakiem w policzek. Dziewczyna szybko uciekła do swojego pokoju.

-No Diabełek ma plan i właśnie rozpoczął jego realizację. – zatarł ręce w geście knucia i uśmiechnął się stając przed drzwiami Księcia Slytherinu.

    Draco wrócił do swojego dormitorium po wymianie zdań z Diabłem. Nie mógł uwierzyć w to co widział, przecież on miał takie samo zdanie o szlamach – trzymać się z daleka. A teraz? Normalnie sobie plotkował i spędzał czas ze największą szlamą chodzącą po tym świecie. Jak szlama mogła trafić do ich domu, przecież tu wstęp mają tylko czystokrwiści, półkrwiści, arystokracja… A teraz ona. Przypominał sobie właśnie ich pierwsze spotkanie, swobodną rozmowę, kiedy razem wchodzili do Wielkiej Sali na ich pierwszy rok w Hogwarcie. Wtedy jeszcze nie wiedział, że jest mugolką. Liczył, że znalazł przyjaciółkę, a ona trafiła do Gryffindoru, cóż za pomyłka! Blaise ciągle mu wmawiał, że obraża ją i zaczepia tylko po to aby choć przez chwilę każdego dnia miał z nią kontakt. Ale on przecież wiedział lepiej. Nienawidził jej, tej jej szopy, oczu, niczego. Nie oszukujmy się jej szopa to tak naprawdę piękne loki okalające delikatną twarz… „STOP” – myślisz o Granger, o szlamie. Schował swoją twarz w dłonie. Nagle usłyszał pukanie, zaklęciem otworzył drzwi. Diabeł.

-Czego?

-Siemanko Smoku, szkoda, że z nami nie posiedziałeś w salonie. Mionka, ma takie poczucie humoru, tak świetnie się z nią rozmawia. Wiesz, że pomogła mi napisać esej? Chyba pierwszy raz dostanę z czego Wybitny, już nie mogę się doczekać miny Wood’a. Właśnie odprowadziłem ją do dormitorium, ma taki miękki policzek, a jak się rumieni, no mówię Ci bracie, cudo. – Rozpoczął swoją nawijkę, przy okazji częstując się z barku Ognistą Whiskey.

-Miękki policzek? Co?! – Draco z przerażeniem patrzył na kolegę.

-No wiesz, pożegnaliśmy się, będę jej jedynym przyjacielem w tym domu. – Oburzenie Smoka do dobry znak, plan wkroczył w fazę realizacji, uśmiechnął się w duchu Blaise.

-Pożegnałeś się. Przyjaciel? Co ty pieprzysz kretynie, to szlama. Przeliterować Ci to?! Masz się do niej nie zbliżać!

-Czemu? Dobra laska z niej. Przyjaciel, może nie tylko? – Puścił perskie oczko.

-Diabeł wyjdź. Chcę zostać sam.

-Weeeź, dopiero przyszedłem, przecież wiem, że nawet gdybym z nią był, to znamy się od dziecka i mnie nie znienawidzisz, bo jestem Ci za drogi.

-Przeceniasz się.

-Poza tym – kontynuował nie zwracając uwagi na słowa Smoka – Smoku, czystość krwi? Od kiedy to jest ważne? Jedziesz w sobotę do Malfoy Manor?

-Tak, ojciec do mnie napisał, że musze się urwać, Snape podobno ma nam pomóc.

-Wszystkiego w takim razie dowiesz się w sobotę. Mnie w szpitalu w tajemnicy powiedziała moja matka – skrzywił się wspominając Czarną Wdowę, miała kolejnego faceta, ciekawe jak długo koleś wytrzyma… - ale moja rada jest taka, nie obrażaj jej i jutro spróbuj się chociaż minimalnie z nią zakolegować, bo możesz mieć duże problemy.

-Co ty pieprzysz Zabini? Nie możesz powiedzieć wprost o co chodzi? Nie zamierzam się przymilać tej brudnej szlamie.

-Może nie takiej brudnej? Ale zostawiam cię z tymi myślami, idę spać. – Uśmiechnął się do przyjaciela sarkastycznie i wyszedł. Zdążył tylko zanotować jego zagadkowe spojrzenie.

    Blaise przypomniał sobie rozmowę z matką. Jakiego szoku doznał, jako jedna z nielicznych miała dostęp do wszelkich informacji Śmierciożerców – była w wewnętrznym kręgu. Wiele spraw się wyjaśniło. A kolejne się skomplikują…

    Hermiona obudziła się w piątek dość wcześnie, wstała z uśmiechem na twarzy, w końcu po tygodniu milczenia, miała z kim porozmawiać i się pośmiać, ale ten całus w policzek, dotknęła tego miejsca… Nie podobał jej się, nie była przyzwyczajona do takiej wylewności przy obcej osobie. Nie lubiła dotyku, całowania. Jedynymi osobami byli Harry, Ron i Ginny, którym pozwalała na takie spoufalenie, no i rodzina, ale nikt więcej. Poza tym te usta takie szorstkie. Brrr. Nigdy więcej. Przygotowała się i brała już torbę aby wychodzić na śniadanie, gdy usłyszała pukanie. Otworzyła i doznała szoku.

-Malfoy?

-Brawo za spostrzegawczość. Miałem się tobą zająć przez ten tydzień. Dziś mija ten termin. Idziemy na śniadanie, wiem, że codziennie błądzisz jak dziecko we mgle, zero orientacji w terenie.

    Draco zastanawiał się całą noc nad słowami Blaise. Być może los daje mu ostatnią szansę by choć chwilę spędzić w obecności dziewczyny. Hipnotyzującego spojrzenia czekoladowych oczu.

-Ja… -zawiesiła się.

-Dobra Granger, daj tą torbę, zamknij usta i chodź. Głodny jestem.

    Wyrwał jej torbę s ręki i ruszył, Dziewczyna szybko zrównała z nim krok, choć musiała truchtać aby dotrzymać mu kroku. Wziął jej torbę? Przecież to jej torba. Wyrwała mu ją, nie przewidziała, że jest silniejszy i już miała upaść gdy mocne ramiona chłopaka uchroniły ją przed upadkiem.

-Granger, znów na mnie lecisz? – spojrzał jej w oczy i utonął. Jej spojrzenie było utkwione w nim. Napawali się tym, spojrzał na jej usta i chciał się zbliżyć gdy ona nagle się wyrwała, spojrzała na niego z pogardą, wykorzystała moment jego otępienia i odebrała swoją torbę ruszając od razu do Wielkiej Sali. – Granger czekaj!

-Dobra. Wyjaśnijmy sobie coś Malfoy – stanęła i odwróciła się do niego. – Nie lecę na ciebie i nigdy nie będę. Jesteś arystokratycznym dupkiem nie mającym uczuć i serca. Dla mnie jesteś niczym. Gnidą, która zabiera powietrze. Jesteś zerem, które myśli, że coś znaczy , bo ma pieniądze i jest Śmierciożercą. – Każde słowo było niczym policzek. Nigdy jeszcze w taki sposób mu nie odpyskowała. Zmieniła się… - Dlatego teraz, odejdź, zostaw mnie w spokoju. Idę zjeść śniadanie, a potem idę na lekcje. Żegnam.

-Przepraszam. – Co kurwa? Co ja powiedziałem? Malfoy nie przeprasza.

-Co? – Stanęła jak wryta.

-Przepraszam, jesteśmy teraz razem w domu, skazani na siebie, chcę żeby było znośnie. – Co ja pierdole. Skąd mi się to wzięło? Pierdole. Powiedziałem to powiedziałem, Malfoy nie tchórzy.

-Chodź na to śniadanie. – Mruknęła zaskoczona. Malfoy przeprosił. Blaise mówił, że jak sobie przemyśli to nie jest wcale taki zły, ale…

    Weszli ramię w ramię do Wielkiej Sali, a wszystkie osoby na nich spojrzały i po raz kolejny wybuchła wrzawa, bo każdy czuł potrzebę omówienia znajomości ślizgonów.

-Ślizgońska dziwka! – Krzyknął cały czerwony na twarzy Ron. Wtedy kilka rzeczy zdarzyło się na raz.

    Hermiona dumnie uniosła twarz i spojrzała w oczy Rudemu wysyłała mu legilimencją ból jaki czuła gdy użyto na niej Crucio w Departamencie Tajemnic, Rudy się aż skrzywił i opadł na ławkę. Przerażony spojrzał na dziewczynę, której twarz zdobił diabelski uśmieszek. Harry, starał się opanować zamieszanie wśród osób jego domu i z bólem wpatrywał się w Hermionę, jego przyjaciółkę za którą tęsknił. Ginny śmiała się jak szaleniec i szeptała, że w końcu ktoś powiedział prawdę. Malfoy ruszył do stołu Gryfonów i złamał nos Wieprzelowi. Dyrektor przypatrywał się wszystkiemu z zagadkowym spojrzeniem. Hermiona pobiegła za ślizgonem żeby odciągnąć go od mocno już krwawiącego Rona.

-Malfoy! Malfoy! – Nic – Draco! – momentalnie chłopak przestał i spojrzał w oczy szatynki, wstał, wziął ją za rękę i posadził obok siebie przy stole Slytherinu.

    Neville w asyście Deana wyprowadzali Rudego z Wielkiej Sali. Profesor Wood wstał i podbiegł do Malfoya i odjął mu 50 punktów, które natychmiast zwrócił Snape jako, że chłopak bronił honoru koleżanki. Dyrektor wstał:

-Kochani, jedzmy! Wszystko stygnie.

    Hermiona na niego spojrzała, a on tylko się uśmiechnął i kiwnął głową. Wiedziała, że cieszy się iż nawiązała znajomości z osobą, która najbardziej przyda się Zakonowi, a raczej jego informacje.

    Lekcje mijały szybko, a każdy zdążył zapomnieć o incydencie ze śniadania. Blaise i Malfoy chodzili jak cień za dziewczyną, i mierzyli każdego Gryfona wzrokiem bazyliszka, kiedy chcieli coś powiedzieć lub nawet spojrzeć.

    Gryfonka z uczuciem ulgi weszła po kolacji do swojego dormitorium. W końcu uwolniła się od wszystkich szeptów, spojrzeń i swoich „ochroniarzy”. Zaskoczyli ją. Nie spodziewała się pomocy, a przede wszystkim obrony Malfoya po słowach Wieprzleja. Widać przyjaźń niewiele znaczy, może się rozpaść niczym domek z kart. Kilka lat jej życia, zostało przekreślone grubą linią, a ona nie potrafiła się odciąć. Spojrzała na zegar, apropo odcięcia od przeszłości. Musiała ruszać na spotkanie z Harrym. Przechodząc przez pokój wspólny jak zwykle odprowadzały ją nienawistne spojrzenia, szczególnie ślizgonek. Każda dziewczyna z domu węża marzyła aby dwóch najprzystojniejszych chłopaków zwróciło na nie uwagę, a tu przychodzi ona i po tygodniu bronią jej honoru... Nagle odbiła się o coś twardego i kolejny raz by upadła, gdyby nie silne ramiona. Spojrzała w górę, chociaż już wiedziała po zapachu perfum kim jest ta twarda ściana.

-Gdzie idziesz o tej porze? Sama?

-Malfoy, z łaski swojej zejdź mi z drogi. Wychodzę i tylko tyle powinno Cię obchodzić. Pa, stanęła na palcach i cmoknęła blondyna w policzek. – Z pośpiechem, wykorzystując moment nieuwagi uciekła na korytarz lochów. Nie wiedziała, co ją podkusiło do cmoknięcia ślizgona, ale rozwiązanie było idealne, szczerze się śmiała po drodze zastanawiając się jaką minę miał Draco. Nie musiała się spieszyć, miała jeszcze piętnaście minut. Stanęła przez ścianą na 5 piętrze i wyobraziła sobie salon, taki jak pokój wspólny Gryfonów, tęskniła za tym miejscem i już nigdy miała tam nie wrócić… Zza rogu wyszedł Harry i objął ją bardzo mocno.

-Harry, nie tu, wejdźmy.

    Poczuła się jak w domu, usiadła na fotelu, który zawsze używała przed kominkiem i gestem zaprosiła bruneta na kanapę.

-Hermiono, przepraszam cię za Rona, ja nie wiem co w niego wstąpiło, zmienił się. Ginny tak samo, nie poznaję tych ludzi. Chodzą oboje już na spotkania Zakonu… Tam też nie jest przyjemnie. – Ostatnie zdanie powiedział szeptem.

-Nie przepraszaj mnie za tego łazęgę. Wybrał Harry. Nie wracajmy do tematu, była przyjaźń teraz jest nienawiść, to zawsze cienka granica. Opowiadaj co z Zakonem?

-Cienka granica, jak od nienawiści do miłości. – Spojrzał na dziewczynę, a ona odwróciła wzrok lekko zarumieniona, chłopak nie chciał kontynuować tego tematu, są ważniejsze sprawy a oni nie mają czasu. – W Zakonie dziwnie się dzieje. Snape daje zdawkowe informacje, jakoby nic się nie działo, a za chwilę Dumbledore znika i wzywa wszystkich na akcję. Wszyscy myślą, że zdradziłaś, poza mną, dyrektorem i Snapem nikt nie zna prawdy. Źle mi Hermiona. Źle mi bez ciebie, wszystko się posypało i nigdy nie wróci to co było.

-Harry, czy Snape uczy cię oklumencji?

-Tak, w środę złapał mnie na korytarzu i wezwał do siebie na szlaban o nic. Ale wtedy właśnie odbyliśmy lekcje. Co prawda twierdzi, że Dumbledore by się nie odważył, ale woli dmuchać na zimne. Nasze relacje, jakby to określić… są poprawne.

-To dobrze. Wiem, że to wygląda źle Harry, ale musisz się zachowywać naturalnie i udawać bezgraniczne zaufanie.

-Hermiona! Ja tak dłużej nie dam rady!

-Wiem, ale musimy być cierpliwi, Snape mi powiedział, że jutro idę na spotkanie… Voldemort czeka… Może tam się czegoś dowiem.

-Już!? Oszaleję z niepokoju! Jak wrócisz wyślij mi sowę, spotkamy się w Pokoju Życzeń.

    Następnie rozmawiali na temat tego co może spotkać Hermionę w paszczy Węża. Rozeszli się dopiero po 23. Hermiona jako Prefekt Naczelny mogła sobie pozwolić na patrolowanie korytarzy po ciszy nocnej, Harry miał pelerynę i mapę Huncwotów więc i tak nikt by go nie przyłapał.

    Draco stał osłupiały, a jego dłoń machinalnie trafiła na policzek, gdzie jeszcze przed chwilą poczuł palące, miękkie usta dziewczyny. Co ona z nim robiła, otrząsnął się i już chciał powiedzieć coś nieprzyjemnego, ale dziewczyny nie było. Czekał godzinę, dwie… Zaczął się niepokoić, w końcu to kobieta, szlama, ale jednak. Denerwował się tak, bo tylko on może jej coś zrobić, jeżeli miałby taką ochotę, ale nie miał. Była taka harda w środku, ale jednak delikatna. Wiedział, że nosi maskę zobojętnienia, ale wewnętrznie czuł, że gra. Swoją drogą, na prawdę się zmieniła i stało się to w momencie przeniesienia do Domu Slytherina. Z kruchej, płaczliwej, delikatnej dziewczynki stała się obojętną, wyniosłą kobietą. Nawet on nie jest tak dobrym aktorem. Skąd ta nagła zmiana? Jaka jest na prawdę? Jego spojrzenie wmontowane było w drzwi do salonu. Blaise dawno już poszedł twierdząc, że przesadza, ale on wiedział swoje, za dużo było osób, które nienawidziły Panny-Wiem-To-Wszystko. Drzwi powoli się otwierały, zza nich wyszła Granger z uśmiechem od ucha do ucha.

-Gdzie żeś była tyle czasu?!

-A co Malfoy, martwiłeś się? – Ironia. Merlinie… Od kiedy Granger używa ironii, o zgrozo, podniecało to chłopaka.

-Nie. -Przybliżył się tak, że dziewczyna czuła jego oddech przy uchu i szepnął. – Jeżeli ktoś ma coś ci zrobić, to będę to tylko ja Granger.

    Odszedł a jego słowa odbijały się echem w głowie Hermiony. Jego głos, taki czysty, taki delikatny. On tak blisko, woń jego perfum, oddech pomieszany z whiskey. Otępiała ruszyła do sypialni. Musiała odpocząć przed kolejnym ciężkim dniem.

Komentarze